Ojcom
| | <<<
Czemu tak trudno jest wam kochać synów,


wiersz ma ton nie co moralizatorski, plasować się może zatem na pozycji tych
wierszy, które są mniej lubiane:)
dla mnie odczytanie tła biblijnego nie jest trudne i jakoś sobie radzę, ale
myślę, że historia króla Dawida i jego rodziny, dowódców jest historią
raczej mało znaną, więc może sprawić trochę trudności w odczytaniu. ale nie
to jest głównym problemem utworu. zastanawiam się do czego autorka chce
skłonić czytelnika. podejrzewam, że do szukania analogii.
wciąż jednak trudno mi dopasować wiersz do realiów współczesnych, a może nie
potrzebnie się wysilam, a może brak mi negatywnych doświadczeń w relacjach,
o których jest w wiersz. stąd nie przemawia, ale przywraca obraz tragicznych
historii, które mogą odbijać się echem, pomimo wszystko, mogą odbijać się
echem, choćby u sąsiadów za ścianą, gdzie nieraz mamy niezły wykwit
ojcowskich uczuć i całe ojcowsko synowskie larmo, a później jest już tylko
płacz, wydaje mi się, że on też płacze, słyszałem, u nas głosy przechodzą
przez fugi w łazience.

elmo


· 

Wlodzimierz Holsztynski

Witaj, Włodku :), dawno nie mieliśmy przyjemności ;)

ellu bi-s i logika:


A zatem rozbierzmy zagadnienie logicznie: Boehme był, mówiąc językiem
współczesnym, szewcem "poszukującym". A że przylgnął do niego - i przez
trzy wieki przylegał - szewc "prosty", współczesni badacze dementują to.
Jak na przykład:

| [...] Tymczasem choćby w "Powszechnej encyklopedii filozofii"
| z roku 2000, czyli dość aktualnej (choć z Lublina, czy to w
| dzisiejszych czasach daleko? ;)) znaleźć można:

| "Boehme pochodził z zamożnej rodziny rolniczej. Nie odczuwał
problemów
| finansowych, a dojrzałe życie poświęcił pisaniu, choć pieczołowicie
| pielęgnowana legenda przyczyniła się do propagowania przez trzysta
lat
| wizerunku Boehmego jako prostego szewca.
Wbrew stwierdzeniu ellu, ze JB nie byl szewcem, encyklopedia
bynajmniej jej nie poparla. Encyklopedia stwierdzila jedynie,
ze JB nie byl "PROSTYM szewcem" i przypomina, ze Pan JB byl
oczytany(m szewcem).


PEF nie tyle przypomina co sprostowuje. I ja się z tym wcześniej w
jakichś niemieckich (czy szwajcarskich) opracowaniach zetknęłam (na co
zresztą nie zwracałam jak dotąd szczególnej uwagi, bo Boehme mnie
interesował z innych powodów).

A swoją drogą, to ciekawe było - dzięki pytaniu Pauli - wszystko to
sobie poukładać i dowiedzieć się nowego.

Pozdrawiam :)

e.


<ciach
1 - wpływ mikrofal na żywność - to po prostu troll -
czy energię dostarczymy z zewnątrz - poprzez wodę, ogień, czy też poprzez
emisję pobudzającą cząsteczki przewodzące prąd do jej pobrania - wydaje mnie
się bez znaczenia. Jasne że różna jest postać tak potraktowanej żywności -
niekoniecznie na plus - gumowaty kurczak, inne takie. Dlatego współczesne
kuchenki wyposażone są w kwarcowe opiekacze (grille), oraz zwykłe piekarniki
elektryczne które częściowo załatwiają ten problem. Kuchenkę mikrofalową
wymyślono ku wygodzie, jej ojcem zaś był radar. Inna sprawa to wpływ
pracującej kuchenki na ludzi - u wrażliwszych objawia to się bólem głowy.
2- Saman_tho piekarnikowa :)))))))))))))))) - czy naprawdę wygodnie jest
upiec 1 góra 2 pstrągi w ziołach w twoim piekarniku? Czy jesteś równie
:)))))))))))))))) kiedy go myjesz?

Posiadam kuchenkę mikrofalową z piekarnikiem i grillem, kuchenkę gazową z
piekarnikiem i grillem oraz wspomniany grill elektryczny De Longhi i uważam
iż stosując samotnie w rodzinie dietę MM jest to urządzenie znakomicie
oszczędzające nasze najcennoejsze dobro - czas :-)



Ja naprawde nie jestem wrogiem wszystkich Zydow, tylko jednym z
nielicznych Polakow, ktorzy zauwazaja, co sie kryje za fasada syjonizmu


sam mam przyjaciela żyda, którego cała rodzina siedzi w Izraelu i nikt
nie wypowiada się pozytywnie o polityce Izraela... mam także znajomego
antysemitę i często się z nim kłócę, ale IMHO bardziej mnie
denerwuje McDonaldyzacja niż rzekoma syjonizacja... dobrze, że na
Kaukazie coś się zaczyna dziać, przynajmniej będzie mnogość
tematów, bo już robi mi się niedobrze od Arafato-Szarona, polskich problemów,
Iraku, olimpiady (dobrze że się skończyła)... i amerykańskich świńskich
buziaków. A co się kryje za fasadą syjonizmu to wie każdy, kto choć
pobieżnie zna historię współczesną. Pzdr


· 

Przekaz: Kwadrant Alpha-Sol-Terra:

Czy wie ktoś coś na temat techniki , nauki nuklejdalnej czy jakoś tak :)


???

komórkach.


swego czasu byly projekty calkiem daleko posuniete.
Projekt przewidywal zapis za pomoca laseru info. w
bakteriach pewnej rodziny. Odpowiednio przygotowane bakterie
mogly robic jako RAM lub HDD (trwalosc zapisu 5lat).
Komputer mial byc mieszany tzn. CMOS (krzemowe chipy) plus
ukl. pamieci na bakteriach.
Komp mial sie skladac z 3 plytek (rozmiar powiedzmy duza
karta graf.). Na jednej procek krzemowy itp. na drugiej
chipy z pamiecia RAM (40GB) a na 3 HDD (40GB).

Szukaj w archiwalnych numerach Swiata Nauki (sprzed paru
lat)

Wykorzystywania DNA do zapisywania informacji itp.


Rowniez badania nad komputerami zapisujacymi info. i
wykonujacymi operac. na DNA. Komputer na DNA moglby miec
poj. i szyb. ktorej wspolczesne, krzemowe, komputery niebeda
mogly osiagnac z przyczyn technolog. i ogran. fizycznych.
Komputer na DNA w wer. optymistycznej moglby sie pokusic na
rozwiazanie problemu komiwojazera (tj. kompy kwantowe)

   "Dobre sprawowanie rządów nigdy nie zależało od aktów prawnych, ale od
    osobistego charakteru rządzących.Machina sprawowania władzy zawsze
    podlega woli tych, którzy nią kierują.Przeto najistotniejszym
    elementem rządzenia jest metoda wybierania przywódców."
                        "Prawo i rządzenie. Poradnik Gildii Planetarnej"



Opera 9.10
Loguje sie na konto w mbanku. Cos tam robie.
Przychodzi inny członek rodziny i na drugiej zakładce loguje sie na swoje
konto.
Ja na swojej zakładce klikam np. liste kont i pokazuje mi sie konto tej
drugiej zalogowanej osoby!
Mam cos zle ustawione, opera nie umie obsłuzyc dwóch kont na raz, czy to
mbank ma jakis problem?


To Opera, nie mBank. I to nie błąd, tylko feature :) Opera użyła tej
samej sesji w drugiej zakładce.

Większość współczesnych przeglądarek korzysta z jednej sesji we
wszystkich zakładkach. Takie zachowanie zwykle jest lepsze niż nowa
sesja w każdej zakładce. Załóżmy że zalogowałeś się do jakiegoś serwisu
(poczta, youtube, whatever) i chcesz mieć jego zawartość w kilku
zakładkach naraz. Musiałbyś się osobno zalogować w każdej zakładce, co
byłoby wybitnie irytujące. Efekt uboczny jest taki, że można być
zalogowanym tylko jako jeden użytkownik, a nie kilku naraz, ale mało kto
ma z tym problem.


Noszę sie z zamiarem wydania książki choć to raczej za duże słowa. Po
prostu w celach szkoleniowych chciałbym złożyć książkę, czyli złamać
tekst, nadać temu inna formę niż obecne na półkach w ksiegarni.
Dręczy mnie następujący problem: jak wygląda sprawa z wydaniem książki
konkretnego, współczesnego autora, która aktualnie jest w sprzedaży na
rynku? Czy mogę kupić taką książke, przepisać ją (OCR), ponownie złożyć
i wydrukować?
Oczywiście nie będę czerpał korzyści z jej wydania. Zakładam, że byłby
to druk cyfrowy w nakładzie ok. 4 egzemplarzy.
Czy zamieszczenie notki, przykładowo "Ksiśżka wydana jedynie w celach
szkoleniowych", coś zmienia?
Może ktoś się zetknął z taką sprawą?


Jeżeli w nakładzie 4 egzemplarzy do użytku osobistego -- własnego, rodziny i
znajomych -- to możesz. Jest to uregulowane w prawie autorskim ("dozwolony
użytek osobisty"). Na tej samej podstawie możesz wykonywać np. pojedyncze
kserokopie książek (nawet całych). Dozwolony użytek osobisty nie obejmuje
jedynie programów komputerowych. Nie musisz (choć możesz) umieszczać żadnych
notek.

Adam



Zdanie klienta juz znam, wspolpracownikow, rodziny, znajomych itd tez.
Z tym pierwszym wiadomo - to, ze sie podoba nie oznacza, ze jest dobre.
Pozostali nieobiektywnie twierdza, ze dobre.

Stad tez ciekaw jestem wrazen kogos z "branzy", jesli ktos mialby
ochote spojrzec, to zapraszam:


z branzy? a bo ja wiem... dlaczego akurat z branzy... ale jak sobie zyczysz

profesjonalne. Przyzwoite. Dobrze skomponowane. Dobra (moze odrobine
zbyt uboga) kolorystyka. Ladny, w miare czysty kod (z paroma bledami :-)
zgadnij gdzie?)
I cholernie mi sie nie podoba. Wlasnie dlatego. Sa setki tysiecy takich
stron... przyzwoitych... dobrze skomponowanych... 'we wspolczesnym
stylu'... zadnych. Mysle ze nie miales najmniejszych problemow ze
sprzedaza layoutu i odbiorem honorarium. No coz... zazdroszcze... ale
tylko tego :-)
Ale to oczywiscie tylko moje zdanie, i naprawde nie musisz sie nim
przejmowac :-)

v.


| w dzialaniu napewno ++i.
| Tak z innej beczki czy ten nick sugeruje zasadnosc tego pytania :)

| pozdrawiam
| ad
| hiehiehie :))))))))) ty to kurcze masz racje :))))) ++i jeszt szybszy od
i++
| niezle to jest :))))))))

| Tomek B

| oczywiscie chodzilo o zadzialanie.
| nie myslales chyba inaczej,
| co ?
| :))))

bardzo k**** smieszne ;-P
jak chyba wiecie chodzilo mi o czas wykonywania rozkazu przez procek, bo
chyba bylo cos takiego ze w ktoryms z tych przypadkow potrzebowal dwoch eee
cykli, kolejek czy czegos tam...
po wypowiedzi wnioskuje ze jednak postinkrementacja jest szybsza, right?

InSane

aha i moja xywa nie zmienia sie w zaleznosci od pytania :)


Szczeze przyznam, nie programowalem ostatnio zadnego kompilatora c/c++...
Mam jednak przeczucie ze obie instrukcje (uwzgledniajac oczywista roznice)
translowane sa na maszynowy (rodzina 8086) INC.
Na maszynach klasy do 486 nie mialo to zadnego znaczenia (wydjnosciowego),
na maszynach wspolczesnych (z procesorami wielopotokowymi) moze miec znczenie
-zapewne niewielkie.
Jesli chesz koniecznie to sprawdzic, polecam zgrabne makro mierzace czasy
wykonania
kodu, zamieszczone w "perelkach programowania" Bentley'a,
do sciagniecia z: www.cs.bell-labs.com/cm/cs/pearls/

ps.
Swoja droga jesli cierpisz na takie problemy, to polecam prace w asemblerze,
albo lepiej bezposrednio w kodzie maszynowym -wtedy zaoszczedzi na czasie
kompilacji :))))))))



Nie, potem wyłączysz ją w BIOSie i nie ma żadnego problemu.


Podepnę sie pod pytanie o zintegrowaną grafikę bo w życiu jeszcze takiej
nie widziałem :)
Czy płyty główne ze zintegrowaną grafiką mają wyjścia DVI i TV?

(Rozważam upgrade komputera dalszej rodziny i zastanawiam sie czy jest
sens inwestowania w płytę z grafiką na pokładzie. Moim zdaniem TV-out
na każdej współczesnej grafice musi być, DVI też powinno)



| Przełoże do innego kompa i sprawdze czy jest sprawna fizyczne.
| karta to 3c905cx-txm. W systemie jest wykrywalna jako "3com etherlink
| 10/100
| PCI for complete PC Management NIC (3c905c-TX)." Sterowniki versja, jakaś
| najnowsza 4.41.0.0 . Wszystko zkonfigurowane. TCP IPX itd.

Czyli 3com z rodziny Cyclone. Na początek odinstaluj drivery i sprawdź jak
działa na systemowych (AFAIK Windowsy conajmniej od NT 5.0 i wszystkie
współczesne distro Linuxa mają je wbudowane). Później ew. przetestuj
softem diagnostycznym 3com'a..

Powodzenia


Przed chwilą zamontowałem ja do innego kompa. Zrobiłem 5 restartów (stery
chodziło na jakis standardowych sterach z XP 2001 roku 4.5.0.0 ) Wszystko
chodziło doskonale żadnych problemów. Wkładam ja do mnie, znowu te kosmiczne
bajery, raz działą raz nie działa nP teraz działa .

Powiedz gdzie znajde AFAIK? Jak się nazywa ten soft do diagnozy od 3com to
sprawdze.


Ja dodam tylko, że jeżdżę często firmową Nubirą kombi 2.0, 98 rok
i poważnie bym się zastanowił czy się pakować w to auto... :-/


Firmowe samochody to są jedyne które bez problemu podjadą pod 30 cm
krawężnik
z prędkością 60km/h :). Często są zamęczone przez "służbowych" kierowców,
i trudno obiektywnie oceniać po nich jakość modelu. Sam słyszałem
o służbowej Corolli która całkiem często wymagała serwisowania zawieszenia.

Sam mam Espero, w rodzinie jest Lanos, oba bez zastrzeżeń ,
wydaje mnie się że współczesne silniki samochodów są
nie do zdarcia, no chyba że ktoś kupi np Astrę z najmniejszym
silniczkiem bo go na większy nie stać, i wyciska z niej poty
na max obrotach, wtedy remont silnika jest realny!

Aby tego uniknąć to należy kupować używany nie z najmniejszym silnikiem.

pzdr
Zbyszek



| Opis: Systemy z rodziny BSD są jednymi z wielu używanych UNIXów. Do
| najczęściej używanych zalicza się FreeBSD, NetBSD, OpenBSD a także Mac
| OS X. Na grupie można znaleźć wiele rad i porad dotyczących tych
| systemów, a także dowiedzieć się, gdzie szukać potrzebnych materiałów.

Hmmm... Nie powiedziałeś IMHO najważniejszego: systemy *BSD są rozwinięciem
"dystrybucji" systemu Unix stworzonej przez Berkeley University (Berkeley
Software Distribution).



opis:

Współczesne systemy z rodziny BSD są rozwinięciem wersji Unixa 4.4BSD,
stworzonego na University of California, Berkeley. W większości są to
systemy darmowe. Do najliczniej używanych zalicza się FreeBSD, NetBSD,
OpenBSD oraz Mac OS X.

Przykładowe zagadnienia mieszczące się w tematyce grupy:
- administracja systemem;
- administracja usługami sieciowymi na systemach BSD;
- informacje o błędach oraz sposoby ich eliminowania;
- problemy ze obsługą nietypowego sprzętu;
- wskazywanie literatury i ocena jej wartości merytorycznej.

Zabronione są na grupie:
- dyskusje o wyższości jednego systemu nad innym (do tego służy
pl.comp.os.advocacy);
- dyskusje tematycznie niezwiązane z systemami BSD;
- posty zawierające binaria;
- wszelkie ogłoszenia;
- spam.

Jedno pytanie: w opisie wyróżnić BSD/OS czy Mac OS X? Sam właściwie nie
jestem pewien.

Pozdrawiam



Starzejesz się, czy po spotkaniu z rodziną już jesteś;)


    A teraz napisz to samo, ale po polsku.

Toć o Somalii tu była mowa, a nie o Iraku:)


    Fakt. Siła sugestii innych listów, niemniej jednak przejście było
płynne ;o)

Nie przesadzajmy, przegrali z bandami uzbrojonymi w większości w
kałachy i RPG.


    Znaczy się kto przegrał - misja ONZ? To, że Tobie misja w Somalii
kojarzy się jedynie z filmem sensacyjnym i Amerykanami, nie oznacza, że w
realnym świecie jedynie oni tam byli (taki Pakistan miał na miejscu więcej
żołnierzy niż USA podczas UNOSOM II (wówcza miały miejsce wydarzenia z
BHD), czyli Pakistan przegrał bardziej czy mniej?). Moze jednak *cokolwiek*
na ten temat poczytasz, zanim zabierzesz się do dyskutowania?

Nie sugerujesz chyba, że ONZ wymusiła na nich używanie pistoletów
na wodę.


    Poczytaj na ten temat coś. Cokolwiek.

Ależ ja niczego takiego nie pisałem. Ja kwestionuję radosną wizję wojen
współczesnych Agi Beja: bombka tu, bombka tam, posprzątane, pozamiatane,
idziemy do domu.


    Problem polega na tym, że ostatnie starcia z USA w roli głównej
przyzwyczajają nas do takiej wizji.

    REMOV


----- Original Message -----

Newsgroups: pl.misc.militaria,pl.pregierz

Nóż służy (we współczesnym świecie) głównie do przyrządznia
jedzenia.

Serio ?
Papatrz, a u Niemcow nie mozna posiadac dlugich nozy :) trzeba miec
zezwolenie na szable z ktora mozesz w Polsce po ulicy paradowac, a
bron palna ( w okreslonym zakresie) mozna miec bez problemow. Ty
uwazasz swoje Niemcy swoje - dla nich noz bojowy jest grozniejszy od
pistoletu czy strzelby ?
Teraz napisz, ze Niemcy to glupki i sie nie znaja i nie sa Polakkami i
Andrzej im nie wierzy :))

Rewolwer też?

Ja mysle ze sluzy raczej do zabawy, aczkolwiek w Stanach mozna z tego
na kroliki polowac :))

| Twoje argumenty sa argumentami niewolnika :(( Smutne ze tego nie
| widzisz. Twoj wlasny dziadek za probe zdjecia dubeltowki z kilimka
nad
| lozkiem i zdania jej "wladzy" bo niebezpieczna, spralby Cie
| prawdopodobnie wlasnorecznie po obliczu i wyrzekl sie z rodziny.
Jak sie
| udalo czerwonym Polakow zeszmacic :( to az nie do wiary :((

Nie wiem, co ćpałeś, ale skutki są dość drastyczne.

Ja natomiast nie wiem kim byl Twoj dziadek, moj by mnie spral :))

pozdrawiam, leszek



| Pewnie tak z własnej woli przyjechali z kresów w bydlęcych wagonach.
nierzadko; była to bardzo często kusząca propozycja. 'Wschód' zawsze był
bardzo ubogi w przeciwieństwie do 'zachodu', poza tym jakiekolwiek 'coś'
dawało znacznie wieksze sznase na trwanie niż pozostanie nha miejscu ...


Nie moge sie do konca z Toba zgodzic. Stalin Hitler dwoch bandytow
spowodowalo, ze miliony ludzi roznych narodowosci musialy zmienic miejsce
zamieszkania, porzucic swoje od lat rodzinne strony, to raczej nikt nie myslal
w kategoriach 'zachodu', szczegolnie ze wielu z tych ludzie ze Wschodu jechalo
na tereny historycznie niemieckie od zawsze (Wroclaw, Szczecin, no bo Gdansk
to jednak byl mieszanka i scieraly sie tu rozne wplywy). I to na pewno nie
bylo nic przejemnego dla nich tam jechac, bo skad mieli wiedziec czy to na
stale czy tylko chwilowa okupacja.

oczywiście nie twierdzę ze nie zdarzałuy sie sytuacje o których piszesz,
ale oczywiście nie jest to całe znane nam spektrum


Tak

'bydlęce wagony' - to taka współczesna klasa druga; nie demonizujmy za
bardzo problemu.


Przeginasz... to byla podroz w okropnych warunkach, ponizej ludzkiej
godnosci... I mojej rodziny czesc tak wywieziono na teren pozniejszej
Republiki Federalnej (szczescie mieli ze nie do NRD), wiec napewno nie druga
klasa.



[ciach]

Nikt ale takie podejscie do rozwiazania problemu handlu ulicznego
polegajace
na samym karaniu to chowanie glowy w piasek, hipokryzja i krotkowzrocznosc.
Myslisz, ze samymi karami zlikwidujesz handel? Przykladow z historii (a
nawet wspolczesnosci), ze jest to po prostu bezskuteczna droga jest co
najmniej kilka. Wezmy dla przykladu czsy okupacji hitlerowskiej. Handel,
szmugiel i wszelkiego rodzaju kombinacje byly zakazane pod grozba utratu
zycia a nie jak proponujesz mienia. I co? Skonczyl sie handel? Ludzie
musieli dawac sobie rade nawet ryzykujac wlasnym zyciem. Przyklad na pewno
archaiczny i nie oddajacy wspolczesnych warunkow ale chcialem zaprezentowac
pewne mechanizmy socjotechniczne.


Jeśli chodzi o podobieństwo sytuacji na podstawie czasowego punktu widzenia,
to chciałabym wtrącić tu parę słówek. Moim zdaniem tu nie ma podobieństwa.
Za okupacji ludzie byli postawieni w znacznie gorszej sytuacji niż teraz.
Teraz jest kapitalizm i wolność handlowa, a za tamtych czasów było to jak
najbardziej karalne. Ale tamci MUSIELI handlować. Dlaczego? Bo chcieli
ratować swe rodziny i swe (trochę absurd) życie... A Ci mogliby zarabiać i w
inny sposób...dla chcącego nic trudnego...
ewka


Twoja wypowiedź trafia w sedno.
Sam fakt zablokowania emisji filmu "Witajcie w zyciu" ,swiadczy
o ogromnej perfidii firmy Amway i niewiarygodnych wpływach.
Mozna sie tylko domyslac jak wykorzytane jest 3/4 ceny kazdego sprzedanego
produktu ,czyli nadwyzka ponad cene rynkową.
Gdyby ich intencje były czyste ,na krytyke odpowiedzieli by merytorycznie.
Zgadzam sie z tym ze sama zasada dystrybucji MLM nie jest niczym grzesznym
W wolnym swiecie każda zasada prowadzenia interesów jest dopuszczalna,
pod warunkiem że:
-jest moralna
-nie dotyczy praktyk monopolistycznych.
Takie zachowania jak:
reklama trafiająca do dzieci,oferta skierowna specjalnie do ludzi w
"zakretach zyciowych" tylko
po to zeby wykorzystac ich chwilowy brak obiektywnej oceny sytuacji,
nieprawda przekazywana w opisie wlasciwosci produktow (typowe dla Amway),
kierowanie ofert na produkty do nieuleczalnie chorych dajac falszywa
nadzieje
i jednoczesnie rujnujac finansowo rodzine itp.
Swiat wspolczesny daje coraz wiecej swobody niemoralnym praktykom w
biznesie.
Np czlowiek ktory ukradnie Ci pieniadze ,chodzi spokojnie po ulicy
smiejac sie z nieudolnosci systemu.
Jezeli umiescisz go na "czarnej liscie"  natychmiast system staje sie bardzo
wydajny
i zaczyna scigac poszkodowanego.
To nadmierna i niudaczna polityka interwecjonizmu panstwowego tak
znieksztalca relacje miedzyludzkie.W USA ,Szwecji i kilku innych krajach
nadmiernie rozbudowany system opieki socjalnej doprowadził do potwornego
rozkladu rodziny.Mezczyzna jest karany za zwiekszony wysilek podatkiem
progresywnym
a zwiazki  "bez ojca" sa nagradzane dotacjami .

Przykladow jest oczywiscie bez liku.
Np kolega "Vladbal" jest przykladem "produktu" szkoly biznesu naszych
czasow.
Samo zachowanie nie ma nic wspolnego z dobrymi obyczajami.
Argument "a ja mam piniadze" w kontekscie reszty listu ,mozna odczytac jako
"tylko kretacze to ludzie rozsadni" .I tylko tacy maja szanse na
przetrwanie.
To jest chwilowe zludzenie.Gdyby nie ow nadmierny wplyw panstwa
na sposob ksztaltowania sie miedzyludzkich relacji ,niepradwopodonie zawiłe
prawo,
nie mielibysmy dzisiaj problemu z niemoralnym zachowaniem.
Oszusci i zlodzieje byli by zakuwani w dyby a ich nazwiska publikowane ku
przestrodze innych.
Pozdrawiam
Karol

Napewno nie napiszea juz napewno nie prawde,bo ludzie tego pokroju unikaja
merytorycznych odpowiedzi
kamuflujac je w swoje na pamiec wuluczone papuze formolki.




| Oj chyba nie widziales nawet 10 jezykow. Jakas biblioteka
| standardowa jest integralna czescia niemal kazdego wspolczesnego,
| wysokopoziomowego (i nie tylko) jezyka programowania. Zapewnia w
| duzym zakresie abstrakcje operacji typowych dla systemu operacyjnego
| (np. operacje na systemie plikow, operacje we/wy, watki itp.),

Tak. Szczególnie wątki :))) Proponuję używanie ich szczególnie pod bcc 3.1
pod DOS. W końcu są one integralną częścią języka :)))


Była mowa przede wszystkim o współczesnych, wysokopoziomowych językach.
C się do nich nie zalicza.

A tak na serio - biblioteki standardowe - na ogół tylko z nazwy -
faktycznie są specyficzne dla różnych języków, ale bardzo różnią
się w zależności od systemu.


Najczęściej prawie się nie różnią. Są tylko dodatki specyficzne dla
systemu albo rodziny systemów (np. POSIX), ale podstawa, która ma
decydujący wpływ na wygodę programowania (struktury danych, operacje
na tekstach, podstawowe we/wy, matematyka), jest ta sama.

Część języków daje w bibliotece też bardziej "techniczne" sprawy,
których implementacja jest zależna od systemu, ale interfejs jest
uniwersalny: wątki, operacje na systemie plików, sieć, grafika.

Na przykład Python, Perl, OCaml, Haskell (i wiele innych, ale tych
używam na co dzień). Problemem w mniej popularnych językach może
być to, że danej biblioteki nie ma w ogóle, ale jeśli już jest,
to z reguły jest przenośna.

Z kolei słabym przykładem przenośności źródeł jest wbrew pozorom C/C++.
W C implementowane są różne usługi systemu, ale rzadko robi się
nakładki dające ten sam interfejs dla różnych systemów. Z powodu
ubogiego wyposażenia standardowego i dużej liczby implementacji różne
implementacje dają własne dodatki, niekompatybilne z innymi.

Ponadto bardzo często biblioteki standardowe utożsamiane są z bibliotekami
standardowo dostarczanymi z danym językiem, a to nie to samo (po prostu ktoś

postanowili włączyć je do nich).


Prawda, chociaż część języków nie ma formalnego standardu i jest
w praktyce wyznaczana przez istniejące implementacje.


Ewcia:

Na grupie kuchennej (pl.rec.kuchnia) padlo pytanie o "taramasalat" (z czego
sie przygotowuje ww. toto). Zgodnie z tym co obserwuje prawie codzennie (we
Francji), odpowiedzalam, ze chodzi o paste z ikry dorsza (fr. cabillaud). W
tym momencie kolega z Kanady poprawil mnie mowiac, ze chodzi o ikre z
karpia... W swietle tychze obserwacji, stawiem sobie kilka (doglebnych)
pytan :

1. Tarama : pochodzenie slowa : greka, wspolczesna (?)
2. Taramasalat : greka ? niemiecki ?


W Grecji jadłem toto jako taramasalata (zresztą osobiście wolę souvlaki z
tzatziki). Tak też podaje "The Wordsworth dictionary of culinary and menu
terms": tarama - dried grey mullet roe, used to make taramasalata.
Grey mullet = wspólna nazwa ogółu ryb z rodziny cefalowatych (Mugilidae) (poj.
gatunek to cefal); są to ryby przypominające nieco z wyglądu karpiowate, ale
żyjące w przybrzeżnych obszarach mórz tropikalnych i strefy umiarkowanej.

The New Oxford Dict. of English podaje etymologię: "taramasalata - a pinkish
paste or dip made from the roe of certain fish (...); origin: from modern
Greek 'taramas' - roe (from turkish tarama, denoting a preparation of soft roe
or RED caviar) (...)

3. Jak jest mozliwe, ze we Francji przekaska ta jest przygotowywana z dorsza
(ryba morska), w Kanadzie zas z karpia (ryba slodkowodna ?


Widocznie co kraj, to obyczaj... A może zmyliło zewnętrzne podobieństwo?

4. Ostatnie pytanie juz (juz zupelnie nie-lingwistyczne) : dlaczego tarama
jest rozowa ?


Pewnie dlatego, że odbija część widma światła czerwonego, pochłaniając
pozostałe długości fal światła widzialnego ;-D

PS. Smaczne masz problemy ;-)

Pozdrawiam
Adam


   Czekam (jak na Godota ;) ) na Ważny, Interesujący, Współczesny, Dobry polski
film fabularny. Co jakiś czas słyszę zapowiedzi, że oto pojawił się taki właśni
jednorożec, który IMO z reguły okazuje się być co najwyżej filmem dobrym
realizacyjnie ale bez konkluzji/pointy/znaczenia. Tak było z Długiem, tak
niestety jest również z Cześć, Tereska Glińskiego.
    Porównanie z Fucking Amal jest dosyć oczywiste - główne bohaterki obu
filmów to dziewczyny w wieku ok.15 lat, główny temat to świat w którym żyją,
główny problem to brak uczuć w tym świecie, okoliczność towarzysząca to
wyalienowanie z rodziny, obydwa filmy zrealizowane są quasi-dokumentalnie,
obydwa świetnie zagrane i prosto ale dobrze zrealizowane. Reszta to
podobieństwo przez przeciwieństwo (może oprócz znaczenia teleturniejów
telewizyjnych ;)) ) - Fucking Amal to kolorowa opowieść pełna wzruszeń ale i
uśmiechu z czytelnym, pozytywnym sensem. Cześć, Tereska to czarnobiała opowieść
pełna smutku, momentani tragicznie śmieszna lecz bez nadzieji i IMO bez
wyraźnej konstatacji. Na pewno na odbiorze tych filmów ciąży moje tzw.
doświadczenie życiowe, które sprawia, że problemy nastolatek ze szwedzkiego
zadupia są mi naprawdę bliskie, a "polskie blokowisko" według Glińskiego jakoś
niespecjalnie. Te filmy zresztą IMHO mogłyby mieć zupełnie spokojnie inne
tytuły - Cześć Amal i Fucking Tereska.
    Nie będe się wdawał w dalsze przynudzania, jeśli ktoś obejrzy to chętnie
podyskutuję - wydaje mi się, że mimo wszystko film warty jest obejrzenia; jest
to kawał dobrego kina, ale niewątpliwie nieco masochistycznego. Dobre aktorstwo
dwóch nastoletnich debiutantek Aleksandry Gietner i Karoliny Sobczak, momentami
świetny drugi plan (doskonały Kiersznowski jako ojciec, dobra Maria
Rożniatowska jako matka), niezły Zamachowski.

Monkbert


| Oczywiscie. Telefonu i pradu tez mozna nie miec. Tyle, ze w dzisiajszach
| czasach taka osoba bedzie raczej wygladala jak dziwak i wzbudzala
| usmieszek politowania.


dokładnie, tak jak to opisała ta psycholog...

Nie widzę nic dziwnego ani nieprzyzwoitego w nie posiadaniu takich
gadżetów. Są np. Amisze, unikają różnych wymysłów cywilizacji i żyją. :)
U mnie wzbudają raczej zaciekawienie i uznanie niż politowanie.


hmmmm... może i masz rację, Jarek jest może amiszem.... nie wpadłem na to
hehe.

Problem będzie dopiero, gdy NAKAŻĄ nam je posiadać, niby dla naszego
dobra.


tak, racja jeśli nam nakażą to będzie jakiś problem ale jak dotąd nie
nakazują... a we współczesnym świecie nie mieć rachunku bankowego i kilku
kart hmmm. na tej grupie chyba każdy rozumie o co mi chodzi hehe, dla
niektórych to coś na miarę uzależnienia... a tutaj prezes rady ministrów 40
milionowego państwa sobie trzyma pieniądze na koncie mamusi, mieszka u
mamusi, majątku brak (co uważają zwolennicy niektórzy za zaletę pewnie jak i
brak konta) jedyne czego się w życiu dorobił to chyba KOT, jak dla mnie to
on się nie nadaje na wójta, ale to już będzie NTG

Premiera nie cierpię, mam też inne poglądy. Ale dla mnie to może sobie
nawet gotówkę zakopać w ogródku.


jak dla mnie jeśli sobie jakiś Jan Kowalski zakopie gotówkę w ogródku czy
wytapetuje pokój, czy nie ma i nie miał konta w banku to oczywiście jest ok,
i nikomu nic do tego. Ale tutaj mamy PREMIERA kraju w sercu EUROPY, nie
szamana z afrykańskiej wioski. W tym przypadku pozwolę sobie to widzieć
trochę inaczej.

Z jego wpadki się cieszę, tłumaczenie podał żałosne. Równie dobrze można
zarzucić, że na wszelki wypadek ukrywa pieniądze u rodziny.


Tutaj się z w pełni zgadzam, żałosne jak wszystkie tłumaczenia tego
człowieka i otoczenia.

Co na to
minister Zbigniew Z. i CBA/CBŚ/AWB/skarbówka (niepotrzebne skreślić)?


oni szukają kwitów na opozycjonistów i innych wrogów, których jest coraz
więcej a nie na szefa hehehe.

Może to otrzeźwi co niektórych i nie będą już z takim zapałem produkować
zakazy, nakazy i przekształcać Polskę w przeregulowane państwo
socjalno-policyjne.


obawiam się, że będą.. a nawet mógłbym się założyć...

,,
dkz..



wystukał(a):
Być może mogę zdobyć stare 386SX, 3 MB RAM, 40 MB HDD (= 100 zł
- warto?). Zastanawiam się, czy by nie zrobić z niego jakiegoś


Z monitorem za 100zł? To brać! :)
terminala, bo w przeciwieństwie do procesora klawiatura i monitor
nie są wieloużytkownikowe i wywołują konflikty w rodzinie. Nie znam
się jednak, jak się do tego zabierać - mam zerowe doświadczenie
w tych sprawach.
Z powodu małej ilości pamięci lokalna praca + NFS odpadają z marszu
- to musi więc być tylko terminal. Czy lepiej telnet / ssh czy
przez jakiegoś RS-a? Zapewne to drugie. Nie mam karty sieciowej.


Ja mam ssh na 386SX/20 + _2_MB RAM i działa :-) Loguję się kilka sekund ale
później już jest nieźle.
Czego ewentualnie trzeba oprócz kabelka - jak to połączyć? I jaki to
ma zasięg? Czy lepiej wykombinować do tego jakiegoś starego Linuxa,
czy prościej z DOSa? Z Linuxem byłby pewnie taki kłopot, że trudno go
budować współczesnymi narzędziami (glibc pewnie byłby za duży?). Które
jądro najlepiej by było okroić? Jeśli z DOSa, to czego użyć?


Ja mam zestawionego SLIP'a, kabel do 15m metrów napewno pójdzie, więcej to
loteria, choć widziałem 30m (działający!) kabel null-modem... na 3MB to już
będzie extra chodziło jądro 2.0.xx więc nie masz się co przejmować - ja mam
kernel 1.2.11 ze smalllinux'a, ale na 2.0.30 też chodził tylko wolniej (musiał
sporo swapować) i z tego powodu został stary kernel. Weź tego smalllinux'a i
jego przerzuć, dorzuć mu parę bibliotek (ncurses na przykład żeby się dało
konfigurację edytować po ludzku :) wrzuć ssh, telnet'a, ftp i co tam jeszcze
chcesz i działa!
Po bliższe informacje zgłoś się na priv'a...

Połączenie po SLIP'ie udało mi się zrobić 57600. 115200 przesyła jeden pakiet
na 20sekund nie wiadomo czemu :-((( Pod NC z DOS'a działa na tym kablu 115200
bez problemów - może ktoś wie czemu?


Kolejne RFD w temacie zmiany statusu grupy pl.comp.os.freebsd.

-----------------RFD--(Request for Discussion)------------------
Nazwa grupy: pl.comp.os.bsd

Krotki opis: Systemy spod znaku daemona.

Opis: Współczesne systemy z rodziny BSD są rozwinięciem wersji Unixa
4.4BSD, stworzonej na University of California, Berkeley. W większości
są to systemy darmowe. Do najliczniej  używanych zalicza się FreeBSD,
NetBSD, OpenBSD oraz Mac OS X.

Przykładowe zagadnienia mieszczące się w tematyce grupy:
- administracja systemem;
- administracja usługami sieciowymi na systemach BSD;
- informacje o błędach oraz sposoby ich eliminowania;
- problemy z obsługą nietypowego sprzętu;
- wskazywanie literatury i ocena jej wartości merytorycznej.

Zabronione są na grupie:
- dyskusje o wyższości jednego systemu nad innym (do tego służy
pl.comp.os.advocacy);
- dyskusje tematycznie niezwiązane z systemami BSD;
- posty zawierające binaria;
- wszelkie ogłoszenia;
- spam.

Uzasadnienie:

Grupa pl.comp.os.freebsd jest od pewnego czasu grupą, na
której poruszane są tematy dotyczące różnych systemów z rodziny BSD, nie
tylko FreeBSD. Taki stan rzeczy był już raz bezpośrednią przyczyną
narodzin pomysłu zmiany statusu, ale poprzednia propozycja przepadła z
powodów formalnych (więcej informacji:
http://groups.google.com/groups?hl=en&lr=&ie=UTF-8&selm=slrn9qdtcm.vd...
).
Dodatkowo, wśród grupowiczów narastają tendencje do ewentualnego
stworzenia kolejnych grup zbliżonych tematycznie, na przykład grupa
moderowana. Stąd dobrym pomysłem jest zreorganizowanie pcof tak, by
nazwa oraz opis grupy odzwierciedlały stan faktyczny, oraz by były dobre
podstawy do ewentualnych przyszłych propozycji podgrup.

Dotychczasowy opis grupy pl.comp.os.freebsd:

FreeBSD jest jednym z wielu uzywanych UNIXow, jednak odroznia go
jedna cecha - jest darmowy (podobnie jak Linux i pare innych Free*).
Potencjalny czytelnik tejze grupy bedzie mogl na niej znalezc wiele rad
i porad dotyczacych tego wspanialego systemu. Bedzie mogl rowniez
rozwiazac swoje problemy, a takze dowiedziec sie, gdzie szukac
potrzebnych mu materialow.
Istniejaca grupa pl.comp.os.unix jest zbyt szeroka i nie nadaje sie do
prowadzenia dyskusyji na temat FreeBSD.
Tematy zabronione: Spam, ogloszenia komercyjne, wojny pomiedzy
uzytkownikami roznych systemow.

Ogloszenie:
pl.news.nowe-grupy
pl.announce.newgroups
pl.comp.os.freebsd
pl.comp.os.unix
pl.comp.os.linux
pl.comp.os.advocacy

Czas trwania: dwa tygodnie
-----------------RFD-KONIEC-------------------------


Dyskutujemy o zmianie statusu grupy pl.comp.os.freebsd (zmiana nazwy na
pl.comp.os.bsd, a co za tym idzie, nowy opis).

-----------------RFD--(Request for Discussion)------------------
Nazwa grupy: pl.comp.os.bsd

Krotki opis: Systemy spod znaku daemona.

Opis: Współczesne systemy z rodziny BSD są rozwinięciem wersji Unixa
4.4BSD, stworzonej na University of California, Berkeley. W większości
są to systemy darmowe. Do najliczniej  używanych zalicza się FreeBSD,
NetBSD oraz OpenBSD.

Przykładowe zagadnienia mieszczące się w tematyce grupy:
- administracja systemem;
- administracja usługami sieciowymi na systemach BSD;
- informacje o błędach oraz sposoby ich eliminowania;
- problemy z obsługą nietypowego sprzętu;
- wskazywanie literatury i ocena jej wartości merytorycznej.

Zabronione są na grupie:
- dyskusje o wyższości jednego systemu nad innym (do tego służy
pl.comp.os.advocacy);
- dyskusje tematycznie niezwiązane z systemami BSD;
- posty zawierające binaria;
- wszelkie ogłoszenia;
- spam.

Uzasadnienie:

Grupa pl.comp.os.freebsd jest od pewnego czasu grupą, na
której poruszane są tematy dotyczące różnych systemów z rodziny BSD, nie
tylko FreeBSD. Taki stan rzeczy był już raz bezpośrednią przyczyną
narodzin pomysłu zmiany statusu, ale poprzednia propozycja przepadła z
powodów formalnych (więcej informacji:
http://groups.google.com/groups?hl=en&lr=&ie=UTF-8&selm=slrn9qdtcm.vd...
).
Dodatkowo, wśród grupowiczów narastają tendencje do ewentualnego
stworzenia kolejnych grup zbliżonych tematycznie, na przykład grupa
moderowana. Stąd dobrym pomysłem jest zreorganizowanie pcof tak, by
nazwa oraz opis grupy odzwierciedlały stan faktyczny, oraz by były dobre
podstawy do ewentualnych przyszłych propozycji podgrup.

Dotychczasowy opis grupy pl.comp.os.freebsd:

FreeBSD jest jednym z wielu uzywanych UNIXow, jednak odroznia go
jedna cecha - jest darmowy (podobnie jak Linux i pare innych Free*).
Potencjalny czytelnik tejze grupy bedzie mogl na niej znalezc wiele rad
i porad dotyczacych tego wspanialego systemu. Bedzie mogl rowniez
rozwiazac swoje problemy, a takze dowiedziec sie, gdzie szukac
potrzebnych mu materialow.
Istniejaca grupa pl.comp.os.unix jest zbyt szeroka i nie nadaje sie do
prowadzenia dyskusyji na temat FreeBSD.
Tematy zabronione: Spam, ogloszenia komercyjne, wojny pomiedzy
uzytkownikami roznych systemow.

Ogloszenie:
pl.news.nowe-grupy
pl.announce.newgroups
pl.comp.os.freebsd
pl.comp.os.unix
pl.comp.os.linux
pl.comp.os.advocacy

Czas trwania: dwa tygodnie
-----------------RFD-KONIEC-------------------------


Użytkownik "Alek"
| Jak się ma komputer i się jest "statystycznym (wcale nie przygłupim)"
| [chyba jednak przygłupim :(],

Przepraszam... czy próbujesz nazwać takiego np. statystycznego profesora
(3
fakultetów) przygłupem tylko dlatego, że używając do pracy naukowej
komputera i modemu dał się wpędzić w pułapkę 0-700?


HAHA :D Rozumiem, że pisał pracę o pornografi albo szukał crack'ów do
programów?

Dlaczego osoba będąca (w tym przypadku) lekarzem i filozofem powinna być
zobowiązana do posiadania wiedzy na temat:
- prawa i regulacji usług telekomunikacyjnych,
- technologii teleinformatycznych,
- znajomości taryf połaczeń telefonicznych,
- dziesiątek innych szczegółów, które w życiu codziennym i zawodowym nie

jej do niczego potrzebne?


Z tego samego powodu dla którego te osoby są zobowiązane do znajmości prawa.
Patrz też na analogię z samochodem, którą raczyłeś wyciąć.

Czemu uważasz, że każdy oszukany jest przygłupem? Dlatego, że nie zna
zawiłości współczesnej techniki telekomunikacyjnej?


Nieznajomość prawa nie powstrzyma zamknięcia Cię, jeśli złamiesz prawo.

Ciekawe jak będziesz śpiewał, gdy któregoś pięknego dnia na usługach
audiotekstowych oszuka się ktoś z Twojej rodziny?


Kwestia wychowania rodziny :) Jakoś rodzice się na mnie nie skarżą :D, choć
korzystałem z modemu przez ponad 2 lata. Nie było problemu. Słowem: Chcieć
to móc.

Kiedyś także i Ty będziesz miał kilkadziesiąt lat na karku, kiepski wzrok,
przytępiony słuch i też klikniesz na TAK. I nie będziesz słyszał pisków
modemu tłukącego co kilka sekund impuls. A wzrok polepszy Ci się dopiero
podczas czytania rachunku z TPSA... I chyba nie będziesz zadowolony, że
musisz płacić 3zł +VAT miesięcznie ze swojej emeryturki tylko dlatego, że
nie chcesz mieć nic wspólnego z 0-700...
Zastanów się trochę.


Jak będę stary, ślepy to prowadząc samochód rozjadę Cię na przejściu dla
pieszych. Nawet się nie zatrzymam, bo moja głuchota nie pozwoli mi usłyszeć
twojego ciała obijającego się o maskę. Wybaczysz i usprawiedliwisz mnie?
Ty też się zastanów.

Alek



| Jezeli chodzi o moralna ocene komunizmu, szczegolnie w wydaniu
sowieckim,
| to pojecie "moralnej oceny" jest nieco nie na temat. Po prostu tego
| zagadnienia nie da sie oceniac moralnie.

Jeśli chodzi o to o czym rozmawiamy, to chodzi o ocenę konkretnej
sytuacji, a nie komunizmu.


Ilja Erenburg byl pisarzem "dyspozycyjnym", pisal, co mu kazali, a
przynajmniej oczekiwali. Zreszta kazda tego rodzaju "spontaniczna
odezwa" byla tworzona na zamowienie wladz. Tego rodzaju akcje byly
starannie skalkulowane i przygotowane.

Nie bylo mozliwosci, zeby bylo inaczej.

W tym sensie samego autora i sama sytuacje bylbym sklonny zrozumiec: mieli
na niego zestaw srodkow nacisku, od poslania w piach po nieprzyznanie
Nagrody Stalina. Wielu calkiem rozsadnych ludzi zeszmacilo sie gorzej.

A o samej istocie komunizmu radzieckiego chyba na tej liscie nie powinno
sie rozmawiac?

Zeby bylo na temat: RKKA i NKWD popelnily straszliwe zbrodnie, w zasadzie
kwalifikujace do okreslenia tych organizacji jako organizacje zbrodnicze -
na wzor SS. Problem lezy w tym, ze nigdy tego oficjalnie nie potepiono,
natomiast wspolczesna armia federacji twardo powoluje sie na tradycje
RKKA.

Co wrozy jak najgorzej wszelkim miejscom, gdzie Rosjanie trzymaja
wojsko. Mamy dzikie szczescie, ze u nas juz ich nie ma.

I w tym temacie nie widze powodow, dla ktorych sprawa gwaltow w Czeczenii
mialaby byc wymyslem. Moim zdaniem: jezeli nie sa znane wszystkie
okolicznosci, to wylacznie z tego powodu, ze skutecznie przyblokowano ich
ujawnienie, a nie dlatego, ze takowe nie zaszly. Nie wiem, co spotkalo
omawiana rodzine terrorystki, ale gdyby mezczyzn wykastrowano i oslepiono,
zas kobiety masowo gwalcono, byloby to w zgodzie z najlepszymi tradycjami
RKKA. I sowieckiej doktryny prawnej.

Powod do zdziwienia bylby taki, ze tych ludzi nic zlego nie spotkalo
(wzglednie nie spotka za czas jakis).

| Z prawnego punktu widzenia zastosowano metode: zwyciezca ma zawsze
racje,
| inaczej nie byloby takiego oskarzenia o zbrodnie, ktore nie byloby
| uzasadnione.

Zawsze tak było, jest i będzie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, znaczy, że
jest albo utopijnym idealistą, albo naiwniakiem.


Twierdzic nie twierdzi. Ale pomarudzic mozna?


| Niczego nie udowadnia? Alez to znaczy ze o ile Rosja jest w stanie

| szybko zwiekszyc swoje mozliwosci wynoszenia towaru na orbite, o tyle
| Stany nie, bo nie sa w stanie _szybko_ wyprodukowac wiecej wahadlowcow.

zapominasz ze amerykanie wynosza na orbite satelity ( przy uzyciu wlasnych
rakiet). Bodajze po pierwszej katastrofie wahadlowca, NASA ma zakaz lotow
komercyjnych. Troche to inaczej wyglada niz u Rosjan, u nich jak masz
kase,
to w kosmos polecisz przy pomocy technicznie starenkiego "Sojuza" -
"Garbusy" VW tez jezdza.


Sojuz jest cały czas modyfikowany. Piewrsze Sojuzy mają się do  tak do
Obecnej wersji Sojuz TMA z ciekłokrystalicznym wyświetlaczami i innnym "full
wypassem"  jak stary garbus do jego w pełni odnowionej produkowanej
współcześnie odmiany...

| Sprzedaja na eBay'u. Serio.

jako zlom :)


Raczej pamiatke dla pasjoantów

dla Amerykanow smierc kosmonautow jest olbrzymim problemem, czy Rosjanie
maja taki sam stosunek do smierci swoich ludzi?


Ale dokładnie tak... tylko że birąc po uwagę że ostniatni śmiertelna
kastrofa wudazuyła si w 1971 nie muszą tego okazywac :)

A teraz male pytanie,

jezeli Amerykanie uznali by ze wysylanie ludzi w kosmos jest dla nich
sprawa
prestizowo i strategicznie absolutnie podstawowa, w ciagu jakiego czasu
zbudowali by sobie flote np 10-ciu wahadlowcow, w ciagu jakiego czeasu
mogli
by wznowic produkcje rakiet rodziny "Atlas"?


Jak mozna wznawiać cos co jest produkowane ?

Dla Rosji Sojuzy, to jedyny

produkt techniki ktory jeszcze sie sprzedaje.


To zadzwoń do M-D ktory handluje miejscami i promuje Rosyjskiego Protona
oraz wsadza do Atlsa Rosysyjskie silniki bo oni chyba o tym nie wiedzą... :)


Zartujesz... Przy polozeniu naszego panstwa na mapie... To sa po prostu
kleszcze...


Niew chodzi mi o neutralnosc wojskowa, ale pewna autonomicznosc. To jest
nie poleganie calkowite na sojusznikach, ale pewna wszechstronnosc armii.
Oczywiscie z czasem narodowy charakter armii ulegnie oslabieniu (wspolna
armia). Jednak na razie nie ryzykopwalbym np. jednostronnego rozwoju
wojsk ladowych z nadzieja na parasol lotniczy NATO.

Po co wam AWACS ? Poleci taki na srodeczek Polski i co bedzie mial w zasiegu
radaru caly kraj... Teoretycznie fajna rzecz. Ale wez pod uwage na co ida
pieniadze podatnikow - NASZE pieniadze... Przeciez po co kupowac samoloty do
obrony, jak mozna wanne do Belwederu...


Jezeli juz to jakuzi.

Ja ostalbym sie na wykorzystaniu starszych Viggenow, a nastepnie przerzucil na
Grippeny.


Byla taka koncepcja transakcji wiazanej.
Szwedzi do Gripena dozuciliby swe wycofywane Viggeny (W sumie mysl przednia)

Bynajmniej nie tylko ze wzgledu na mozliwosci, ale takze ze wzgledow
politycznych. Ale podoba mi sie pomysl kupna 16 i 18. Dlaczego ? Proste: nad
morzem nie moga latac mysliwce z tylko 1 silnikiem,


Bede polemizowal. Grono znakomitych samolotow morskich mialo i ma jeden
silnik (F-8, A-4, A-7, Rodzina Etendart, Harrier, JA-37 i AJ-37 - ktore
robia tez za samoloty morskie). Po za silniki wspolczesne (np F-110) sa
na tyle niezawodne, ze nie musza byc dublowane)

mysliwce ktore zastapia MiG'i 23 nie mowiac juz o 21... A co do 29... Na rzaie
zostawic...


Przy pewnych niewielkich modernizasjach (identyfikator i GPS)


Natomiast zastanowilbym sie nad Su-22M4/UM3. Mamy ich znaczna liczbe (cos
kolo 60)m i duzy zapas rezusu. Mozna nawet przy lekkiej modernizacji
zwiekszyc ich mozliwosci bojowe (cywilny w miare dokladny GPS to 70$)
Ciezsze  zmiany moglyby dotyczyc wyposarzenia kabiny i SKO.

No bo ja wiem ? Block, owszem... Ale nie EuroFighter'a... Za duzo koncernow -
duzo problemow z powiazaniami pomiedzy koncernami... Jeden nawala powiedzmy z
kadlubem, i juz termin dostawy poszedl sie ..... Fajny jest Rafale...


Normalne trudnosci okresu dzieciecego. W miare rozwoju produkcji takie
tarcia powinny zostac usuniete.

Co do
Rafale to droga impreza biorac pod uwagw mozliwosci bojowe.

Patton



:Cześć
:
Czesc
:
:Często zapominamy o tym, że ludzie w starożytności byli bardzo
religijnii.
:Często się wspomina, że starożytność zna tylko dwóch ateistów.
Jeden z nich
:był grekiem a drugi rzymianinem.
:Ludzie nie potrafili wyobraźić sobie życia bez religii a co za
tym idzie bez
:bogów, którzy kierują losem człowieka.
:
Byles tam ?
Za kilka tysiecy lat, o naszych czasach tez sie bedzie mowic w
kategoriach: religijne. Szczegolnie, gdy przyszli badacze natrafia
na statystyki koscielne....
:
:W starożytności religia i wiara w bogów była czymś bardzo ważnym
w życiu
:człowieka.
:Tak jak już zostało wspomniane faraon był żywym bogiem dla swych
poddanych,
:który stąpał po ziemi i rządził swoim ludem, który był gotów
spełniać jego
:zachcianki.
:
Co nie przeszkadzalo niektorym zyc z okradania grobowcow
faraonow-bogow; byl to proceder przekazywany w rodzinach.
Cos kiepsko z ta wiara w boskosc...
Gdyby rzeczywiscie tak wierzyli, to faraon i jego szczatki bylyby
swietoscia nad swietosciami....
I dzis, religia i wiara w bogow jest czyms bardzo waznym w zyciu
czlowieka. Brak tylko faraonow...;-)))
:
:To było głównym czynnikiem, który kazał ludziom pracować ciężko
przy budowie
:piramid. I nie należy się temu dziwić gdyż mentalność
starożytnych różniła
:się od naszej. Tak samo jak ludzi żyjących w średniowieczu i
dzisiaj nam
:współczesnych.
:
Mentalnosc wiele sie nie zmienila.
Istniala wiara w bogow, los, moze faraona, istniala niechec do
ciezkiej pracy, istnialy problemy wychowawcze z mlodzieza,
przestepstwa itp.
Zmienily sie warunki egzystencji.
:
:A ciekaw także jestem ile według szanownych grupowiczów ma lat
najstarsza
:piramida schodkowa w egipcie bo jak mówią badania jest starsza od
wielkiej
:piramidy cheopsa.
:
Przy datowaniu Wielkiej Piramidy na czasy Cheopsa....
Gdyby zalozyc, jak to niektorzy sugeruja, wiek Wielkiej Piramidy
na 10000 lat, to ktora jest starsza ?
:
:No to na razie.
:
:
:ONE
:
:
pozdrawiam i prosze na strone
http://friko2.onet.pl/by/mr_all
CZeslaw;-)



(...)

| Cały czas uważasz, że mi tak zależy na tym wszystkim?... Już
| jesteś przegrany!

Przestań człowieku, uspokój się. Nikt nie chce cię skrzywdzić. Już dobrze?

| Nie zależy mi też na krytyce, bo pisanie to dla mnie zabawa,
| a nie jakieś credo życiowe. Ja nie siedzę i nie myślę tygodniami

| na papierze, tylko to co na liście, która wkrótce je wykasuje.

Pokaż mi teraz poetę, pokaż mi tych, którymi się zasłaniasz: Norwida,
Leśmiana, pokaż mi Bursę i Barańczaka, pokaż mi Różewicza, Mickiewicza,
Kochanowskiego, Szekspira, pokaż mi Ginsberga i Wyatta razem z Donnem,
Twardowskiego, Szymborską i Bjork, Miłosza i Herberta - pokaż mi jak

chwilą obrażałeś, ale jaką ty masz czelność w ogóle cokolwiek publikować na
grupie mającej w nazwie "poezja", jeśli twój stosunek do poezji jest taki
jak do dowcipu: opowiedzieć, zaśmiać się, może powtórzyć kumplowi i
zapomnieć?

A może ty jesteś impresjonistą?

adaś


Nie bardzo rozumiem, czym miałbym ich obrazić?
Z tego co wiadomo, nie mieli żadnych problemów z pisaniem,
tylko siadali i pisali.
A cóż potrzeba więcej?
Trochę się wpierw pobawić.
Uważasz, że Mickiewicz, Słowacki mieliby dziś jakieś problemy
jako poeci współcześni?
Jeżeli, to na tej grupie...
Mój stosunek do poezji jest taki, że ja na razie nie piszę wierszy,
tylko nimi bawię. Dlatego rozśmiesza mnie ta sytuacja i jej powaga
wokół mojej osoby.

oto, do czego służą dziś moje wiersze :

Żaden kumpel, nawet rodzina nie ma pojęcia, że piszę, więc
tutaj też nie masz racji. Po co mam się chwalić? Na razie
nie mam czym i jeszcze nie próbuję mieć.
Ale zabawa jest pyszna!
Gdyby tak jeszcze zakochać się i mieć natchnienie
do pisanie dla Niej sonetów! (nie ma tam Jakiej na grupie?)
Lecz i na to przyjdzie czas....

A poetów szanuję bo doskonale ich rozumiem. Mówię o tych
co odeszli i o tych co jeszcze żyją. Nie martw się, Tetmajer
poradziłby sobie dziś i bez rymów, ale pewnie i tak by z nich
nie zrezygnował tak do końca...

Jak można zostawić odłogiem połowę pola?
Marny to rolnik i nie doczeka pełnej stodoły...

marco




| Pewnie tak z własnej woli przyjechali z kresów w bydlęcych wagonach.
nierzadko; była to bardzo często kusząca propozycja. 'Wschód' zawsze był
bardzo ubogi w przeciwieństwie do 'zachodu', poza tym jakiekolwiek 'coś'
dawało znacznie wieksze sznase na trwanie niż pozostanie nha miejscu ...


        Kusząca propozycja? Zostawić wszystko co mieli zabrać trochę
gratów i jechać w nieznane? Hehe, to ty dobry jesteś, ja myślę że na
decyzje o wyjeździe zadecydowały powstające na kresach kołchozy, wywózki
na białe niedźwiedzie, szalejący partyzanci z UPA. Moja matka przyjechała
z drugą falą repatriantów, Polacy na kresach byli obywatelami trzeciej
kategorii, co bogatsi gospodarze dawno poznikali zabrani przez Ruskich, a
wyznacznikiem było np. jeśli miałeś chatę z dwoma kominami przejeżdżali
uzbrojeni osobnicy dawali chwile na spakowanie dwóch walizek na rodzinę i
tyle ich widziano, później w chacie dobrzy Rosjanie zakładali szkoły.
Szkoły polskie to były tylko te na najniższym szczeblu, gimnazja polskie
po paru latach poznikały, po prostu super. Nie powiem prócz repatriantów
do Gdańska zjeżdżali także Polacy z najbiedniejszych regionów Polski w
poszukiwaniu chleba, niestety nie jestem w stanie określić jak procentowo
to się rozkładało.

oczywiście nie twierdzę ze nie zdarzałuy sie sytuacje o których piszesz,
ale oczywiście nie jest to całe znane nam spektrum

'bydlęce wagony' - to taka współczesna klasa druga; nie demonizujmy za
bardzo problemu.


        Dobrze się czujesz? Jaka klasa druga? Wleź sobie z tłumem innych
ludzi do takiego wagonu matołku, i zaznaj tych wygód.
Wściec się można na taką ignorancje. Wpakowałbym gościa do takiego wagonu
na parę tygodni to by zrozumiał, że to żadna klasa druga.

pozdrawiam
rew



moze to nie byc inne miasto, ale na przyklad inny kraj, dajacy Ci
mozliwosci jakich nie masz tutaj (...) i jesli dzieki temu bedziesz mogl
wyslac dziecko na lepsze studia czy zmienic kawalerke na dwa pokoje


Problem znany, głównie z USA, gdzie stara polonia, w przeważającej części
ludzie bardzo niewykształceni, pochodzący z zapałych wsi, wściekają się,
gdy widzą współczesną emigrację młodych, wykształconych Polaków, którym
amerykańskie firmy załatwiają lokum, auto, dobrą pracę. No i już polaczka
zawiść skręca.

Przełożywszy to na nasze podwórko mamy taką sytuację: Jest sobie jakiś
niewykształcony młody Warszawiak, z dziada pradziada rodziny robotniczej,
mieszkający albo w starym zapadłym pekinie, albo obskurnej wielkiej płycie.
Warszawiaka owego nigdzie do roboty sensownej nie przyjmą, bo cóż można
robić mając skończoną mechaniczną zawodówkę i zasób dwóch tysięcy słów?
Takiego kolesia wściekłość ogarnia na "wieśniaków spod Ostrołęki", którzy
robią mu konkurencje, przez co zarabia tak mało nosząc worki cementu na
Bartyckiej czy palety z piwem w Leclercu. Jeszcze bardziej wściekają go ci,
którzy przyjechali tu lat temu parę, skończyli studia, mają firmy albo
wkręcili się na stanowiska i w jeden dzień zarabiają w białej koszuli
więcej, niż rodowity przez cały miesiąc się tych worków na nosi.

Z resztą co do przedwojennej Warszawy, to z opowieści babki wiem, że
wówczas w kamienicy to się wszyscy cholernie znali, wszyscy wszystko o
drugim wiedzieli i panowała chorobliwie purytańska 'dulskość'.  Np.
niedopuszczalne było, aby panna, nawet dorosła nie wróciła na noc do domu
lub wracała nocą, przywożona dorożką przez obcego.

Ja dziękuję za takie klimaty i cieszę się, że na nowych, ładnych osiedlach
panuje totalna anonimowość i kosmopolityzm. Nikt nikomu w garki nie
zagląda, nie plotkuje na ławce, że sąsiad po nocy z domu wychodzi. Nikt nie
pyta natarczywie coś za jeden, skąd pochodzisz itp. Mnie to bardzo
odpowiada. :)



| O sposobie odbudowy miasta decydowały najwyższe władze z tow.
A Roman K. twierdzi, że szary obywatel miał wpływ na wygląd np. Oś.
ZŻB,
no tylko głupi nie poszedł i nie wyraził opinii, czy też poszedł i
opowiedział się za.


Widzę, że masz trudności ze zrozumieniem pewnych zaszłości
historycznych.
Podam Ci więc przykład współczesny. Niedawno położono kamień węgielny
pod budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Poprzedzila ją bardzo szeroka
dyskusja. Przedstawiono projekty i dyskutowano o nich zawzięcie. Mogłaś
też. Ale jeśli się łudzisz, że Twój głos liczyłby się na równi z głosem
prymasa Glempa, to chyba masz przesadne oczekiwania co do efektywności
publicznej dyskusji.

Jaka jest prawda? Bo Roman K. twierdzi nawet, że w bibliotekach są na
to
jakieś dokumenty? Komu wierzyć?


A nie lepiej zwrócić się do autorów? Wszystko mam za Ciebie robić?

"SKIBNIEWSKA Halina (ur. 1921)
żona Zygmunta, architekt i urbanista, prof. Politechniki W-wskiej;
specjalistka w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego, kszłtatowania
środowiska mieszkalnego, problemów biosocjologii rodziny; gł.
realizacje w Warszawie: Oś Saska, gmach GUS, przebudowa Sal Redutowych
i Teatru Nar. (wszystkie z R. Guttem), osiedle Sady Żoliborskie,
Supersam na Woli, osiedla mieszkaniowe Ogrodowa, Sadyba-Bonifacego,
Szwoleżerów, Sadyba-Fosy, Białołęka; dzielnica mieszkaniowa Winogrady w
Poznaniu; szkoły, m.in. szkoła środowiskowa na Sadybie w Warszawie,
prototypowe przedszkole z elementów drewnianych w Sokółce; autorka
licznych opracowań nauk. i studialnych z dziedziny mieszkalnictwa,
projektów obiektów dla dzieci, osób starszych i niepełnosprawnych;
laureatka licznych nagród (m.in. nagroda państwowa I stopnia, nagroda
honorowa SARP); od 1965 poseł na sejm, od 1971 wicemarszałek Sejmu
PRL."

Pozdrowienia
Roman K.


http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2802

Pokaż mi swojego dziadka...

Jednym z najważniejszych elementów polityki ministerstwa ma być
wychowanie patriotyczne.   Ważne jest, by uczyć młodzież szacunku dla
tradycji swojej rodziny, miasta, wsi. Niech się szczyci, że miała w
rodzinie dziadka powstańca, budowniczego szkoły, uczestnika wojny
obronnej w 1939 r., założyciela straży pożarnej bądź teatru w małym
miasteczku   wymienia min. Seweryński. Założenia słuszne, ale minister
milczy, czy dzieci, których rodzice byli  budowniczymi socjalizmu , nie
znajdą się na marginesie. Ów  genetyczny patriotyzm  ma podzielić
społeczeństwo na tych, którzy mają właściwych i niewłaściwych przodków.
Przedstawiał to niedawno poseł Marek Suski:   Zapraszamy na listy osoby
wywodzące się ze środowisk inteligencji historycznej. Wyjaśnię to tak:
jeśli twój dziadek miał dyplom, ojciec miał dyplom, to ty już dyplomu
pokazywać nie musisz. Wychowywanie w porządnej rodzinie, gdzie dbano o
wartości, gwarantuje przyzwoitość.
Jak to w praktyce wygląda, przekonał się podczas kampanii wyborczej
Donald Tusk. W IV RP słyszymy też wypowiedzi lidera PiS, że nie należy
się spodziewać niczego dobrego po tych, których rodzina ma  czerwone
korzenie. Czy teraz selekcja zacznie się w szkołach?
Nad prawidłowym wychowaniem młodzieży ma czuwać   za 11 mln zł rocznie  
Narodowy Instytut Wychowania. Aby usprawiedliwić powstanie nowej,
kosztownej instytucji, resort edukacji przygotował   równie ostrą, co
niesprawiedliwą   ocenę współczesnej młodzieży. W dokumencie MEiN można
przeczytać o  degradacji wychowania w naszym kraju ,  zamazywaniu
pojęcia dobra i zła , utracie  wrażliwości młodego pokolenia na dobro,
piękno i prawdę .
Jak konkretnie będzie wyglądać praca NIW, jeszcze nie wiadomo, bo w
projekcie ustawy znalazły się bardzo enigmatyczne zapisy typu
 kształtowanie i umacnianie cnót obywatelskich, a zwłaszcza postaw
patriotycznych, wyrastających z polskiej tradycji narodowej  czy
obserwowanie mediów adresowanych do młodzieży.   Mam nadzieję, że z
czasem, kiedy dojdziemy do uchwalenia ustawy, cele i zadania instytutu
staną się bardziej jasne i zrozumiałe   bagatelizował w lutym minister
Seweryński.
Powstanie instytutu krytykuje Sławomir Broniarz, wieloletni szef Związku
Nauczycielstwa Polskiego. Według niego oraz zrzeszonych w ZNP pedagogów,
większy pożytek przyniosłoby wspieranie już istniejących organizacji,
które zajmują się problematyką wychowania. ZNP proponował też, by
pieniądze przeznaczone na NIW zainwestować w kształcenie i doskonalenie
nauczycieli. Nie podoba się też upolitycznienie instytutu.   Wychowanie
jest zbyt ważne i zbyt odpowiedzialne, by je powierzyć jednemu
ugrupowaniu i by realizować je według jednej formuły. Nieporadności
wychowawczej poszczególnych osób, grup, środowisk nie można zastępować
dekretami   alarmuje prof. Maria Czerepaniak-Walczak z Instytutu
Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego.
Rzeczniczka ZNP, Lidia Jastrzębska, dodaje:   Nauczycielom bardzo zależy
na przywróceniu szkole jej dawnej autonomii. Z pewnością daliby sobie
radę z problemami wychowawczymi, gdyby tylko dać im pewną swobodę
działania. Tymczasem dla niektórych instytut jest sposobem na
wyprowadzanie kolejnych kompetencji szkoły gdzieś daleko poza jej mury.
Minister Zieliński zapewniał wprawdzie, że instytut miałby się stać
idealnym miejscem do prowadzenia dialogu, miałby doradzać, tworzyć nić
porozumienia. Ale to na razie mało realne obietnice.
  Zamieszanie wokół Narodowego Instytutu Wychowania to nic innego niż
próba stworzenia nowego przyczółka, nowej instytucji z niezłymi
miejscami pracy dla konkretnej gromadki ludzi   rozwiewa złudzenia
Włodzimierz Paszyński.
O tym, że NIW ma służyć tylko dorosłym, przekonani są także uczniowie.
Aleksander Pawłowski z Inicjatywy Uczniowskiej i jednocześnie działacz
Federacji Anarchistycznej zastanawia się:   Czy można wychowywać w duchu
patriotycznym poprzez rozpisanie konkursów plastycznych czy oglądanie
wystawy w muzeum? Chyba nie tędy droga.
Na razie mamy pierwszą jaskółkę  patriotycznego wychowania    akcję
rozśpiewania polskich szkół, której patronuje Narodowe Centrum Kultury
(12 mln zł budżetu). Marzeniem Marka Mutora, pomysłodawcy i współautora
rządowego programu  Patriotyzm jutra , jest usłyszenie młodzieży
śpiewającej m.in.  Gdy strumyk płynie z wolna  i oczywiście kolęd.


| Wejdzie na stronę jakiegoś studia, agencji czy
 innej fabryki. Posiadanie w folio znanych marek to teraz żadna
rewelacja, na
 co drugim sajcie migają dziarsko logotypy Sony, Palmolive, KFC,
Philipsy,
 Skody, i wszystkie duże banki, a kto nie ma ten kiep. Przeglądnijcie
też
 serwisy małych firemek, najczęsciej czuje się, że było to robione po
 znajomości, lub przez jakiegoś zdolnego nastolatka komputerowca z
rodziny.

To nie dokońca tak, że tylko u nas kroluje tandeta i bezguście (choć
nawarstwienie tegoż jest spore) - ale jakieś ~80 stron na całym świecie
- patrząc na obecną estetykę, technologie, ogólne zasady projektowania -
to gnioty.
Ktoś z Anglii pokazał mi strony, które są najczęściej wlaśnie tam
zamawiane - proste, można by rzec lekko toporne i zdziwiłem się - bo
sądzilem, ze Anglicy w zakresie grafiki www maja niezly gust i
specyficzny smak - a jednak.


Stary, zobacz sobie co sie ogolnie projektuje w londynie :) Poszukaj w
polsce szyldu "Fryzjer" z dobrze poskaldanymi literami. Nie chodzi tylko o
robienie sajtow, ogolnie o grafike i design.

[...]

tym mowilo i udowadnialo - jest jak jest gusta sie wyksztalcaja albo i
nie, poki co podkladow kulturowych wbrew pozorom jest malutko.


Chetnie zobaczylbym troche wspolczesnego, dobrego pop artu. Ale jest tego
tyle co kot naplakal.

[...]


A inna prawda, ktora sie niestety sprawdza w naszym kraju to zasada, ze
ten kto krzyczy najglosniej ten ma racje i to sie przenosi na wszystkie
inne plaszczyzny.


Popatrz, pan prezes duzej i dobrze prosperujacej firmy kupil sobie aparat
cyfrowy: http://www.futuro.pl/_img/_man.gif . A tutaj z okazji otrzymania
nagrody teraz polska: http://www.futuro.pl/images/tp_man.gif ... Kumasz o co
mi chodzi? :)

[...]

pokazal te dwie tablice komus z pracownikow - kazda przez 5 sekund i

oczywiste. Co zrobil klient - i tak zostawil ta swoja tablice, bo
konkurencja ma podobna... koniec mozna walic glowa w mur, a mur bedzie
stac - beton rządzi w tym kraju.


Wlasnie rownanie do sredniej to IMO jeden z wiekszych problemow tego
rynku.Ludzie sie boja wlasnego cienia.

[...]

pomyslem, czy nawet przekonywac o podstawach projektowania dla zwyklego
wytworcy bułek? Po co... zrobic mu site, zalatwic hosting, wystawic
fakture - koniec.


chodzi wlasnie o to, ze producenci bulek coraz zadziej moga sobie tu
pozwolic na sajty.

[...]

Ja nie widze winy tylko po jednej stronie (klienta, agencji) to jest
zlozony i zakręcony mechanizm i działa samoistnie - kręci się to w
dziwny sposób i racjonalnie patrząc na to nie wiadomo dlaczego, ale


jednak.

Ja juz wiem dlaczego... brak kasy + wychowanie na opakowaniach zastepczych.

[...]

zdrowie
Krawiec


Serdecznie wszystkich pozdrawiam !

Chcialbym wszystkich zaprosic do odwiedzenia witryny listy dyskusyjnej
LEKARZE. Na liste zapisanych jest blisko 90 lekarzy polskich i polonijnych.
Od momentu uruchomienia witryny, mniej wiecej dwa miesiace temu,
odwiedzilo ja ponad 2500 gosci.

Znajduje sie ona pod adresem URL http://polscy-lekarze.com

Strona zostala ostatnio znacznie rozbudowana.

Doszedl obszerny wykaz linkow do informacji przeznaczonych wylacznie dla
pacjentow i ich rodzin.
Informacje dostepne w ten sposob sa w pelni "autoryzowane" i przedstawiaja
najnowsze postepy wiedzy medycznej.

Zainicjowano dzial "ciekawe przypadki" , w ktorym mieszcza sie fragmenty
dyskusji na tematy "fachowe", zwiazane z konkretnymi przypadkami, z jakimi
lekarze polscy i polonijni stykaja sie na codzien. Mimo "fachowosci",
uwazamy, ze kazdy moze sie wlaczyc w nia. W otwierajacym dzial
"przypadku" dyskutujemy na temat krwawienia srodczaszkowego
(nierozpoznanego) i problemow, jakie wynikaja z jego analizy, dla
organizacji pomocy medycznej. Jak juz wspomnialem odwiedzajacy witryne
maja mozliwosc wypowiedziec sie na ten temat.

Dla fachowcow polecamy nowy dzial w naszej kolekcji linkow zatytulowany
"evidence based medicine". Wiele procedur medycznych, okazuje sie, kosztuje
sporo, ale wnosi niewiele dla stanu zdrowia pacjenta, a takze i dla
populacji. Problem wiec, jak wydac posiadane fundusze, aby miec z nich jak
najwiecej, staje sie kluczowym dla managerow ochorny zdrowia na calym
swiecie. Material dostepny w tym dziale polecamy wszystkim, ktorzy
"zawodowo" lub prywatnie zastanawiaja sie nad decyzjami w tym zakresie.

Kolejny dzial linkow poswiecony jest "medycynie alternatywnej". W dziale
tym dostepna jest rowniez informacja na temat tego jak wspolczesna
"zachodnia" medycyna ocenia obecnie "medycyne alternatywna" ( w tym
rowniez medycyne wschodu).

Kolejny, rozbudowywany szybko dzial, nawiazuje do ostatniego protestu
polskich lekarzy. Koledzy zapisani na liste zastanawiaja sie, jak
wygladaja wynagrodzenia lekarzy za granica. Jakie sa granice "poswiecenia",
ktorego mozna oczekiwac od lekarza.

Przy okazji okazuje sie, ze tak czesto powolywana przysiega Hipokratesa,
tak naprawde nie jest skladana przez mlodych absolwentow wydzialow
lekarskich. Jest to juz obecnie historia, bo od ponad 40 lat lekarze w
Polsce, jak i na swiecie wcale jej nie skladaja. W rzeczywistosci lekarze
skladaja podpisy pod "Deklaracja genewska" , uchwalona przez Swiatowa
Organizacje Zdrowia.

Z gory przepraszamy odwiedzajacych, ze strona nie jest "super" jezeli chodzi o
grafike. Celem strony jest przekazanie informacji dla pacjentow/rodzin , a nie
zadziwianie HTML . Jak na ponad 2 MB materialow, to mysle, ze choc w czesci nam
sie to udalo.

Pozdrawiam i zapraszam

Adam Poradzisz

http://polscy-lekarze.com


Użytkownik LdV

Do Wojtkaf:
Dzięki za wiersz.
LdV


Czesc Marcin :)

(nie bede go analizowal technicznie ) i nalezy do wybitniejszych wierszy Kaczmarskiego
Ma takze w sobie kilka "konstrukcji czy srodkow stylistycznych" , ktore St. Barańczak
nazywa z angielska "wit".  Jest to rodzaj kontrastu i jednoczesnie pointy oraz gry slow np
" jedno mnie martwi chociaz ciesze sie ze zyje
  komu za taką radość podziękować mam"  - (tez  z Kaczmarskiego, lecz z innego wiersza )
Tego typu urocze zabawy gęsto stosowal np. John Donne , a J.K . uzywa tego srodka
w sposob naturalny i to swiadczy o jego klasie .

W "Rublowie" tez jest kilka takich miejsc np.
"i stałem przed ściana co byla tak biała
 jak tego co stawial ją twarz oślepiona
 od łez nim sie stała czerwona"
Herbert takze kilkakrotnie stworzyl podobne konstrukcje logiczne
i jak zwykle zaklął je w nienagannym rytmie.

Ale zastanowilem sie dlaczego chodzil od wczoraj za mna ten wiersz,
w ktorym jest przeciez tak magicznie opisana tragiczna rosyjska dusza
i historia , bo sa elemetny bajki jak w "Koniku Garbusku"
i okrutny cień rosyjskiej tradycji samodierżstwa :

"w tej ziemi co ludziom nie skąpi pogardy
 najlepsza jest glina do formy na dzwony
 w ich brzmieniu z tej gliny ucieram dzis farby
 do mojej ikony... "

Ktos , nie pamietam juz kto, powiedzial kiedys o Rosji ze
"Bog stworzyl ją tylko po to by dac przykład innym narodom jak nie nalezy żyć"
to smutna prawda,  i to ciagle dostojewiczowskie "branie cierpienia na siebie ".

Wiec bylo tak.
Kiedy jechalem na urlop w Tatry , w CNN przeczytalem informacje
ze uszkodzony "Kursk" lezy na 108 metrach , mają kontakt , jest tam 118 ludzi.
Co to jest 108 metrow ? - myslalem , po prostu nic .
Tylko 11 atmosfer , przy wspolczesnej technice żaden problem ,
sa ludzie,  ktorzy na bezdechu schodzą 120 metrow pod wodę.
Wiec uwazalem, nie miałem watpliwosci,  ze ci ludzie beda uratowani,
- tak to wygladało z komunikatow.
I pojechalem sobie w gory - nie myslalem o tym wiecej ani razu, w ogole.
Wracam i slysze ze nikt nie zyje . To byl dla mnie szok.
Wiesz , czasami słyszy sie informację : rozbil sie Boeing 776 , zginelo 200 osob.
I wtedy myslisz "tragedia ale stalo sie koniec , szlus."
A z Kurskiem bylo inaczej , wedlug pierwszych komunikatow
to byla niewinna awaria .
I okazuje sie ze to wszystko od poczatku to byl kit ,
ze liczy sie kawalek złomu i ochrona jakiejś 'super waznej dla narodu
techonologii' , ze wprost utrudniano dotarcie Norwegów do Kurska,
ze nie bylo pospiechu - po prostu tak jak zwykle - ruski model ,
nawet brak pozorow - "na ciałach stu tysiecy chlopow wbic sto tysiecy pali"
a miasto na bagnie i tak bedzie.
Ta obrzydliwa lekkosc z jaka tradycja rosyjskiej wladzy szasta ludzkim życiem ,
klamstwo , manipulacja rodzinami i jakiś rodzaj niewolniczej slepoty
i bezradego, pogodzonego z losem rozszczepienia
miedzy czlowiekiem-obywatelem a samodierzcą , ktory nigdy nie
jest winien i nie odopwiada przed nikim .

to sie zdarzylo w PRLu :  budowano statek i wybuchl pozar,
mozna bylo gasic , lecz byloby to zbyt drogie , po prostu zdławiono
ogien zaspawujac kadlub statku - odcinajac powietrze. Bo oczywiscie
nalezalo zrealizowac plan kosztow. Pozar zdlawiono z ludzmi ,
stukali przez kilka godzin od srodka mlotami , bylo ich slychac .
Chyba dlatego wczoraj chodzil za mna wiersz Rublow Kaczmarskiego .

Wojtek


Hej

Witam wszystkich.

Zastanawiam się od pewnego czasu jaka jest różnica pomiędzy działami
gwintowanymi  i gładkolufowymi. Podejrzewam że jest to związane z
prędkością
początkową pocisku, zasięgiem itp.
Czy jestem na dobrym tropie? Będę wdzięczny za pomoc.


Problem dotyczy w pierwszym rzedzie armat czołgowych. To sa potężne dziala o
bardzo wysokim cisnieniu max. i bardzo wysokiej prredkosci poczatkowej
pocisku i zazwyczaj konstruuje sie je jako gladkolufowe - gwint za szybko by
sie scierał. Poza tym podstawowa stosowana wspolczesnie amunicja ppanc. to
pociski podkalibrowe o bardzo dluzym wydłuzeniu, ostatnio nawet 20-30:1. Tak
dlugi pocisk nie moze byc stabilizowany obrotowo, tylko lotkami
(brzechwami), ruch wirowy wrecz w tym przeszkadza. Uzywa sie tez pociskow
kumulacyjnych - ruch wirowy obniza ich skutecznosc, rozpraszając strumien
kumulacyjny, wiec to jest kolejny argument za gladką lufą.
Pociski o stabilizacji brzechwowej sa nieco mniej celne od tych wirujących,
bardziej podatne na boczny wiatr. Jednakze czolgi walcza na takich
odleglosciach na ktorych czas lotu pocisku jest na tyle krótki ze nie ma to
duzego znaczenia. "Nadrabiają" też zaawansowanymi systemami kierowania
ogniem pozwalającymi np. automatycznie okreslic sile owego wiatru i
wprowadzic na to poprawkę.
Oczywiscie nie ma rzeczy nie do przeskoczenia dla wspolczesnej technologii.
Pociski podkalibrowe i kumulacyjne mozna skonstruowac jako bezwirowe i z
powodzeniem wystrzeliwac z dzial gwintowanych z niewiele gorszym efektem.
Stosując drogie i zaawansowane technologie obrobki luf mozna zapobiec w
pewnym stopniu temu szybkiemu zuzywaniu. Brytyjczycy tradycyjnie uzbrajają
swoje czolgi w gwintowane działa. Jedna z najpopularniejszych do niedawna
armat czolgowych a i dzisiaj bardzo czesto spotykana w lekkich wozach
bojowych, brytyjska armata L7 kal. 105 mm (i jej rozliczne klony i wersje
rozwojowe, produkowane na calym swiecie) jest wlasnie dzialem gwintowanym.
Zywotnosc jej lufy (dokladniej jej amertkanskiej odmiany, M68) we wczesnych
wersjach wynosila zaledwie 100 strzalow pociskiem podkalibrowym i 125 -
kumulacyjnym (czy moze burzacym-plastyczym). Po zastosowaniu lufy wykonanej
w technologii samowzmocnienia i nowoczesnych gatunkow prochu przedluzono te
zywotnosc do odp. 400 i 1000 strz.
Jednak wiekszosc armii uwaza ze nie ma sensu az tak sie wysilac i robi
dziala gladkolufowe po prostu. W tej chwili wiekszosc czolgow na Zachodzie
uzbrojona jest w 120 mm armaty gladkolufowe - klony niemieckiej armaty
Rheinmetall z czolgu Leopard 2. Wlasne armaty 120 mm gladkolufowe, zgodne
jednak z tym samym standardem zbudowali Francuzi.Tylko Brytyjczycy uzywają
gwintowanych 120-tek. Rosja i kraje dawnego bloku komunistycznego
wykorzystuja glownie czolgi z rodziny T-72 z gladkolufową armata 125 mm.


Dnia 12-12-2003 10:43, Pan/Pani Karolina Matuszewska nawrotal:

 I tutaj musze Ci niestety powiedziec,
 ze nie piszesz jak jest, a jak mogloby byc.

Po prostu patrzysz oczami lewackiego polityka (bez urazy), a
ja beznamietnie konstatuje fakty.

 Obawiam sie, ze w swoich rozwazaniach
 pominales spora czesc wspolczesnego swiata
 - Azje Srodkowa, Afryke i Ameryke Poludniowa,
 gdzie glod jest zjawiskiem masowym i permanentnym.

- wiekszosc ludzi. Wiekszosc, znaczy wiekszosc. Podaje sie,
ze problem glodu dotyczy miliarda ludzi. Czyli 1/6
populacji. To jest mniejszosc. Z punktu widzenia jak to
okreslilem "lewackiego polityka", albo nawet - po prostu -
ludzkiego, miliard ludzi to duzo. Ale jest to naprawde malo
w porownaniu z sytuacja innych populacji w ktorych WIEKSZOSC
osobnikow jest przynajmniej okresowo zagrozona glodem.

szczegolnosci nie dotyczy panstw cywilizowanych. Bo w tych
krajach frakcja ludzi niedozywionych jest wrecz znikoma, a
gdyby nie liczyc modelek i tancerek to bylaby jeszcze
mniejsza. Nie mowie przeciez w kategoriach absolutnych, ze
glodu NIE MA. Chodzi o to, ze PRAWIE NIEMA.

 Wiecej - do szpitali w Polsce (to uchodzi za
 kraj cywilizowany?) nieustannie trafiaja dzieci
 skrajnie wycienczone z podowu braku wyzywienia
 i z powaznymi wadami rozwojowymi na skutek niskiej
 jakosci pozywienia, jakie do nich trafia.

Zgadza sie. Tylko ile ich jest? Zawsze mozna znalezc jakis
ogon rozkladu. Kilku ludzi niedozywionych, w generalnie
przekarmionym spoleczenstwie w ktorym wiekszym problemem
jest otylosc niz glod...

Z punktu widzenia rozwazan o sobowtorach: szanse, ze w
cywilizowanym kraju, rozdzieleniu blizniak jednojajowy trafi
do miejsca, rodziny, w ktorej realnie bedzie mu grozilo
niedozywienie - sa bardzo niskie.

I drugi list:

 Powiem tak - mam wrazenie, ze tak jak kiedys
 ludzie w ogole nie wiedzieli o istnieniu genow,
 tak teraz wszystko chca nimi tlumaczyc.
 IMHO - nie da sie.

A ja mam wrazenie, ze kontrowersje zazwyczaj wynikaja z
przyczyn pozamerytorycznych. Jasne jest, ze organizm
ksztaltuja rozne czynniki zewnetrzne. Piszesz o tym, ze w
kwestii sobowtorow liczy sie wyglad, sylwetka itd. I owszem.
Rzecz w tym, ze to wszystko moze zalezec w DUZO WIEKSZYM
stopniu od genow, niz Ci sie wydaje. Chcialem pokazac co sie
stanie jesli z rozwazan wyeliminujemy sytuacje ekstremalne w
cywilizowanym swiecie, takie jak np. niedozywienie, czy
wypadek. Wtedy zarowno sylwetka, wyglad jak i nawet tusza,
ktora jest zmienna w ciagu zycia - moga byc pod bardzo duza
kontrola genow. Posrednio i bezposrednio.

 Wezmy inna - hipotetyczna - historie - dwoch
 blizniakow, w wieku lat 20 nie do odroznienia.
 Jeden zamieszkal na Gornym Slasku, palil 20
 papierosow dziennie, naduzywal alkoholu, prowadzil
 siedzacy tryb zycia, zyl w pospiechu i duzym stresie.
 Drugi zamieszkal w Bieszczadach, prowadzil aktywny
 tryb zycia na swiezym powietrzu, wolny od nalogow itp.

Widzisz, wlasnie o to chodzi. Znowu Tworzysz fikcyjny
przyklad i do glowy Ci nie chce przyjsc, ze to, czy czlowiek
prowadzi siedzacy czy aktywny tryb zycia moze zalezec
rowniez od genow! Podatnosc na nalogi rowniez. Dlatego po
przyjeciu BLEDNEGO zalozenia, ze osoby identyczne
genetycznie zachowuja sie w tak rozny sposob, otrzymujesz
BLEDNY wniosek.

 W okolicach 40 nie beda juz identyczni, prawda?
 Obstawialabym, ze pierwszy bedzie wygladal
 oczywiscie podobnie, ale na znacznie starszego,
 tak? A mowa tu o wplywie srodowiska na doroslych,
 uksztaltowanych ludzi. A gdyby tak rozdzielic
 rodzenstwo w wieku lat 15, 10, 5 i 1 roku?

Obserwacje blizniat rozdzielonych w dziecinstwie prowadzono
w ramach bodaj "projektu 2000". Wystarczy zajrzec do
wynikow. Tyle, ze o ile wiem - wiekszosc mierzonych
parametrow u tych rozdzielonych blizniat miala bardzo wysoka
korelacje. DUZO wyzsza niz u niespokrewnionych dzieci
wychowywanych w identycznych warunkach (w jednej rodzinie).

I to jest dalej generalnie caly czas ten sam blad logiczny
ktory w poprzednim liscie okreslilem jako "mowienie o tym co
mogloby byc a nie jest": faktem jest, ze osoby identyczne
genetycznie mozna by poprzez naciski srodowiskowe
uksztaltowac zupelnie inaczej. Moglyby miec inny wyglad i
wiele roznych cech. Jednak bez intencjonalnej ingerencji
eksperymentatora taki obrot spraw we wspolczesnym
spoleczenstwie jest malo prawdopodobny.
Oczywiscie nie dotyczy to metod wychowania i roznych tego
typu czynnikow mogacych wplywac glownie na psychike
blizniat... tyle ze o ile wiem, wyniki wspomnianych powyzej
badan pokazuja, ze te czynniki maja dosc maly wplyw na
czlowieka, w dodatku - malejacy wraz z wiekiem (to znaczy,
ze osoby identyczne genetycznie, wychowane oddzielnie,
roznia sie od siebie bardziej w wieku lat 15 niz 30).

pozdrawiam
Pawel Poreba


"Pawel Jaloszynski"

Czesc,
Konrad ma racje, popelniasz blad porownujac do siebie dwa przypadki
nalezace
do jednego z modeli, ktore wymieniles.


Popełniłem najwyraźniej błąd używając terminów raczej jednoznacznie
kojarzących się ze skrajnościami, podczas gdy mi chodziło o raczej subtelne
różnice, a konkretnie - o zmiany idące jednocześnie w przeciwstawnych i
wzajemnie wykluczających się kierunkach. Po zwerbalizowaniu problemu
dostrzegam też i inne błędy:
1. założenie, że szympansy maja niski potencjał rozrodczy. Środowiska, które
zamieszkują w naturze, raczej nie obfitują w składniki pokarmowe, a w
warunkach sztucznych nie pozwala im się na nieograniczone rozmnażanie. Nie
sposób powiedzieć, czy szympansica nie byłaby w stanie urodzić kilkunastu
szympansiątek w ciągu całego życia, gdyby ją na to było stać.
2. założenie, że przodkowie homo sapiens przed milionami lat byli
wyposażenie we wszystkie atrybuty, łącznie z rozrodczością. Bzdura, tempo
dojrzewania nie zmieniało się przez miliony lat. Jeszcze neandertalskie
dzieci dojrzewały w tym samym tempie, co australopiteki i małpy.
3. założenie, że to praludzie wyszli na sawannę. A może to pragoryle i
praszympansy weszły do lasu? Gatunek Ardipithecus ramidus, który podejrzewa
się o danie początku linii prowadzącej do współczesnych szympansów, choć żył
w lesie, był bardziej podobny do współczesnego człowieka niż do szympansa.
To by oznaczało, że praszympansy same się wpakowały w środowisko może
bezpieczniejsze, ale znacznie ograniczające rozrodczość z racji tego, że o
wiele większy procent biomasy stanowi w lesie niestrawna celuloza. Ale tu
już wkraczam na zbyt niepewny grunt.
4. założenie, że zmiany w rozbieżnych kierunkach postępowały symultanicznie.
Wcale tak nie musiało być, jeżeli gatunek zdobywał nową nisze, co dawało mu
nowe możliwości rozwoju, przy zachowaniu starych.

Może też tempo wydawania kolejnych dzieci, nawet to potencjalne, nie
zmieniło się, a to, że ludzie potrafią mieć dzieci więcej niż inne
człekokształtne, wynika po prostu z tego, że wydłużył się czas życia. A to
ostatnie stało się możliwe po usprawnieniu eksploatacji środowiska i
przyjęciu trybu życia, który nie prowokował nagłej śmierci. (neandertalskie
szkielety, na przykład, charakteryzowały podobne złamania, co szkielety
współczesnych zawodników na rodeo).

Po przemyśleniu - faktycznie może to być ta sama strategia - a różnice
początek maja w zasiedlonym aktualnie środowisku.

Coś jeszcze przyszło mi do głowy. Czy ma sens hipoteza, że spowolnienie
tempa rozwoju osobniczego, jakie obecnie charakteryzuje Homo sapiens, mogło
mieć przyczynę w konieczności zniechęcenia młodocianych osobników do
zakładania własnych rodzin i większego łożenia w wychowanie rodzeństwa?
tzn., wyobrażam sobie, że hordy, w których żyły wolniej dojrzewające dziecin
nie musiały mieć mniejszego potencjału obronnego w porównaniu z hordami, w
których dzieci dojrzewały szybciej, bo mniej w nich było walk pomiędzy
dorosłymi mężczyznami o dominację i rzadziej dochodziło do rozpadu hordy.
Nie mówiąc już o tym, że mniejszy osobnik mniej je, a przy tym może nie jest
silny, ale precyzyjniejszy (przydaje się to przy wyrobie narzędzi).

Mefisto


Etyka zawodowa informatyka. Dopisek.

----

- rewolucja przemysłowa nastapiła w 19 wieku i skończyła się w 20,
  w 20 wieku zaczęła się rewolucja informacyjna
  ludzie związani z komputerami są współczesną awangardą - wyznaczają przyszłe oblicze świata
  dlatego są na nich wywierane tak silne naciski ze strony zła - ono chce ich zawłaszczyć, podobnie jak zawłaszczało przemysł
  byc informatykiem to wielka nadzieja i wielka odpowiedzialność
  nasze wachanie kim zostać...

- tacy zwykli macherzy nie maja nic do powiedzenia
  polityka i biznes sie liczy a nie technologia

- zatem nie można być tylko macherem
  konspekt wykładu polityka dla informatyków:
    budować cywilizację, nabierać znaczenia, obserwować
    jeśli coś zacznie się psuć - zabrać głos

- jaka my tam cywilizacje budujemy? w polsce?
  w polsce sie o chleb walczy i jestesmy 100 lat za murzynami
  swiat to teraz USA i Chiny dalej sa japonia,czesc azji, europa zach.

- psucie się: obligatoryjny identyfikator elektroniczny w ręce bądź identyfikator plus interfejs mózg-maszyna
  jeśli pojawią się sygnały tego, to wtedy informatycy mogą mieć dużo do powiedzenia
  polska jest jedym z wielu krajów
  bynajmniej nie najważniejszym
  w zestawieniu z tą sprawą, jaką są losy całego świata - expendable
  póki nic się nie psuje, można spokojnie się uczyć, programować, pracować, zakładać rodziny, działać społecznie, itd
  mam nadzieję, że jeszcze tak długo będzize
  to jest najważniejsza kwestia w etyce informatyka
  jest jakby strażnikiem - póki na świecie jest normalnie, nie ma innych zadań poza pracą
  jeśli coś się zacznie psuć - wtedy okaże się kim jest naprawdę
  oby żaden z nas, co teraż żyjemy, nie musiał byc poddany takiej próbie
  - to jest rzeczywistość ta, której się boimy, i wobec której jesteśmy niezdecydowani
  to jest to, co podświadomie czujemy i co nas wstrzymuje, żeby się w pełni poświęcić
  nie wyjaśnione sprawy, o których mówi Ci tylko niezrozumiały głos sumienia
  ja tylko ten głos czynię teraz bardziej zrozumiałym
  wybór jest twój
  nie przesadzam, ale mam nadzieję, że będzie dobrze
  bo jak nie będzie, to...  lepiej się modlić, żeby było dobrze
  tak sądzę i tak chcę

- jeden informatyk niewiele moze

  (natchnienie od Boga, żałosna patetyczność ode mnie)
  (bo takie natchnienie można wyrazić bardziej strawnie - ale niestety nie jestem literatem)
  to te myśli to wynik roku przeglądania internetu (1999) oraz wielu wcześniejszych przemyśleń i moich ciężkich rozterek)
  (chciałbym, aby jak najwięcej informatyków potafiło tak na to spojrzeć jak ja)
  (- bez udawania, że problemu nie ma, ale też bez lęku, i zdecydowanie)
  ( i łagodnie )
  krótko mówiąc asertywnie (stanowczo, łagodnie, bez lęku - czytałem taką książkę o asertywności kiedyś)
  bo najbardziej typowa reakcja to zaprzeczanie
  poza tym, wiesz, jak cenny może być taki pracownik, to potrafi skomentować mądrze antyglobalistyczne obawy ?

- ja niewidze misji przed informatykami

- tak, bo teraz misji nie ma
  teraz jest tylko obserwacja, warta jakby
  bycie strażnikiem
  mam nadzieję, że jeszcze wiele setek lat misją informatyków będzie tylko bycie strażnikiem
  ale wierzę też, że kiedyś nastąpi taki czas, że informatyk będzie musiał być partyzantem na straconej placówce
  wierzę w to, bo jestem chrześcijaninem

- aa, w takiej perspektywie - setek lat - to nabiera sensu

- no bo po to jest taka rola - żeby to setki lat jeszcze trwało, a nie kilkadziesiąt

----

Pozdrawiam
Tomasz Kwiecień
http://tomasz.kwiecien.prv.pl


Cześć !!!

Ikar". Chciałem się was zapytać co o nim sądzicie oraz czy widzicie jakieś
błędy? Z góry thx i pozdrawiam oczywiście :P

Cechy, które najbardziej cenię u ludzi to odwaga i pasja. Tymi cechami
odznaczał się mitologiczny Ikar, taki był też Waldemar Milewicz. Obaj byli
pasjonatami, którzy dla spełnienia marzeń poświęcili wartość najwyższą -
życie. I dlatego właśnie uważam Waldemara Milewicza za mojego współczesnego
Ikara.

Waldemara Milewicza podziwiano za odwagę. Bośnia, Kosowo, Czeczenia -
pojawiał się wszędzie tam, gdzie wybuchały wojny i konflikty. Z
wykształcenia psycholog, korespondent wojenny z powołania, podczas swojej
pracy niemal codziennie spotykał się ze śmiercią i cierpieniem. Ryzykował
życie, aby pokazać nam jak dziwny jest ten świat. Niejednokrotnie zdarzało
mu się docierać w miejsca, gdzie inni dziennikarze bali się zapuszczać.
Twierdził, że nigdy nie myśli o zagrożeniu, bo jak mawiał "zginąć można
nawet w Warszawie, na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej".

 Waldemar Milewicz gdy pytano się go, czemu wciąż ryzykuje odpowiadał - "coś
za coś". Uprawiał jeden z najciekawszych gatunków dziennikarstwa, więc
musiał zapłacić za to jakąś cenę. Ponad ryzyko przekładał jednak pracę,
swoją życiową pasję. Po 13 latach korespondowania, mógłby już przejść na
dziennikarską emeryturę, jednak on nie potrafił usiedzieć w miejscu.
Redakcyjne zebrania zwyczajnie go nudziły i dopiero gdy stawał przed kamerą,
gdzieś na linii frontu, czuł się sobą. Nikt tak jak on nie potrafił nam
pokazać okrucieństwa wojen i  tragedii zwykłych ludzi, z dala od wielkiej
polityki. I choć żartowano, że z przemarszu wiewiórek potrafi zrobić III
wojnę światową, to właśnie za to kochaliśmy jego relacje. Za to, że zawsze
pod skórzaną kurtką czuć było serce zwykłego człowieka. To sprawiało, że
jego korespondencje były wyjątkowe, bo jak mawiał - "Każdy, kto chce coś
dobrze robić, musi angażować w to serce".

Waldemar Milewicz miał problemy z kręgosłupem, groził mu zawał serca. Mściły
się na nim lata niewygód, godziny spędzone w samolotach i podróże jakimiś
gruchotami po najgorszych wertepach. On jednak bagatelizował dolegliwości,
nie dopuszczał do siebie myśli o emeryturze. To ciągłe narażanie się, było
powodem rozpadu jego rodziny. Mój współczesny Ikar poświęcił zdrowie,
małżeństwo, a w końcu i życie swej największej pasji - dziennikarstwu.

Waldemar Milewicz poświęcił wszystko, aby zrealizować swoje marzenia. Jego
największą pasję była praca i dla niej właśnie ryzykował. Pozwalała nam
lepiej zrozumieć los ludzi uwikłanych w konflikty. I sam stał się ofiarą
jednego z konfliktów. Konfliktu, którego Ikar nie mógł wygrać.

                                  Bartek B********



Cześć !!!

współczesny Ikar". Chciałem się was zapytać co o nim sądzicie
oraz czy widzicie jakieś błędy? Z góry thx i pozdrawiam oczywiście :P

Cechy, które najbardziej cenię u ludzi to odwaga i pasja. Tymi
cechami odznaczał się mitologiczny Ikar, taki był też Waldemar
Milewicz. Obaj byli pasjonatami, którzy dla spełnienia marzeń
poświęcili wartość najwyższą - życie. I dlatego właśnie uważam
Waldemara Milewicza za mojego współczesnego Ikara.

Waldemara Milewicza podziwiano za odwagę. Bośnia, Kosowo,
Czeczenia - pojawiał się wszędzie tam, gdzie wybuchały wojny
i konflikty. Z wykształcenia psycholog, korespondent wojenny
z powołania, podczas swojej pracy niemal codziennie spotykał się
ze śmiercią i cierpieniem. Ryzykował życie, aby pokazać nam jak
dziwny jest ten świat. Niejednokrotnie zdarzało mu się docierać
w miejsca, gdzie inni dziennikarze bali się zapuszczać.
Twierdził, że nigdy nie myśli o zagrożeniu, bo jak mawiał "zginąć
można nawet w Warszawie, na rogu Marszałkowskiej i
Świętokrzyskiej".

 Waldemar Milewicz gdy pytano się go, czemu wciąż ryzykuje
odpowiadał - "coś za coś". Uprawiał jeden z najciekawszych
gatunków dziennikarstwa, więc musiał zapłacić za to jakąś cenę.
Ponad ryzyko przekładał jednak pracę, swoją życiową pasję.
Po 13 latach korespondowania, mógłby już przejść na
dziennikarską emeryturę, jednak on nie potrafił usiedzieć w miejscu.
Redakcyjne zebrania zwyczajnie go nudziły i dopiero gdy stawał
przed kamerą, gdzieś na linii frontu, czuł się sobą. Nikt tak jak
on nie potrafił nam pokazać okrucieństwa wojen i  tragedii zwykłych
ludzi, z dala od wielkiej polityki. I choć żartowano, że z przemarszu
wiewiórek potrafi zrobić III wojnę światową, to właśnie za to
kochaliśmy jego relacje. Za to, że zawsze pod skórzaną kurtką
czuć było serce zwykłego człowieka. To sprawiało, że jego
korespondencje były wyjątkowe, bo jak mawiał - "Każdy, kto chce
coś dobrze robić, musi angażować w to serce".

Waldemar Milewicz miał problemy z kręgosłupem, groził mu zawał
serca. Mściły się na nim lata niewygód, godziny spędzone w
samolotach i podróże jakimiś gruchotami po najgorszych wertepach.
On jednak bagatelizował dolegliwości, nie dopuszczał do siebie
myśli o emeryturze. To ciągłe narażanie się, było powodem rozpadu
jego rodziny. Mój współczesny Ikar poświęcił zdrowie, małżeństwo,
a w końcu i życie swej największej pasji - dziennikarstwu.

Waldemar Milewicz poświęcił wszystko, aby zrealizować swoje
marzenia. Jego największą pasję była praca i dla niej właśnie
ryzykował. Pozwalała nam lepiej zrozumieć los ludzi uwikłanych w
konflikty. I sam stał się ofiarą jednego z konfliktów. Konfliktu, którego
Ikar nie mógł wygrać.

                                  Bartek B********


To smutne, że w XXI wieku są konflikty zbrojne w których giną ludzie.
Smutne, że na czyjejś śmierci ktoś zarabia. Smutne, że dorabia się
do czyjejś tragedii otoczkę niezdrowej sensacjii...
niech umarli odpoczywają w pokoju...
Edward Robak


Cześć !!!

współczesny
Ikar". Chciałem się was zapytać co o nim sądzicie oraz czy widzicie jakieś
błędy? Z góry thx i pozdrawiam oczywiście :P

Cechy, które najbardziej cenię u ludzi to odwaga i pasja. Tymi cechami
odznaczał się mitologiczny Ikar, taki był też Waldemar Milewicz. Obaj byli
pasjonatami, którzy dla spełnienia marzeń poświęcili wartość najwyższą -
życie. I dlatego właśnie uważam Waldemara Milewicza za mojego
współczesnego
Ikara.

Waldemara Milewicza podziwiano za odwagę. Bośnia, Kosowo, Czeczenia -
pojawiał się wszędzie tam, gdzie wybuchały wojny i konflikty. Z
wykształcenia psycholog, korespondent wojenny z powołania, podczas swojej
pracy niemal codziennie spotykał się ze śmiercią i cierpieniem. Ryzykował
życie, aby pokazać nam jak dziwny jest ten świat. Niejednokrotnie zdarzało
mu się docierać w miejsca, gdzie inni dziennikarze bali się zapuszczać.
Twierdził, że nigdy nie myśli o zagrożeniu, bo jak mawiał "zginąć można
nawet w Warszawie, na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej".

 Waldemar Milewicz gdy pytano się go, czemu wciąż ryzykuje odpowiadał -


"coś

Tu masz błęda interpunkcyjnego, przed "gdy" powinien być przecineki i przed
"odpowiadał" też.

za coś". Uprawiał jeden z najciekawszych gatunków dziennikarstwa, więc
musiał zapłacić za to jakąś cenę. Ponad ryzyko przekładał jednak pracę,
swoją życiową pasję. Po 13 latach korespondowania, mógłby już przejść na
dziennikarską emeryturę, jednak on nie potrafił usiedzieć w miejscu.
Redakcyjne zebrania zwyczajnie go nudziły i dopiero gdy stawał przed


kamerą,

Przed "gdy " powinien być przecinek

gdzieś na linii frontu, czuł się sobą. Nikt tak jak on nie potrafił nam
pokazać okrucieństwa wojen i  tragedii zwykłych ludzi, z dala od wielkiej
polityki. I choć żartowano, że z przemarszu wiewiórek potrafi zrobić III
wojnę światową, to właśnie za to kochaliśmy jego relacje. Za to, że zawsze
pod skórzaną kurtką czuć było serce zwykłego człowieka. To sprawiało, że
jego korespondencje były wyjątkowe, bo jak mawiał - "Każdy, kto chce coś
dobrze robić, musi angażować w to serce".

Waldemar Milewicz miał problemy z kręgosłupem, groził mu zawał serca.
Mściły
się na nim lata niewygód, godziny spędzone w samolotach i podróże jakimiś
gruchotami po najgorszych wertepach. On jednak bagatelizował dolegliwości,
nie dopuszczał do siebie myśli o emeryturze. To ciągłe narażanie się, było
powodem rozpadu jego rodziny. Mój współczesny Ikar poświęcił zdrowie,
małżeństwo, a w końcu i życie swej największej pasji - dziennikarstwu.

Waldemar Milewicz poświęcił wszystko, aby zrealizować swoje marzenia. Jego
największą pasję była praca i dla niej właśnie ryzykował. Pozwalała nam
lepiej zrozumieć los ludzi uwikłanych w konflikty. I sam stał się ofiarą
jednego z konfliktów. Konfliktu, którego Ikar nie mógł wygrać.

                                  Bartek B********


Podobało mi się.
Zdrowia
Kowdlar



Ciesze sie z Panskiej odpowiedzi, Panie Adams.
Oczywiscie zgadzam sie z Panem - trzeba wspolczesnemu czlowiekowi
wolnosci
od zla tego swiata.
Jednak trzeba sie zastanowic co jest tym zlem, z czym tak naprawde
walczymy.
Zauwazmy, ze nigdy nie chcemy robic sobie zle... Czlowiek jest przeciez
istota, ktora ma gleboka potrzebe poczucia szczescia. Chce dobrze dla
siebie.
Ale niestety, w wielu przypadkach dzialania majace na celu polepszenie
sobie zycia prowadza w slepa uliczke. Wynika to z krotkowzrocznosci. Z
wiary w bledne schematy mowiace jak latwo i dobrze zyc. Ludzie wierza w
to, bo chca w to wierzyc, bo sa leniwi, bo poswiecaja wiecej uwagi na
gonieniu zycia... A zycie to jest jak cien, ktory mamy przed soba - jak
szybko bysmy nie biegli, to cien i tak bedzie przed nami...

Jakiej moralnosci uczona jest mlodziez?
Wychowawcy bardzo czesto kreuja zasady postepowania w miare popelniania
jakichs bledow. Czynia to aby ukryc swa niedoskonalosc. Ale nie widza, ze
sa autorytetem doputy, dopuki mlody czlowiek nie odkryje calej tej
obludy... I wtedy dopiero dziecko staje przed problemem: co tak naprawde
jest dobre, a co zle?
Kto udziela odpowiedzi na to pytanie?
W pierwszej kolejnosci srodowisko szkolne (podworkowe). A znamy prawa tam
panujace (w wiekszosci przypadkow prawo dzungli).
W drugiej kolejnosci srodki masowego przekazu (szczegolnie telewizja i
radio - mniej prasa i internet). Tu juz jest mniej zla, ale tez jest!

Pyta Pan, Panie Adams gdzie lezy przyczyna takiego stanu rzeczy...
No coz... Wychowanie w rodzinie! Taki jest moj wniosek. To nie jest
glowna
przyczyna, ale napewno jest to zarzewie wielu bolaczek wspolczesnych
spoleczenstw.
I napewno nie pomoze zaostrzanie restrykcji i ustawodawstwa karnego.
Tutaj
az sie prosi o dzialania profilaktyczne. Ksztaltowanie wartosci innych
niz
przynaleznosc do grupy (jaka by ona nie byla) itp.
Mlodziez wymaga akceptacji i tolerancji - to nic nowego. Ale MUSI to byc
MADRA akceptacja i tolerancja, a nie wpadanie w skrajnosci.
Zasady moralne, porocz tego ze musza byc prawidlowe, powinny byc takze
przyswojone przez czlowieka, on ma czuc, ze tojego wlasny Dekalog, a nie
narzucony przez prawo, rodzicow, czy tez srodowisko.

Tak wiec dazmy do wolnosci - tak jak mowi Pan Adams. Do wyzwolenia od
fauszywych "prawd" jakimi karmi nas swiat.
Chocby takich, jaka podal Pan Kruczynski (o sposobach uwodzenia mezczyzn,
"SUBJECT: re: Potrzebna pomoc!" ). Rzeczywiscie liczba rozwodow stale sie
zwieksza...

I jeszcze jedno:
 ta chrzescijanska prawda mowi cos wiecej:
 "miluj blizniego swego jak siebie samego", ale rzeczywiscie - wzajemny
szacunek to bardzo dobry poczatek...

Czekam na uwagi.
Z powazaniem.

Jakub Lengiewicz (KubaL).


Dzien Dobry panie Jakubie !

Mam wrazenie jak by pan czytal moje mysli, to mile ze jest wiecej
ludzi ktorzy maja ciekawe poglady na temat wspolczesnego zycia,
przy czym nie obstaja uparcie przy swoim.
Ja w pelni popieram i obydwoma rekami podpisuje sie pod tym co Pan

Temat ktory ostatnio mnie zainteresowal to spotkanie mezczyzn w
Waszyngtonie,
i kobiet, nie pamietam w jakim miescie, w USA.
Osobiscie uwazam ze jest to jakies dazenie ludzi jednak do samodoskonalenia
sie,
i wyrazenia checi bycia lepszym. Ciekawy jestem Pana opini na ten
temat. Korzystajac z uprzejmosci pozwole równiez zasiegnac Pana opini
na temat taki:
osobiscie uwazam ze we wspolczesnym swiecie, w krajach rozwinietych,
nastapuje
zwrot ludzi ku religii chrzescijanskiej, stosowania w zyciu ich wartosci,
natomiast
w Polsce nastepuje kompletny odwrot od tego.  Co Pan o tym sadzi ?
z uszanowaniem
Adams

P.S. przepraszam ze nie wyrazilem opinii na temat Panskiego listu, ale mam
wyjatkowo pracowity dzien, odpisze wkrótce.


leotar napisa

| Moze tak wlasnie Egipcjanie zbudowali piramidy...?

| Jest to prawdopodobne, aczkolwiek nierozwiazany zostaje problem obrobki
| owych, gigantycznych glazow.

A slyszales o tym, ze szklanki moga sie rozlatywac w drobny mak pod wplywem
ludzkiego glosu?


Pewnie, ze slyszlem. Dawno temu widzialem w TV film, gdzie jakis spiewak to
zademonstrowal. Wtedy byl to szok; teraz mysle, ze jest to normalna zdolnosc
dostepna dla kazdego.

Tyle tylko, ze czlowiek wydajacy takie dzwieki musi sie

znajdowac w dosc szczegolnym stanie psychicznym,


Trudno mi powiedziec, gdyz nie probowalem. Mysle tez, ze poza stanem
psychicznym potrzebne jest doswiadczenie, wprawa
A moze Ty to robiles?

| W Tybecie znane sa przypadki transportowania towarow na duze wysokosci
przy
| uzyciu piesni.

Jak wyzej. A wiec cos z Ducha..?   A moze to tylko ten "odmienny stan


Dlaczego w cudzyslowie ? Czy Swiadomosc moze miec jakies odmienne stany ?

mozliwosci, wlasnego Ja.

od ktorego uciekaja wspolczesni NIEWOLNICY materii i... seksu?


Czy mozna uciekac od czegos, czego nie jest sie swiadomym ?

samych
siebie i wlasnej potegi...?


Oj tak, tak...;-))

| Czemu odmawiac takich umiejetnosci Egipcjanom, czy komukolwiek, kto
piramidy
| ulozyl.

A dlaczegozby odmawiac mozliwosci posiadania tych umiejetnosci NAM samym?


NIe widze zadnych przeszkod, by przypisac wszystkie mozliwosci Czlowiekowi.
Pytanie: kto jest Czlowiekiem ?

 Upadli dlatego, ze NIE byli swiadomi, ze

to wlasnie ZAKAZy wychowawcze ograniczaja nasz kontakt z samymi soba.


W moim pojeciu, kontakt czlowieka z samym soba, ze swiatem i z Bogiem
ograniczaja przekonania. Nie wiem, czy to masz na mysli. Przekonania nabyte
w dziecinstwie, wpojone w mlodego, poznajacego swiat czlowieka, wpojone
przez rodzicow, nauczycieli itp. Niektore przekonania istnieja w rodzinach
przez pokolenia i sa przejmowane od dziada i pradziada. Moze zdarzyc sie, ze

zauwazenie ich.
Jedynym rozwiazanie jakie widze, to uswiadamianie sobie swoich przekonan,
wybieranie tych, ktore hamuja i zamienianie na cos, co jest do przyjecia, co
jest kreatywne, budujace. To moze byc ciezka praca, lecz z pewnoscia
oplacalna, szczegolnie dla czlowieka chcacego cos wielkiego zrobic.

LeoTar

| ---------------------------------------------------------------------
| http://members.aol.com/LeoTar
| http://www.geocities.com/Athens/Forum/5921
| ---------------------------------------------------------------------
| << Swiadomosc - niczym Feniks - rodzi sie ze zgliszcz i popiolow |


pozdrawiam
Czeslaw


Witam !



| Witam,
| Czy moze ktos z grupowiczow zna adres internetowy lub fax do pracowni
ktora na
| zlecenie odszukuje pochodzenie rodowe i ev. herb rodowy?

| wiem ze nie jest to pytanie mieszczace sie w ramach tej grupy ale nie
moge
| znalezc innej bardziej zblizonej temastycznie do tego o co pytam.

|                                       pozdrawiam, Andrzej

http://www.skrzydla.media.pl/IKT98/GENEALOGIA_I_HERALDYKA.html

http://priv4.onet.pl/war/slucki/

ta ostatnia reklamowana (w prasie! bo ja nie mam wyrobionego zdania)
jako najlepsza polska strona o genealogii

poza tym jest na grupie Maciej Orzeszko, który kiedyś wspominał że
interesuje się genealogią - może dałby Ci parę wskazówek


  Czuje sie nieco wywolany do tablicy. Coz, powiedziec moge niewiele. Z
firmami genealogicznymi za duzo do czynienia nie mialem, ale paru moich
znajomych z Polski i nie tylko probowalo "szczescia" z tymi instytucjami.
Co do firm zagranicznych, zwlaszcza amerykanskich i niemieckich, to szkoda
zachodu. Ludzie w nich pracujacy z reguly nie maja zielonego pojecia o
histiorii naszego regionu, co przy badaniu genealogii jest nieodzowne,
totez wiedze o przynaleznosci narodowej klienta przewaznie czerpia ze
wspolczesnych map politycznych. Co do firm polskich, to kwestia szczescia.
Sa ponoc takie, ktore prowadzi jedna osoba ze zniszczonym herbarzem i
ciocia w miejscowej bibliotece. Poza tym istnieja nieuczciwi heraldycy,
ktorzy ostro oszukuja i sa w stanie "splodzic" klientowi fikcyjne drzewo
genealogiczne w oparciu o dostarczone przez niego informacje - slyszalem i
o takich przypadkach. Lepiej wiec uwazac.
  Niestety, nie potrafie podac tu zbyt wiele namiarow. W zeszla niedziele
nabylem w "taniej ksiazce" mala ksiazeczke z 1992 p.t. "Poczet Rodzin
Polskich - Kowalscy", w ktorej reklamuje sie biuro heraldyczne "ARETE"
(00-055 W-wa, Pl. Dabrowskiego 12/125, tel. 26-92-84), trudno mi
powiedziec, czy jeszcze istnieje. Proponuje wynalazek starozytnych Grekow,
czyli wyszukiwarke.
  Badaniem genealogii zajmuje sie tez Archiwum Glowne Akt Dawnych ( adres
strony : http://www.agad.prv.pl/     , ul. Dluga 7, 00-263 W-wa, fax
831-16-08 ), ale dotyczy to tylko terenow zabuzanskich. Za rozpoczecie
kwerendy zadaja 50 zl, 22 zl za kazda godzine poszukiwan, 20zl za 1 str.
odpisu, 15 zl za 1-2 stronicowa odbitke xero, 4 zl za klatke mikrofilmu
itd. AGAD w odroznieniu od firm heraldycznych dostarcza jedynie dokumentow.
  Osobiscie polecalbym szukac na wlasna reke. Nie jest to latwe, dostep do
wielu archiwaliow jest utrudniony i czasem trzeba poswiecic sporo czasu i
kasy, aby do czagos sie dokopac. Jesli sie zna swoj herb, mozna siegnac do
herbarzy, jest sporo pozycji. Polecalbym :
S.Uruski, A.Kosinski, A.Wlodarski, "Rodzina - Herbarz Szlachty Polskiej",
W-wa 1916 ( ostatnio wyszedl reprint )
A. Boniecki "Poczet Rodow Wlk. Ksiestwa Litewskiego w XV i XVI w. "
K.Niesiecki "Herbarz Polski"
B.Paprocki "Herbarz Rycerstwa Polskiego" , itd.

  Poniewaz opisywane w tych pozycjach pokolenia trudno jest czesto powiazac
ze wspolczesnoscia, najlepszym wyjsciem jest rozpoczac od swoich
najblizszych krewnych i cofac sie do tylu w czasie. Szczegolnie dokladne i
pomocne bywaja tu dokumenty koscielne, tu jednak pojaiwa sie problem ich
dostepnosci. Jezeli jednak sie wie, gdzie szukac, to mozna ( oczywiscie nie
za darmo ) dogadac sie z proboszczem ( lepiej nie probowac przez Kurie ).
Tu w najlepszej sytuacji sa ci, ktorzy mieszkaja w zachodniej Polsce i
stamtad pochodza. Trudno nie chwalic Prusakow/Krzyzakow/innych giermancow/
za to, ze w kazdej wsi na Pomorzu czy w Wielkopolsce pozostawili po sobie
murowany kosciol z zachowanymi archiwami ( oczywiscie, to byl zart o tych
giermancach, prawda jest jednak taka, ze tam zachowalo sie o wiele wiecej
archiwow niz gdzie indziej ). W gorszej sytuacji sa ci, ktorych rodziny sie
czesto przenosily ( czyli wiekszosc ), a zwlaszcza pochodzacy ze Wschodu.
Trzeba jednak probowac, to jedyne wyjscie.
  Jesli cos sobie jeszcze przypomne, dam znac. Pozdrowienia

Maciej Stanislaw Orzeszko