Patrzysz na wypowiedzi wyszukane dla zapytania: problemów współczesnej rodziny
·
Ojcom | | <<< Czemu tak trudno jest wam kochać synów,
wiersz ma ton nie co moralizatorski, plasować się może zatem na pozycji tych wierszy, które są mniej lubiane:) dla mnie odczytanie tła biblijnego nie jest trudne i jakoś sobie radzę, ale myślę, że historia króla Dawida i jego rodziny, dowódców jest historią raczej mało znaną, więc może sprawić trochę trudności w odczytaniu. ale nie to jest głównym problemem utworu. zastanawiam się do czego autorka chce skłonić czytelnika. podejrzewam, że do szukania analogii. wciąż jednak trudno mi dopasować wiersz do realiów współczesnych, a może nie potrzebnie się wysilam, a może brak mi negatywnych doświadczeń w relacjach, o których jest w wiersz. stąd nie przemawia, ale przywraca obraz tragicznych historii, które mogą odbijać się echem, pomimo wszystko, mogą odbijać się echem, choćby u sąsiadów za ścianą, gdzie nieraz mamy niezły wykwit ojcowskich uczuć i całe ojcowsko synowskie larmo, a później jest już tylko płacz, wydaje mi się, że on też płacze, słyszałem, u nas głosy przechodzą przez fugi w łazience. elmo
|
Wlodzimierz Holsztynski Witaj, Włodku :), dawno nie mieliśmy przyjemności ;)
ellu bi-s i logika:
A zatem rozbierzmy zagadnienie logicznie: Boehme był, mówiąc językiem współczesnym, szewcem "poszukującym". A że przylgnął do niego - i przez trzy wieki przylegał - szewc "prosty", współczesni badacze dementują to. Jak na przykład: | [...] Tymczasem choćby w "Powszechnej encyklopedii filozofii" | z roku 2000, czyli dość aktualnej (choć z Lublina, czy to w | dzisiejszych czasach daleko? ;)) znaleźć można: | "Boehme pochodził z zamożnej rodziny rolniczej. Nie odczuwał problemów | finansowych, a dojrzałe życie poświęcił pisaniu, choć pieczołowicie | pielęgnowana legenda przyczyniła się do propagowania przez trzysta lat | wizerunku Boehmego jako prostego szewca. Wbrew stwierdzeniu ellu, ze JB nie byl szewcem, encyklopedia bynajmniej jej nie poparla. Encyklopedia stwierdzila jedynie, ze JB nie byl "PROSTYM szewcem" i przypomina, ze Pan JB byl oczytany(m szewcem).
PEF nie tyle przypomina co sprostowuje. I ja się z tym wcześniej w jakichś niemieckich (czy szwajcarskich) opracowaniach zetknęłam (na co zresztą nie zwracałam jak dotąd szczególnej uwagi, bo Boehme mnie interesował z innych powodów). A swoją drogą, to ciekawe było - dzięki pytaniu Pauli - wszystko to sobie poukładać i dowiedzieć się nowego.
Pozdrawiam :)
e.
|
<ciach 1 - wpływ mikrofal na żywność - to po prostu troll - czy energię dostarczymy z zewnątrz - poprzez wodę, ogień, czy też poprzez emisję pobudzającą cząsteczki przewodzące prąd do jej pobrania - wydaje mnie się bez znaczenia. Jasne że różna jest postać tak potraktowanej żywności - niekoniecznie na plus - gumowaty kurczak, inne takie. Dlatego współczesnekuchenki wyposażone są w kwarcowe opiekacze (grille), oraz zwykłe piekarniki elektryczne które częściowo załatwiają ten problem. Kuchenkę mikrofalową wymyślono ku wygodzie, jej ojcem zaś był radar. Inna sprawa to wpływ pracującej kuchenki na ludzi - u wrażliwszych objawia to się bólem głowy. 2- Saman_tho piekarnikowa :)))))))))))))))) - czy naprawdę wygodnie jest upiec 1 góra 2 pstrągi w ziołach w twoim piekarniku? Czy jesteś równie :)))))))))))))))) kiedy go myjesz? Posiadam kuchenkę mikrofalową z piekarnikiem i grillem, kuchenkę gazową z piekarnikiem i grillem oraz wspomniany grill elektryczny De Longhi i uważam iż stosując samotnie w rodzinie dietę MM jest to urządzenie znakomicie oszczędzające nasze najcennoejsze dobro - czas :-)
|
Ja naprawde nie jestem wrogiem wszystkich Zydow, tylko jednym z nielicznych Polakow, ktorzy zauwazaja, co sie kryje za fasada syjonizmu
sam mam przyjaciela żyda, którego cała rodzina siedzi w Izraelu i nikt nie wypowiada się pozytywnie o polityce Izraela... mam także znajomego antysemitę i często się z nim kłócę, ale IMHO bardziej mnie denerwuje McDonaldyzacja niż rzekoma syjonizacja... dobrze, że na Kaukazie coś się zaczyna dziać, przynajmniej będzie mnogość tematów, bo już robi mi się niedobrze od Arafato-Szarona, polskich problemów, Iraku, olimpiady (dobrze że się skończyła)... i amerykańskich świńskich buziaków. A co się kryje za fasadą syjonizmu to wie każdy, kto choć pobieżnie zna historię współczesną. Pzdr
|
Przekaz: Kwadrant Alpha-Sol-Terra: Czy wie ktoś coś na temat techniki , nauki nuklejdalnej czy jakoś tak :)
??? komórkach.
swego czasu byly projekty calkiem daleko posuniete. Projekt przewidywal zapis za pomoca laseru info. w bakteriach pewnej rodziny. Odpowiednio przygotowane bakterie mogly robic jako RAM lub HDD (trwalosc zapisu 5lat). Komputer mial byc mieszany tzn. CMOS (krzemowe chipy) plus ukl. pamieci na bakteriach. Komp mial sie skladac z 3 plytek (rozmiar powiedzmy duza karta graf.). Na jednej procek krzemowy itp. na drugiej chipy z pamiecia RAM (40GB) a na 3 HDD (40GB). Szukaj w archiwalnych numerach Swiata Nauki (sprzed paru lat)
Wykorzystywania DNA do zapisywania informacji itp.
Rowniez badania nad komputerami zapisujacymi info. i wykonujacymi operac. na DNA. Komputer na DNA moglby miec poj. i szyb. ktorej wspolczesne, krzemowe, komputery niebeda mogly osiagnac z przyczyn technolog. i ogran. fizycznych. Komputer na DNA w wer. optymistycznej moglby sie pokusic na rozwiazanie problemu komiwojazera (tj. kompy kwantowe) "Dobre sprawowanie rządów nigdy nie zależało od aktów prawnych, ale od osobistego charakteru rządzących.Machina sprawowania władzy zawsze podlega woli tych, którzy nią kierują.Przeto najistotniejszym elementem rządzenia jest metoda wybierania przywódców." "Prawo i rządzenie. Poradnik Gildii Planetarnej"
|
Opera 9.10 Loguje sie na konto w mbanku. Cos tam robie. Przychodzi inny członek rodziny i na drugiej zakładce loguje sie na swoje konto. Ja na swojej zakładce klikam np. liste kont i pokazuje mi sie konto tej drugiej zalogowanej osoby! Mam cos zle ustawione, opera nie umie obsłuzyc dwóch kont na raz, czy to mbank ma jakis problem?
To Opera, nie mBank. I to nie błąd, tylko feature :) Opera użyła tej samej sesji w drugiej zakładce. Większość współczesnych przeglądarek korzysta z jednej sesji we wszystkich zakładkach. Takie zachowanie zwykle jest lepsze niż nowa sesja w każdej zakładce. Załóżmy że zalogowałeś się do jakiegoś serwisu (poczta, youtube, whatever) i chcesz mieć jego zawartość w kilku zakładkach naraz. Musiałbyś się osobno zalogować w każdej zakładce, co byłoby wybitnie irytujące. Efekt uboczny jest taki, że można być zalogowanym tylko jako jeden użytkownik, a nie kilku naraz, ale mało kto ma z tym problem.
|
Noszę sie z zamiarem wydania książki choć to raczej za duże słowa. Po prostu w celach szkoleniowych chciałbym złożyć książkę, czyli złamać tekst, nadać temu inna formę niż obecne na półkach w ksiegarni. Dręczy mnie następujący problem: jak wygląda sprawa z wydaniem książki konkretnego, współczesnego autora, która aktualnie jest w sprzedaży na rynku? Czy mogę kupić taką książke, przepisać ją (OCR), ponownie złożyć i wydrukować? Oczywiście nie będę czerpał korzyści z jej wydania. Zakładam, że byłby to druk cyfrowy w nakładzie ok. 4 egzemplarzy. Czy zamieszczenie notki, przykładowo "Ksiśżka wydana jedynie w celach szkoleniowych", coś zmienia? Może ktoś się zetknął z taką sprawą?
Jeżeli w nakładzie 4 egzemplarzy do użytku osobistego -- własnego, rodziny i znajomych -- to możesz. Jest to uregulowane w prawie autorskim ("dozwolony użytek osobisty"). Na tej samej podstawie możesz wykonywać np. pojedyncze kserokopie książek (nawet całych). Dozwolony użytek osobisty nie obejmuje jedynie programów komputerowych. Nie musisz (choć możesz) umieszczać żadnych notek. Adam
|
Zdanie klienta juz znam, wspolpracownikow, rodziny, znajomych itd tez. Z tym pierwszym wiadomo - to, ze sie podoba nie oznacza, ze jest dobre. Pozostali nieobiektywnie twierdza, ze dobre. Stad tez ciekaw jestem wrazen kogos z "branzy", jesli ktos mialby ochote spojrzec, to zapraszam:
z branzy? a bo ja wiem... dlaczego akurat z branzy... ale jak sobie zyczysz profesjonalne. Przyzwoite. Dobrze skomponowane. Dobra (moze odrobine zbyt uboga) kolorystyka. Ladny, w miare czysty kod (z paroma bledami :-) zgadnij gdzie?) I cholernie mi sie nie podoba. Wlasnie dlatego. Sa setki tysiecy takich stron... przyzwoitych... dobrze skomponowanych... 'we wspolczesnym stylu'... zadnych. Mysle ze nie miales najmniejszych problemow ze sprzedaza layoutu i odbiorem honorarium. No coz... zazdroszcze... ale tylko tego :-) Ale to oczywiscie tylko moje zdanie, i naprawde nie musisz sie nim przejmowac :-)
v.
|
| w dzialaniu napewno ++i. | Tak z innej beczki czy ten nick sugeruje zasadnosc tego pytania :) | pozdrawiam | ad | hiehiehie :))))))))) ty to kurcze masz racje :))))) ++i jeszt szybszy od i++ | niezle to jest :))))))))
| Tomek B
| oczywiscie chodzilo o zadzialanie. | nie myslales chyba inaczej, | co ? | :))))
bardzo k**** smieszne ;-P jak chyba wiecie chodzilo mi o czas wykonywania rozkazu przez procek, bo chyba bylo cos takiego ze w ktoryms z tych przypadkow potrzebowal dwoch eee cykli, kolejek czy czegos tam... po wypowiedzi wnioskuje ze jednak postinkrementacja jest szybsza, right?
InSane
aha i moja xywa nie zmienia sie w zaleznosci od pytania :)
Szczeze przyznam, nie programowalem ostatnio zadnego kompilatora c/c++... Mam jednak przeczucie ze obie instrukcje (uwzgledniajac oczywista roznice) translowane sa na maszynowy ( rodzina 8086) INC. Na maszynach klasy do 486 nie mialo to zadnego znaczenia (wydjnosciowego), na maszynach wspolczesnych (z procesorami wielopotokowymi) moze miec znczenie -zapewne niewielkie. Jesli chesz koniecznie to sprawdzic, polecam zgrabne makro mierzace czasy wykonania kodu, zamieszczone w "perelkach programowania" Bentley'a, do sciagniecia z: www.cs.bell-labs.com/cm/cs/pearls/ ps. Swoja droga jesli cierpisz na takie problemy, to polecam prace w asemblerze, albo lepiej bezposrednio w kodzie maszynowym -wtedy zaoszczedzi na czasie kompilacji :))))))))
|
Nie, potem wyłączysz ją w BIOSie i nie ma żadnego problemu.
Podepnę sie pod pytanie o zintegrowaną grafikę bo w życiu jeszcze takiej nie widziałem :) Czy płyty główne ze zintegrowaną grafiką mają wyjścia DVI i TV? (Rozważam upgrade komputera dalszej rodziny i zastanawiam sie czy jest sens inwestowania w płytę z grafiką na pokładzie. Moim zdaniem TV-out na każdej współczesnej grafice musi być, DVI też powinno)
|
| Przełoże do innego kompa i sprawdze czy jest sprawna fizyczne. | karta to 3c905cx-txm. W systemie jest wykrywalna jako "3com etherlink | 10/100 | PCI for complete PC Management NIC (3c905c-TX)." Sterowniki versja, jakaś | najnowsza 4.41.0.0 . Wszystko zkonfigurowane. TCP IPX itd.
Czyli 3com z rodziny Cyclone. Na początek odinstaluj drivery i sprawdź jak działa na systemowych (AFAIK Windowsy conajmniej od NT 5.0 i wszystkie współczesne distro Linuxa mają je wbudowane). Później ew. przetestuj softem diagnostycznym 3com'a..
Powodzenia
Przed chwilą zamontowałem ja do innego kompa. Zrobiłem 5 restartów (stery chodziło na jakis standardowych sterach z XP 2001 roku 4.5.0.0 ) Wszystko chodziło doskonale żadnych problemów. Wkładam ja do mnie, znowu te kosmiczne bajery, raz działą raz nie działa nP teraz działa . Powiedz gdzie znajde AFAIK? Jak się nazywa ten soft do diagnozy od 3com to sprawdze.
|
Ja dodam tylko, że jeżdżę często firmową Nubirą kombi 2.0, 98 rok i poważnie bym się zastanowił czy się pakować w to auto... :-/
Firmowe samochody to są jedyne które bez problemu podjadą pod 30 cm krawężnik z prędkością 60km/h :). Często są zamęczone przez "służbowych" kierowców, i trudno obiektywnie oceniać po nich jakość modelu. Sam słyszałem o służbowej Corolli która całkiem często wymagała serwisowania zawieszenia. Sam mam Espero, w rodzinie jest Lanos, oba bez zastrzeżeń , wydaje mnie się że współczesne silniki samochodów są nie do zdarcia, no chyba że ktoś kupi np Astrę z najmniejszym silniczkiem bo go na większy nie stać, i wyciska z niej poty na max obrotach, wtedy remont silnika jest realny!
Aby tego uniknąć to należy kupować używany nie z najmniejszym silnikiem.
pzdr Zbyszek
|
| Opis: Systemy z rodziny BSD są jednymi z wielu używanych UNIXów. Do | najczęściej używanych zalicza się FreeBSD, NetBSD, OpenBSD a także Mac | OS X. Na grupie można znaleźć wiele rad i porad dotyczących tych | systemów, a także dowiedzieć się, gdzie szukać potrzebnych materiałów. Hmmm... Nie powiedziałeś IMHO najważniejszego: systemy *BSD są rozwinięciem "dystrybucji" systemu Unix stworzonej przez Berkeley University (Berkeley Software Distribution).
opis: Współczesne systemy z rodziny BSD są rozwinięciem wersji Unixa 4.4BSD, stworzonego na University of California, Berkeley. W większości są to systemy darmowe. Do najliczniej używanych zalicza się FreeBSD, NetBSD, OpenBSD oraz Mac OS X.
Przykładowe zagadnienia mieszczące się w tematyce grupy: - administracja systemem; - administracja usługami sieciowymi na systemach BSD; - informacje o błędach oraz sposoby ich eliminowania; - problemy ze obsługą nietypowego sprzętu; - wskazywanie literatury i ocena jej wartości merytorycznej.
Zabronione są na grupie: - dyskusje o wyższości jednego systemu nad innym (do tego służy pl.comp.os.advocacy); - dyskusje tematycznie niezwiązane z systemami BSD; - posty zawierające binaria; - wszelkie ogłoszenia; - spam.
Jedno pytanie: w opisie wyróżnić BSD/OS czy Mac OS X? Sam właściwie nie jestem pewien.
Pozdrawiam
|
Starzejesz się, czy po spotkaniu z rodziną już jesteś;)
A teraz napisz to samo, ale po polsku. Toć o Somalii tu była mowa, a nie o Iraku:)
Fakt. Siła sugestii innych listów, niemniej jednak przejście było płynne ;o) Nie przesadzajmy, przegrali z bandami uzbrojonymi w większości w kałachy i RPG.
Znaczy się kto przegrał - misja ONZ? To, że Tobie misja w Somalii kojarzy się jedynie z filmem sensacyjnym i Amerykanami, nie oznacza, że w realnym świecie jedynie oni tam byli (taki Pakistan miał na miejscu więcej żołnierzy niż USA podczas UNOSOM II (wówcza miały miejsce wydarzenia z BHD), czyli Pakistan przegrał bardziej czy mniej?). Moze jednak *cokolwiek* na ten temat poczytasz, zanim zabierzesz się do dyskutowania? Nie sugerujesz chyba, że ONZ wymusiła na nich używanie pistoletów na wodę.
Poczytaj na ten temat coś. Cokolwiek. Ależ ja niczego takiego nie pisałem. Ja kwestionuję radosną wizję wojen współczesnych Agi Beja: bombka tu, bombka tam, posprzątane, pozamiatane, idziemy do domu.
Problem polega na tym, że ostatnie starcia z USA w roli głównej przyzwyczajają nas do takiej wizji. REMOV
|
----- Original Message ----- Newsgroups: pl.misc.militaria,pl.pregierz
Nóż służy (we współczesnym świecie) głównie do przyrządznia jedzenia.
Serio ? Papatrz, a u Niemcow nie mozna posiadac dlugich nozy :) trzeba miec zezwolenie na szable z ktora mozesz w Polsce po ulicy paradowac, a bron palna ( w okreslonym zakresie) mozna miec bez problemow. Ty uwazasz swoje Niemcy swoje - dla nich noz bojowy jest grozniejszy od pistoletu czy strzelby ? Teraz napisz, ze Niemcy to glupki i sie nie znaja i nie sa Polakkami i Andrzej im nie wierzy :))
Rewolwer też?
Ja mysle ze sluzy raczej do zabawy, aczkolwiek w Stanach mozna z tego na kroliki polowac :))
| Twoje argumenty sa argumentami niewolnika :(( Smutne ze tego nie | widzisz. Twoj wlasny dziadek za probe zdjecia dubeltowki z kilimka nad | lozkiem i zdania jej "wladzy" bo niebezpieczna, spralby Cie | prawdopodobnie wlasnorecznie po obliczu i wyrzekl sie z rodziny. Jak sie | udalo czerwonym Polakow zeszmacic :( to az nie do wiary :((
Nie wiem, co ćpałeś, ale skutki są dość drastyczne.
Ja natomiast nie wiem kim byl Twoj dziadek, moj by mnie spral :))
pozdrawiam, leszek
|
| Pewnie tak z własnej woli przyjechali z kresów w bydlęcych wagonach. nierzadko; była to bardzo często kusząca propozycja. 'Wschód' zawsze był bardzo ubogi w przeciwieństwie do 'zachodu', poza tym jakiekolwiek 'coś' dawało znacznie wieksze sznase na trwanie niż pozostanie nha miejscu ...
Nie moge sie do konca z Toba zgodzic. Stalin Hitler dwoch bandytow spowodowalo, ze miliony ludzi roznych narodowosci musialy zmienic miejsce zamieszkania, porzucic swoje od lat rodzinne strony, to raczej nikt nie myslal w kategoriach 'zachodu', szczegolnie ze wielu z tych ludzie ze Wschodu jechalo na tereny historycznie niemieckie od zawsze (Wroclaw, Szczecin, no bo Gdansk to jednak byl mieszanka i scieraly sie tu rozne wplywy). I to na pewno nie bylo nic przejemnego dla nich tam jechac, bo skad mieli wiedziec czy to na stale czy tylko chwilowa okupacja. oczywiście nie twierdzę ze nie zdarzałuy sie sytuacje o których piszesz, ale oczywiście nie jest to całe znane nam spektrum
Tak 'bydlęce wagony' - to taka współczesna klasa druga; nie demonizujmy za bardzo problemu.
Przeginasz... to byla podroz w okropnych warunkach, ponizej ludzkiej godnosci... I mojej rodziny czesc tak wywieziono na teren pozniejszej Republiki Federalnej (szczescie mieli ze nie do NRD), wiec napewno nie druga klasa.
|
[ciach]
Nikt ale takie podejscie do rozwiazania problemu handlu ulicznego polegajace na samym karaniu to chowanie glowy w piasek, hipokryzja i krotkowzrocznosc. Myslisz, ze samymi karami zlikwidujesz handel? Przykladow z historii (a nawet wspolczesnosci), ze jest to po prostu bezskuteczna droga jest co najmniej kilka. Wezmy dla przykladu czsy okupacji hitlerowskiej. Handel, szmugiel i wszelkiego rodzaju kombinacje byly zakazane pod grozba utratu zycia a nie jak proponujesz mienia. I co? Skonczyl sie handel? Ludzie musieli dawac sobie rade nawet ryzykujac wlasnym zyciem. Przyklad na pewno archaiczny i nie oddajacy wspolczesnych warunkow ale chcialem zaprezentowac pewne mechanizmy socjotechniczne.
Jeśli chodzi o podobieństwo sytuacji na podstawie czasowego punktu widzenia, to chciałabym wtrącić tu parę słówek. Moim zdaniem tu nie ma podobieństwa. Za okupacji ludzie byli postawieni w znacznie gorszej sytuacji niż teraz. Teraz jest kapitalizm i wolność handlowa, a za tamtych czasów było to jak najbardziej karalne. Ale tamci MUSIELI handlować. Dlaczego? Bo chcieli ratować swe rodziny i swe (trochę absurd) życie... A Ci mogliby zarabiać i w inny sposób...dla chcącego nic trudnego... ewka
|
Twoja wypowiedź trafia w sedno. Sam fakt zablokowania emisji filmu "Witajcie w zyciu" ,swiadczy o ogromnej perfidii firmy Amway i niewiarygodnych wpływach. Mozna sie tylko domyslac jak wykorzytane jest 3/4 ceny kazdego sprzedanego produktu ,czyli nadwyzka ponad cene rynkową. Gdyby ich intencje były czyste ,na krytyke odpowiedzieli by merytorycznie. Zgadzam sie z tym ze sama zasada dystrybucji MLM nie jest niczym grzesznym W wolnym swiecie każda zasada prowadzenia interesów jest dopuszczalna, pod warunkiem że: -jest moralna -nie dotyczy praktyk monopolistycznych. Takie zachowania jak: reklama trafiająca do dzieci,oferta skierowna specjalnie do ludzi w "zakretach zyciowych" tylko po to zeby wykorzystac ich chwilowy brak obiektywnej oceny sytuacji, nieprawda przekazywana w opisie wlasciwosci produktow (typowe dla Amway), kierowanie ofert na produkty do nieuleczalnie chorych dajac falszywa nadzieje i jednoczesnie rujnujac finansowo rodzine itp. Swiat wspolczesny daje coraz wiecej swobody niemoralnym praktykom w biznesie. Np czlowiek ktory ukradnie Ci pieniadze ,chodzi spokojnie po ulicy smiejac sie z nieudolnosci systemu. Jezeli umiescisz go na "czarnej liscie" natychmiast system staje sie bardzo wydajny i zaczyna scigac poszkodowanego. To nadmierna i niudaczna polityka interwecjonizmu panstwowego tak znieksztalca relacje miedzyludzkie.W USA ,Szwecji i kilku innych krajach nadmiernie rozbudowany system opieki socjalnej doprowadził do potwornego rozkladu rodziny.Mezczyzna jest karany za zwiekszony wysilek podatkiem progresywnym a zwiazki "bez ojca" sa nagradzane dotacjami . Przykladow jest oczywiscie bez liku. Np kolega "Vladbal" jest przykladem "produktu" szkoly biznesu naszych czasow. Samo zachowanie nie ma nic wspolnego z dobrymi obyczajami. Argument "a ja mam piniadze" w kontekscie reszty listu ,mozna odczytac jako "tylko kretacze to ludzie rozsadni" .I tylko tacy maja szanse na przetrwanie. To jest chwilowe zludzenie.Gdyby nie ow nadmierny wplyw panstwa na sposob ksztaltowania sie miedzyludzkich relacji ,niepradwopodonie zawiłe prawo, nie mielibysmy dzisiaj problemu z niemoralnym zachowaniem. Oszusci i zlodzieje byli by zakuwani w dyby a ich nazwiska publikowane ku przestrodze innych. Pozdrawiam Karol
Napewno nie napiszea juz napewno nie prawde,bo ludzie tego pokroju unikaja merytorycznych odpowiedzi kamuflujac je w swoje na pamiec wuluczone papuze formolki.
|
| Oj chyba nie widziales nawet 10 jezykow. Jakas biblioteka | standardowa jest integralna czescia niemal kazdego wspolczesnego, | wysokopoziomowego (i nie tylko) jezyka programowania. Zapewnia w | duzym zakresie abstrakcje operacji typowych dla systemu operacyjnego | (np. operacje na systemie plikow, operacje we/wy, watki itp.), Tak. Szczególnie wątki :))) Proponuję używanie ich szczególnie pod bcc 3.1 pod DOS. W końcu są one integralną częścią języka :)))
Była mowa przede wszystkim o współczesnych, wysokopoziomowych językach. C się do nich nie zalicza. A tak na serio - biblioteki standardowe - na ogół tylko z nazwy - faktycznie są specyficzne dla różnych języków, ale bardzo różnią się w zależności od systemu.
Najczęściej prawie się nie różnią. Są tylko dodatki specyficzne dla systemu albo rodziny systemów (np. POSIX), ale podstawa, która ma decydujący wpływ na wygodę programowania (struktury danych, operacje na tekstach, podstawowe we/wy, matematyka), jest ta sama. Część języków daje w bibliotece też bardziej "techniczne" sprawy, których implementacja jest zależna od systemu, ale interfejs jest uniwersalny: wątki, operacje na systemie plików, sieć, grafika.
Na przykład Python, Perl, OCaml, Haskell (i wiele innych, ale tych używam na co dzień). Problemem w mniej popularnych językach może być to, że danej biblioteki nie ma w ogóle, ale jeśli już jest, to z reguły jest przenośna.
Z kolei słabym przykładem przenośności źródeł jest wbrew pozorom C/C++. W C implementowane są różne usługi systemu, ale rzadko robi się nakładki dające ten sam interfejs dla różnych systemów. Z powodu ubogiego wyposażenia standardowego i dużej liczby implementacji różne implementacje dają własne dodatki, niekompatybilne z innymi.
Ponadto bardzo często biblioteki standardowe utożsamiane są z bibliotekami standardowo dostarczanymi z danym językiem, a to nie to samo (po prostu ktoś
postanowili włączyć je do nich).
Prawda, chociaż część języków nie ma formalnego standardu i jest w praktyce wyznaczana przez istniejące implementacje.
|
Ewcia: Na grupie kuchennej (pl.rec.kuchnia) padlo pytanie o "taramasalat" (z czego sie przygotowuje ww. toto). Zgodnie z tym co obserwuje prawie codzennie (we Francji), odpowiedzalam, ze chodzi o paste z ikry dorsza (fr. cabillaud). W tym momencie kolega z Kanady poprawil mnie mowiac, ze chodzi o ikre z karpia... W swietle tychze obserwacji, stawiem sobie kilka (doglebnych) pytan : 1. Tarama : pochodzenie slowa : greka, wspolczesna (?) 2. Taramasalat : greka ? niemiecki ?
W Grecji jadłem toto jako taramasalata (zresztą osobiście wolę souvlaki z tzatziki). Tak też podaje "The Wordsworth dictionary of culinary and menu terms": tarama - dried grey mullet roe, used to make taramasalata. Grey mullet = wspólna nazwa ogółu ryb z rodziny cefalowatych (Mugilidae) (poj. gatunek to cefal); są to ryby przypominające nieco z wyglądu karpiowate, ale żyjące w przybrzeżnych obszarach mórz tropikalnych i strefy umiarkowanej. The New Oxford Dict. of English podaje etymologię: "taramasalata - a pinkish paste or dip made from the roe of certain fish (...); origin: from modern Greek 'taramas' - roe (from turkish tarama, denoting a preparation of soft roe or RED caviar) (...)
3. Jak jest mozliwe, ze we Francji przekaska ta jest przygotowywana z dorsza (ryba morska), w Kanadzie zas z karpia (ryba slodkowodna ?
Widocznie co kraj, to obyczaj... A może zmyliło zewnętrzne podobieństwo? 4. Ostatnie pytanie juz (juz zupelnie nie-lingwistyczne) : dlaczego tarama jest rozowa ?
Pewnie dlatego, że odbija część widma światła czerwonego, pochłaniając pozostałe długości fal światła widzialnego ;-D PS. Smaczne masz problemy ;-)
Pozdrawiam Adam
|
Czekam (jak na Godota ;) ) na Ważny, Interesujący, Współczesny, Dobry polski film fabularny. Co jakiś czas słyszę zapowiedzi, że oto pojawił się taki właśni jednorożec, który IMO z reguły okazuje się być co najwyżej filmem dobrym realizacyjnie ale bez konkluzji/pointy/znaczenia. Tak było z Długiem, tak niestety jest również z Cześć, Tereska Glińskiego. Porównanie z Fucking Amal jest dosyć oczywiste - główne bohaterki obu filmów to dziewczyny w wieku ok.15 lat, główny temat to świat w którym żyją, główny problem to brak uczuć w tym świecie, okoliczność towarzysząca to wyalienowanie z rodziny, obydwa filmy zrealizowane są quasi-dokumentalnie, obydwa świetnie zagrane i prosto ale dobrze zrealizowane. Reszta to podobieństwo przez przeciwieństwo (może oprócz znaczenia teleturniejów telewizyjnych ;)) ) - Fucking Amal to kolorowa opowieść pełna wzruszeń ale i uśmiechu z czytelnym, pozytywnym sensem. Cześć, Tereska to czarnobiała opowieść pełna smutku, momentani tragicznie śmieszna lecz bez nadzieji i IMO bez wyraźnej konstatacji. Na pewno na odbiorze tych filmów ciąży moje tzw. doświadczenie życiowe, które sprawia, że problemy nastolatek ze szwedzkiego zadupia są mi naprawdę bliskie, a "polskie blokowisko" według Glińskiego jakoś niespecjalnie. Te filmy zresztą IMHO mogłyby mieć zupełnie spokojnie inne tytuły - Cześć Amal i Fucking Tereska. Nie będe się wdawał w dalsze przynudzania, jeśli ktoś obejrzy to chętnie podyskutuję - wydaje mi się, że mimo wszystko film warty jest obejrzenia; jest to kawał dobrego kina, ale niewątpliwie nieco masochistycznego. Dobre aktorstwo dwóch nastoletnich debiutantek Aleksandry Gietner i Karoliny Sobczak, momentami świetny drugi plan (doskonały Kiersznowski jako ojciec, dobra Maria Rożniatowska jako matka), niezły Zamachowski. Monkbert
|
| Oczywiscie. Telefonu i pradu tez mozna nie miec. Tyle, ze w dzisiajszach | czasach taka osoba bedzie raczej wygladala jak dziwak i wzbudzala | usmieszek politowania.
dokładnie, tak jak to opisała ta psycholog... Nie widzę nic dziwnego ani nieprzyzwoitego w nie posiadaniu takich gadżetów. Są np. Amisze, unikają różnych wymysłów cywilizacji i żyją. :) U mnie wzbudają raczej zaciekawienie i uznanie niż politowanie.
hmmmm... może i masz rację, Jarek jest może amiszem.... nie wpadłem na to hehe. Problem będzie dopiero, gdy NAKAŻĄ nam je posiadać, niby dla naszego dobra.
tak, racja jeśli nam nakażą to będzie jakiś problem ale jak dotąd nie nakazują... a we współczesnym świecie nie mieć rachunku bankowego i kilku kart hmmm. na tej grupie chyba każdy rozumie o co mi chodzi hehe, dla niektórych to coś na miarę uzależnienia... a tutaj prezes rady ministrów 40 milionowego państwa sobie trzyma pieniądze na koncie mamusi, mieszka u mamusi, majątku brak (co uważają zwolennicy niektórzy za zaletę pewnie jak i brak konta) jedyne czego się w życiu dorobił to chyba KOT, jak dla mnie to on się nie nadaje na wójta, ale to już będzie NTG Premiera nie cierpię, mam też inne poglądy. Ale dla mnie to może sobie nawet gotówkę zakopać w ogródku.
jak dla mnie jeśli sobie jakiś Jan Kowalski zakopie gotówkę w ogródku czy wytapetuje pokój, czy nie ma i nie miał konta w banku to oczywiście jest ok, i nikomu nic do tego. Ale tutaj mamy PREMIERA kraju w sercu EUROPY, nie szamana z afrykańskiej wioski. W tym przypadku pozwolę sobie to widzieć trochę inaczej. Z jego wpadki się cieszę, tłumaczenie podał żałosne. Równie dobrze można zarzucić, że na wszelki wypadek ukrywa pieniądze u rodziny.
Tutaj się z w pełni zgadzam, żałosne jak wszystkie tłumaczenia tego człowieka i otoczenia. Co na to minister Zbigniew Z. i CBA/CBŚ/AWB/skarbówka (niepotrzebne skreślić)?
oni szukają kwitów na opozycjonistów i innych wrogów, których jest coraz więcej a nie na szefa hehehe. Może to otrzeźwi co niektórych i nie będą już z takim zapałem produkować zakazy, nakazy i przekształcać Polskę w przeregulowane państwo socjalno-policyjne.
obawiam się, że będą.. a nawet mógłbym się założyć... ,, dkz..
|
wystukał(a): Być może mogę zdobyć stare 386SX, 3 MB RAM, 40 MB HDD (= 100 zł - warto?). Zastanawiam się, czy by nie zrobić z niego jakiegoś
Z monitorem za 100zł? To brać! :) terminala, bo w przeciwieństwie do procesora klawiatura i monitor nie są wieloużytkownikowe i wywołują konflikty w rodzinie. Nie znam się jednak, jak się do tego zabierać - mam zerowe doświadczenie w tych sprawach. Z powodu małej ilości pamięci lokalna praca + NFS odpadają z marszu - to musi więc być tylko terminal. Czy lepiej telnet / ssh czy przez jakiegoś RS-a? Zapewne to drugie. Nie mam karty sieciowej.
Ja mam ssh na 386SX/20 + _2_MB RAM i działa :-) Loguję się kilka sekund ale później już jest nieźle. Czego ewentualnie trzeba oprócz kabelka - jak to połączyć? I jaki to ma zasięg? Czy lepiej wykombinować do tego jakiegoś starego Linuxa, czy prościej z DOSa? Z Linuxem byłby pewnie taki kłopot, że trudno go budować współczesnymi narzędziami (glibc pewnie byłby za duży?). Które jądro najlepiej by było okroić? Jeśli z DOSa, to czego użyć?
Ja mam zestawionego SLIP'a, kabel do 15m metrów napewno pójdzie, więcej to loteria, choć widziałem 30m (działający!) kabel null-modem... na 3MB to już będzie extra chodziło jądro 2.0.xx więc nie masz się co przejmować - ja mam kernel 1.2.11 ze smalllinux'a, ale na 2.0.30 też chodził tylko wolniej (musiał sporo swapować) i z tego powodu został stary kernel. Weź tego smalllinux'a i jego przerzuć, dorzuć mu parę bibliotek (ncurses na przykład żeby się dało konfigurację edytować po ludzku :) wrzuć ssh, telnet'a, ftp i co tam jeszcze chcesz i działa! Po bliższe informacje zgłoś się na priv'a... Połączenie po SLIP'ie udało mi się zrobić 57600. 115200 przesyła jeden pakiet na 20sekund nie wiadomo czemu :-((( Pod NC z DOS'a działa na tym kablu 115200 bez problemów - może ktoś wie czemu?
|
Kolejne RFD w temacie zmiany statusu grupy pl.comp.os.freebsd. -----------------RFD--(Request for Discussion)------------------ Nazwa grupy: pl.comp.os.bsd
Krotki opis: Systemy spod znaku daemona.
Opis: Współczesne systemy z rodziny BSD są rozwinięciem wersji Unixa 4.4BSD, stworzonej na University of California, Berkeley. W większości są to systemy darmowe. Do najliczniej używanych zalicza się FreeBSD, NetBSD, OpenBSD oraz Mac OS X.
Przykładowe zagadnienia mieszczące się w tematyce grupy: - administracja systemem; - administracja usługami sieciowymi na systemach BSD; - informacje o błędach oraz sposoby ich eliminowania; - problemy z obsługą nietypowego sprzętu; - wskazywanie literatury i ocena jej wartości merytorycznej.
Zabronione są na grupie: - dyskusje o wyższości jednego systemu nad innym (do tego służy pl.comp.os.advocacy); - dyskusje tematycznie niezwiązane z systemami BSD; - posty zawierające binaria; - wszelkie ogłoszenia; - spam.
Uzasadnienie:
Grupa pl.comp.os.freebsd jest od pewnego czasu grupą, na której poruszane są tematy dotyczące różnych systemów z rodziny BSD, nie tylko FreeBSD. Taki stan rzeczy był już raz bezpośrednią przyczyną narodzin pomysłu zmiany statusu, ale poprzednia propozycja przepadła z powodów formalnych (więcej informacji: http://groups.google.com/groups?hl=en&lr=&ie=UTF-8&selm=slrn9qdtcm.vd... ). Dodatkowo, wśród grupowiczów narastają tendencje do ewentualnego stworzenia kolejnych grup zbliżonych tematycznie, na przykład grupa moderowana. Stąd dobrym pomysłem jest zreorganizowanie pcof tak, by nazwa oraz opis grupy odzwierciedlały stan faktyczny, oraz by były dobre podstawy do ewentualnych przyszłych propozycji podgrup.
Dotychczasowy opis grupy pl.comp.os.freebsd:
FreeBSD jest jednym z wielu uzywanych UNIXow, jednak odroznia go jedna cecha - jest darmowy (podobnie jak Linux i pare innych Free*). Potencjalny czytelnik tejze grupy bedzie mogl na niej znalezc wiele rad i porad dotyczacych tego wspanialego systemu. Bedzie mogl rowniez rozwiazac swoje problemy, a takze dowiedziec sie, gdzie szukac potrzebnych mu materialow. Istniejaca grupa pl.comp.os.unix jest zbyt szeroka i nie nadaje sie do prowadzenia dyskusyji na temat FreeBSD. Tematy zabronione: Spam, ogloszenia komercyjne, wojny pomiedzy uzytkownikami roznych systemow.
Ogloszenie: pl.news.nowe-grupy pl.announce.newgroups pl.comp.os.freebsd pl.comp.os.unix pl.comp.os.linux pl.comp.os.advocacy
Czas trwania: dwa tygodnie -----------------RFD-KONIEC-------------------------
|
Dyskutujemy o zmianie statusu grupy pl.comp.os.freebsd (zmiana nazwy na pl.comp.os.bsd, a co za tym idzie, nowy opis). -----------------RFD--(Request for Discussion)------------------ Nazwa grupy: pl.comp.os.bsd
Krotki opis: Systemy spod znaku daemona.
Opis: Współczesne systemy z rodziny BSD są rozwinięciem wersji Unixa 4.4BSD, stworzonej na University of California, Berkeley. W większości są to systemy darmowe. Do najliczniej używanych zalicza się FreeBSD, NetBSD oraz OpenBSD.
Przykładowe zagadnienia mieszczące się w tematyce grupy: - administracja systemem; - administracja usługami sieciowymi na systemach BSD; - informacje o błędach oraz sposoby ich eliminowania; - problemy z obsługą nietypowego sprzętu; - wskazywanie literatury i ocena jej wartości merytorycznej.
Zabronione są na grupie: - dyskusje o wyższości jednego systemu nad innym (do tego służy pl.comp.os.advocacy); - dyskusje tematycznie niezwiązane z systemami BSD; - posty zawierające binaria; - wszelkie ogłoszenia; - spam.
Uzasadnienie:
Grupa pl.comp.os.freebsd jest od pewnego czasu grupą, na której poruszane są tematy dotyczące różnych systemów z rodziny BSD, nie tylko FreeBSD. Taki stan rzeczy był już raz bezpośrednią przyczyną narodzin pomysłu zmiany statusu, ale poprzednia propozycja przepadła z powodów formalnych (więcej informacji: http://groups.google.com/groups?hl=en&lr=&ie=UTF-8&selm=slrn9qdtcm.vd... ). Dodatkowo, wśród grupowiczów narastają tendencje do ewentualnego stworzenia kolejnych grup zbliżonych tematycznie, na przykład grupa moderowana. Stąd dobrym pomysłem jest zreorganizowanie pcof tak, by nazwa oraz opis grupy odzwierciedlały stan faktyczny, oraz by były dobre podstawy do ewentualnych przyszłych propozycji podgrup.
Dotychczasowy opis grupy pl.comp.os.freebsd:
FreeBSD jest jednym z wielu uzywanych UNIXow, jednak odroznia go jedna cecha - jest darmowy (podobnie jak Linux i pare innych Free*). Potencjalny czytelnik tejze grupy bedzie mogl na niej znalezc wiele rad i porad dotyczacych tego wspanialego systemu. Bedzie mogl rowniez rozwiazac swoje problemy, a takze dowiedziec sie, gdzie szukac potrzebnych mu materialow. Istniejaca grupa pl.comp.os.unix jest zbyt szeroka i nie nadaje sie do prowadzenia dyskusyji na temat FreeBSD. Tematy zabronione: Spam, ogloszenia komercyjne, wojny pomiedzy uzytkownikami roznych systemow.
Ogloszenie: pl.news.nowe-grupy pl.announce.newgroups pl.comp.os.freebsd pl.comp.os.unix pl.comp.os.linux pl.comp.os.advocacy
Czas trwania: dwa tygodnie -----------------RFD-KONIEC-------------------------
|
Użytkownik "Alek" | Jak się ma komputer i się jest "statystycznym (wcale nie przygłupim)" | [chyba jednak przygłupim :(], Przepraszam... czy próbujesz nazwać takiego np. statystycznego profesora (3 fakultetów) przygłupem tylko dlatego, że używając do pracy naukowej komputera i modemu dał się wpędzić w pułapkę 0-700?
HAHA :D Rozumiem, że pisał pracę o pornografi albo szukał crack'ów do programów? Dlaczego osoba będąca (w tym przypadku) lekarzem i filozofem powinna być zobowiązana do posiadania wiedzy na temat: - prawa i regulacji usług telekomunikacyjnych, - technologii teleinformatycznych, - znajomości taryf połaczeń telefonicznych, - dziesiątek innych szczegółów, które w życiu codziennym i zawodowym nie są jej do niczego potrzebne?
Z tego samego powodu dla którego te osoby są zobowiązane do znajmości prawa. Patrz też na analogię z samochodem, którą raczyłeś wyciąć. Czemu uważasz, że każdy oszukany jest przygłupem? Dlatego, że nie zna zawiłości współczesnej techniki telekomunikacyjnej?
Nieznajomość prawa nie powstrzyma zamknięcia Cię, jeśli złamiesz prawo. Ciekawe jak będziesz śpiewał, gdy któregoś pięknego dnia na usługach audiotekstowych oszuka się ktoś z Twojej rodziny?
Kwestia wychowania rodziny :) Jakoś rodzice się na mnie nie skarżą :D, choć korzystałem z modemu przez ponad 2 lata. Nie było problemu. Słowem: Chcieć to móc. Kiedyś także i Ty będziesz miał kilkadziesiąt lat na karku, kiepski wzrok, przytępiony słuch i też klikniesz na TAK. I nie będziesz słyszał pisków modemu tłukącego co kilka sekund impuls. A wzrok polepszy Ci się dopiero podczas czytania rachunku z TPSA... I chyba nie będziesz zadowolony, że musisz płacić 3zł +VAT miesięcznie ze swojej emeryturki tylko dlatego, że nie chcesz mieć nic wspólnego z 0-700... Zastanów się trochę.
Jak będę stary, ślepy to prowadząc samochód rozjadę Cię na przejściu dla pieszych. Nawet się nie zatrzymam, bo moja głuchota nie pozwoli mi usłyszeć twojego ciała obijającego się o maskę. Wybaczysz i usprawiedliwisz mnie? Ty też się zastanów. Alek
|
| Jezeli chodzi o moralna ocene komunizmu, szczegolnie w wydaniu sowieckim, | to pojecie "moralnej oceny" jest nieco nie na temat. Po prostu tego | zagadnienia nie da sie oceniac moralnie. Jeśli chodzi o to o czym rozmawiamy, to chodzi o ocenę konkretnej sytuacji, a nie komunizmu.
Ilja Erenburg byl pisarzem "dyspozycyjnym", pisal, co mu kazali, a przynajmniej oczekiwali. Zreszta kazda tego rodzaju "spontaniczna odezwa" byla tworzona na zamowienie wladz. Tego rodzaju akcje byly starannie skalkulowane i przygotowane. Nie bylo mozliwosci, zeby bylo inaczej.
W tym sensie samego autora i sama sytuacje bylbym sklonny zrozumiec: mieli na niego zestaw srodkow nacisku, od poslania w piach po nieprzyznanie Nagrody Stalina. Wielu calkiem rozsadnych ludzi zeszmacilo sie gorzej.
A o samej istocie komunizmu radzieckiego chyba na tej liscie nie powinno sie rozmawiac?
Zeby bylo na temat: RKKA i NKWD popelnily straszliwe zbrodnie, w zasadzie kwalifikujace do okreslenia tych organizacji jako organizacje zbrodnicze - na wzor SS. Problem lezy w tym, ze nigdy tego oficjalnie nie potepiono, natomiast wspolczesna armia federacji twardo powoluje sie na tradycje RKKA.
Co wrozy jak najgorzej wszelkim miejscom, gdzie Rosjanie trzymaja wojsko. Mamy dzikie szczescie, ze u nas juz ich nie ma.
I w tym temacie nie widze powodow, dla ktorych sprawa gwaltow w Czeczenii mialaby byc wymyslem. Moim zdaniem: jezeli nie sa znane wszystkie okolicznosci, to wylacznie z tego powodu, ze skutecznie przyblokowano ich ujawnienie, a nie dlatego, ze takowe nie zaszly. Nie wiem, co spotkalo omawiana rodzine terrorystki, ale gdyby mezczyzn wykastrowano i oslepiono, zas kobiety masowo gwalcono, byloby to w zgodzie z najlepszymi tradycjami RKKA. I sowieckiej doktryny prawnej.
Powod do zdziwienia bylby taki, ze tych ludzi nic zlego nie spotkalo (wzglednie nie spotka za czas jakis).
| Z prawnego punktu widzenia zastosowano metode: zwyciezca ma zawsze racje, | inaczej nie byloby takiego oskarzenia o zbrodnie, ktore nie byloby | uzasadnione. Zawsze tak było, jest i będzie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, znaczy, że jest albo utopijnym idealistą, albo naiwniakiem.
Twierdzic nie twierdzi. Ale pomarudzic mozna?
|
| Niczego nie udowadnia? Alez to znaczy ze o ile Rosja jest w stanie
| szybko zwiekszyc swoje mozliwosci wynoszenia towaru na orbite, o tyle | Stany nie, bo nie sa w stanie _szybko_ wyprodukowac wiecej wahadlowcow. zapominasz ze amerykanie wynosza na orbite satelity ( przy uzyciu wlasnych rakiet). Bodajze po pierwszej katastrofie wahadlowca, NASA ma zakaz lotow komercyjnych. Troche to inaczej wyglada niz u Rosjan, u nich jak masz kase, to w kosmos polecisz przy pomocy technicznie starenkiego "Sojuza" - "Garbusy" VW tez jezdza.
Sojuz jest cały czas modyfikowany. Piewrsze Sojuzy mają się do tak do Obecnej wersji Sojuz TMA z ciekłokrystalicznym wyświetlaczami i innnym "full wypassem" jak stary garbus do jego w pełni odnowionej produkowanej współcześnie odmiany... | Sprzedaja na eBay'u. Serio.
jako zlom :)
Raczej pamiatke dla pasjoantów dla Amerykanow smierc kosmonautow jest olbrzymim problemem, czy Rosjanie maja taki sam stosunek do smierci swoich ludzi?
Ale dokładnie tak... tylko że birąc po uwagę że ostniatni śmiertelna kastrofa wudazuyła si w 1971 nie muszą tego okazywac :) A teraz male pytanie,
jezeli Amerykanie uznali by ze wysylanie ludzi w kosmos jest dla nich sprawa prestizowo i strategicznie absolutnie podstawowa, w ciagu jakiego czasu zbudowali by sobie flote np 10-ciu wahadlowcow, w ciagu jakiego czeasu mogli by wznowic produkcje rakiet rodziny "Atlas"?
Jak mozna wznawiać cos co jest produkowane ? Dla Rosji Sojuzy, to jedyny
produkt techniki ktory jeszcze sie sprzedaje.
To zadzwoń do M-D ktory handluje miejscami i promuje Rosyjskiego Protona oraz wsadza do Atlsa Rosysyjskie silniki bo oni chyba o tym nie wiedzą... :)
|
Zartujesz... Przy polozeniu naszego panstwa na mapie... To sa po prostu kleszcze...
Niew chodzi mi o neutralnosc wojskowa, ale pewna autonomicznosc. To jest nie poleganie calkowite na sojusznikach, ale pewna wszechstronnosc armii. Oczywiscie z czasem narodowy charakter armii ulegnie oslabieniu (wspolna armia). Jednak na razie nie ryzykopwalbym np. jednostronnego rozwoju wojsk ladowych z nadzieja na parasol lotniczy NATO. Po co wam AWACS ? Poleci taki na srodeczek Polski i co bedzie mial w zasiegu radaru caly kraj... Teoretycznie fajna rzecz. Ale wez pod uwage na co ida pieniadze podatnikow - NASZE pieniadze... Przeciez po co kupowac samoloty do obrony, jak mozna wanne do Belwederu...
Jezeli juz to jakuzi. Ja ostalbym sie na wykorzystaniu starszych Viggenow, a nastepnie przerzucil na Grippeny.
Byla taka koncepcja transakcji wiazanej. Szwedzi do Gripena dozuciliby swe wycofywane Viggeny (W sumie mysl przednia) Bynajmniej nie tylko ze wzgledu na mozliwosci, ale takze ze wzgledow politycznych. Ale podoba mi sie pomysl kupna 16 i 18. Dlaczego ? Proste: nad morzem nie moga latac mysliwce z tylko 1 silnikiem,
Bede polemizowal. Grono znakomitych samolotow morskich mialo i ma jeden silnik (F-8, A-4, A-7, Rodzina Etendart, Harrier, JA-37 i AJ-37 - ktore robia tez za samoloty morskie). Po za silniki wspolczesne (np F-110) sa na tyle niezawodne, ze nie musza byc dublowane) mysliwce ktore zastapia MiG'i 23 nie mowiac juz o 21... A co do 29... Na rzaie zostawic...
Przy pewnych niewielkich modernizasjach (identyfikator i GPS)
Natomiast zastanowilbym sie nad Su-22M4/UM3. Mamy ich znaczna liczbe (cos kolo 60)m i duzy zapas rezusu. Mozna nawet przy lekkiej modernizacji zwiekszyc ich mozliwosci bojowe (cywilny w miare dokladny GPS to 70$) Ciezsze zmiany moglyby dotyczyc wyposarzenia kabiny i SKO. No bo ja wiem ? Block, owszem... Ale nie EuroFighter'a... Za duzo koncernow - duzo problemow z powiazaniami pomiedzy koncernami... Jeden nawala powiedzmy z kadlubem, i juz termin dostawy poszedl sie ..... Fajny jest Rafale...
Normalne trudnosci okresu dzieciecego. W miare rozwoju produkcji takie tarcia powinny zostac usuniete. Co do Rafale to droga impreza biorac pod uwagw mozliwosci bojowe.
Patton
|
:Cześć : Czesc : :Często zapominamy o tym, że ludzie w starożytności byli bardzo religijnii. :Często się wspomina, że starożytność zna tylko dwóch ateistów. Jeden z nich :był grekiem a drugi rzymianinem. :Ludzie nie potrafili wyobraźić sobie życia bez religii a co za tym idzie bez :bogów, którzy kierują losem człowieka. : Byles tam ? Za kilka tysiecy lat, o naszych czasach tez sie bedzie mowic w kategoriach: religijne. Szczegolnie, gdy przyszli badacze natrafia na statystyki koscielne.... : :W starożytności religia i wiara w bogów była czymś bardzo ważnym w życiu :człowieka. :Tak jak już zostało wspomniane faraon był żywym bogiem dla swych poddanych, :który stąpał po ziemi i rządził swoim ludem, który był gotów spełniać jego :zachcianki. : Co nie przeszkadzalo niektorym zyc z okradania grobowcow faraonow-bogow; byl to proceder przekazywany w rodzinach. Cos kiepsko z ta wiara w boskosc... Gdyby rzeczywiscie tak wierzyli, to faraon i jego szczatki bylyby swietoscia nad swietosciami.... I dzis, religia i wiara w bogow jest czyms bardzo waznym w zyciu czlowieka. Brak tylko faraonow...;-))) : :To było głównym czynnikiem, który kazał ludziom pracować ciężko przy budowie :piramid. I nie należy się temu dziwić gdyż mentalność starożytnych różniła :się od naszej. Tak samo jak ludzi żyjących w średniowieczu i dzisiaj nam :współczesnych. : Mentalnosc wiele sie nie zmienila. Istniala wiara w bogow, los, moze faraona, istniala niechec do ciezkiej pracy, istnialy problemy wychowawcze z mlodzieza, przestepstwa itp. Zmienily sie warunki egzystencji. : :A ciekaw także jestem ile według szanownych grupowiczów ma lat najstarsza :piramida schodkowa w egipcie bo jak mówią badania jest starsza od wielkiej :piramidy cheopsa. : Przy datowaniu Wielkiej Piramidy na czasy Cheopsa.... Gdyby zalozyc, jak to niektorzy sugeruja, wiek Wielkiej Piramidy na 10000 lat, to ktora jest starsza ? : :No to na razie. : : :ONE : : pozdrawiam i prosze na strone http://friko2.onet.pl/by/mr_all CZeslaw;-)
|
(...) | Cały czas uważasz, że mi tak zależy na tym wszystkim?... Już | jesteś przegrany!
Przestań człowieku, uspokój się. Nikt nie chce cię skrzywdzić. Już dobrze?
| Nie zależy mi też na krytyce, bo pisanie to dla mnie zabawa, | a nie jakieś credo życiowe. Ja nie siedzę i nie myślę tygodniami
| na papierze, tylko to co na liście, która wkrótce je wykasuje.
Pokaż mi teraz poetę, pokaż mi tych, którymi się zasłaniasz: Norwida, Leśmiana, pokaż mi Bursę i Barańczaka, pokaż mi Różewicza, Mickiewicza, Kochanowskiego, Szekspira, pokaż mi Ginsberga i Wyatta razem z Donnem, Twardowskiego, Szymborską i Bjork, Miłosza i Herberta - pokaż mi jak
chwilą obrażałeś, ale jaką ty masz czelność w ogóle cokolwiek publikować na grupie mającej w nazwie "poezja", jeśli twój stosunek do poezji jest taki jak do dowcipu: opowiedzieć, zaśmiać się, może powtórzyć kumplowi i zapomnieć?
A może ty jesteś impresjonistą?
adaś
Nie bardzo rozumiem, czym miałbym ich obrazić? Z tego co wiadomo, nie mieli żadnych problemów z pisaniem, tylko siadali i pisali. A cóż potrzeba więcej? Trochę się wpierw pobawić. Uważasz, że Mickiewicz, Słowacki mieliby dziś jakieś problemyjako poeci współcześni? Jeżeli, to na tej grupie... Mój stosunek do poezji jest taki, że ja na razie nie piszę wierszy, tylko nimi bawię. Dlatego rozśmiesza mnie ta sytuacja i jej powaga wokół mojej osoby. oto, do czego służą dziś moje wiersze :
Żaden kumpel, nawet rodzina nie ma pojęcia, że piszę, więc tutaj też nie masz racji. Po co mam się chwalić? Na razie nie mam czym i jeszcze nie próbuję mieć. Ale zabawa jest pyszna! Gdyby tak jeszcze zakochać się i mieć natchnienie do pisanie dla Niej sonetów! (nie ma tam Jakiej na grupie?) Lecz i na to przyjdzie czas....
A poetów szanuję bo doskonale ich rozumiem. Mówię o tych co odeszli i o tych co jeszcze żyją. Nie martw się, Tetmajer poradziłby sobie dziś i bez rymów, ale pewnie i tak by z nich nie zrezygnował tak do końca...
Jak można zostawić odłogiem połowę pola? Marny to rolnik i nie doczeka pełnej stodoły...
marco
|
| Pewnie tak z własnej woli przyjechali z kresów w bydlęcych wagonach. nierzadko; była to bardzo często kusząca propozycja. 'Wschód' zawsze był bardzo ubogi w przeciwieństwie do 'zachodu', poza tym jakiekolwiek 'coś' dawało znacznie wieksze sznase na trwanie niż pozostanie nha miejscu ...
Kusząca propozycja? Zostawić wszystko co mieli zabrać trochę gratów i jechać w nieznane? Hehe, to ty dobry jesteś, ja myślę że na decyzje o wyjeździe zadecydowały powstające na kresach kołchozy, wywózki na białe niedźwiedzie, szalejący partyzanci z UPA. Moja matka przyjechała z drugą falą repatriantów, Polacy na kresach byli obywatelami trzeciej kategorii, co bogatsi gospodarze dawno poznikali zabrani przez Ruskich, a wyznacznikiem było np. jeśli miałeś chatę z dwoma kominami przejeżdżali uzbrojeni osobnicy dawali chwile na spakowanie dwóch walizek na rodzinę i tyle ich widziano, później w chacie dobrzy Rosjanie zakładali szkoły. Szkoły polskie to były tylko te na najniższym szczeblu, gimnazja polskie po paru latach poznikały, po prostu super. Nie powiem prócz repatriantów do Gdańska zjeżdżali także Polacy z najbiedniejszych regionów Polski w poszukiwaniu chleba, niestety nie jestem w stanie określić jak procentowo to się rozkładało. oczywiście nie twierdzę ze nie zdarzałuy sie sytuacje o których piszesz, ale oczywiście nie jest to całe znane nam spektrum 'bydlęce wagony' - to taka współczesna klasa druga; nie demonizujmy za bardzo problemu.
Dobrze się czujesz? Jaka klasa druga? Wleź sobie z tłumem innych ludzi do takiego wagonu matołku, i zaznaj tych wygód. Wściec się można na taką ignorancje. Wpakowałbym gościa do takiego wagonu na parę tygodni to by zrozumiał, że to żadna klasa druga. pozdrawiam rew
|
moze to nie byc inne miasto, ale na przyklad inny kraj, dajacy Ci mozliwosci jakich nie masz tutaj (...) i jesli dzieki temu bedziesz mogl wyslac dziecko na lepsze studia czy zmienic kawalerke na dwa pokoje
Problem znany, głównie z USA, gdzie stara polonia, w przeważającej części ludzie bardzo niewykształceni, pochodzący z zapałych wsi, wściekają się, gdy widzą współczesną emigrację młodych, wykształconych Polaków, którym amerykańskie firmy załatwiają lokum, auto, dobrą pracę. No i już polaczka zawiść skręca. Przełożywszy to na nasze podwórko mamy taką sytuację: Jest sobie jakiś niewykształcony młody Warszawiak, z dziada pradziada rodziny robotniczej, mieszkający albo w starym zapadłym pekinie, albo obskurnej wielkiej płycie. Warszawiaka owego nigdzie do roboty sensownej nie przyjmą, bo cóż można robić mając skończoną mechaniczną zawodówkę i zasób dwóch tysięcy słów? Takiego kolesia wściekłość ogarnia na "wieśniaków spod Ostrołęki", którzy robią mu konkurencje, przez co zarabia tak mało nosząc worki cementu na Bartyckiej czy palety z piwem w Leclercu. Jeszcze bardziej wściekają go ci, którzy przyjechali tu lat temu parę, skończyli studia, mają firmy albo wkręcili się na stanowiska i w jeden dzień zarabiają w białej koszuli więcej, niż rodowity przez cały miesiąc się tych worków na nosi.
Z resztą co do przedwojennej Warszawy, to z opowieści babki wiem, że wówczas w kamienicy to się wszyscy cholernie znali, wszyscy wszystko o drugim wiedzieli i panowała chorobliwie purytańska 'dulskość'. Np. niedopuszczalne było, aby panna, nawet dorosła nie wróciła na noc do domu lub wracała nocą, przywożona dorożką przez obcego.
Ja dziękuję za takie klimaty i cieszę się, że na nowych, ładnych osiedlach panuje totalna anonimowość i kosmopolityzm. Nikt nikomu w garki nie zagląda, nie plotkuje na ławce, że sąsiad po nocy z domu wychodzi. Nikt nie pyta natarczywie coś za jeden, skąd pochodzisz itp. Mnie to bardzo odpowiada. :)
|
| O sposobie odbudowy miasta decydowały najwyższe władze z tow. A Roman K. twierdzi, że szary obywatel miał wpływ na wygląd np. Oś. ZŻB, no tylko głupi nie poszedł i nie wyraził opinii, czy też poszedł i opowiedział się za.
Widzę, że masz trudności ze zrozumieniem pewnych zaszłości historycznych. Podam Ci więc przykład współczesny. Niedawno położono kamień węgielny pod budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Poprzedzila ją bardzo szeroka dyskusja. Przedstawiono projekty i dyskutowano o nich zawzięcie. Mogłaś też. Ale jeśli się łudzisz, że Twój głos liczyłby się na równi z głosem prymasa Glempa, to chyba masz przesadne oczekiwania co do efektywności publicznej dyskusji. Jaka jest prawda? Bo Roman K. twierdzi nawet, że w bibliotekach są na to jakieś dokumenty? Komu wierzyć?
A nie lepiej zwrócić się do autorów? Wszystko mam za Ciebie robić? "SKIBNIEWSKA Halina (ur. 1921) żona Zygmunta, architekt i urbanista, prof. Politechniki W-wskiej; specjalistka w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego, kszłtatowania środowiska mieszkalnego, problemów biosocjologii rodziny; gł. realizacje w Warszawie: Oś Saska, gmach GUS, przebudowa Sal Redutowych i Teatru Nar. (wszystkie z R. Guttem), osiedle Sady Żoliborskie, Supersam na Woli, osiedla mieszkaniowe Ogrodowa, Sadyba-Bonifacego, Szwoleżerów, Sadyba-Fosy, Białołęka; dzielnica mieszkaniowa Winogrady w Poznaniu; szkoły, m.in. szkoła środowiskowa na Sadybie w Warszawie, prototypowe przedszkole z elementów drewnianych w Sokółce; autorka licznych opracowań nauk. i studialnych z dziedziny mieszkalnictwa, projektów obiektów dla dzieci, osób starszych i niepełnosprawnych; laureatka licznych nagród (m.in. nagroda państwowa I stopnia, nagroda honorowa SARP); od 1965 poseł na sejm, od 1971 wicemarszałek Sejmu PRL."
Pozdrowienia Roman K.
|
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2802 Pokaż mi swojego dziadka...
Jednym z najważniejszych elementów polityki ministerstwa ma być wychowanie patriotyczne. Ważne jest, by uczyć młodzież szacunku dla tradycji swojej rodziny, miasta, wsi. Niech się szczyci, że miała w rodzinie dziadka powstańca, budowniczego szkoły, uczestnika wojny obronnej w 1939 r., założyciela straży pożarnej bądź teatru w małym miasteczku wymienia min. Seweryński. Założenia słuszne, ale minister milczy, czy dzieci, których rodzice byli budowniczymi socjalizmu , nie znajdą się na marginesie. Ów genetyczny patriotyzm ma podzielić społeczeństwo na tych, którzy mają właściwych i niewłaściwych przodków. Przedstawiał to niedawno poseł Marek Suski: Zapraszamy na listy osoby wywodzące się ze środowisk inteligencji historycznej. Wyjaśnię to tak: jeśli twój dziadek miał dyplom, ojciec miał dyplom, to ty już dyplomu pokazywać nie musisz. Wychowywanie w porządnej rodzinie, gdzie dbano o wartości, gwarantuje przyzwoitość. Jak to w praktyce wygląda, przekonał się podczas kampanii wyborczej Donald Tusk. W IV RP słyszymy też wypowiedzi lidera PiS, że nie należy się spodziewać niczego dobrego po tych, których rodzina ma czerwone korzenie. Czy teraz selekcja zacznie się w szkołach? Nad prawidłowym wychowaniem młodzieży ma czuwać za 11 mln zł rocznie Narodowy Instytut Wychowania. Aby usprawiedliwić powstanie nowej, kosztownej instytucji, resort edukacji przygotował równie ostrą, co niesprawiedliwą ocenę współczesnej młodzieży. W dokumencie MEiN można przeczytać o degradacji wychowania w naszym kraju , zamazywaniu pojęcia dobra i zła , utracie wrażliwości młodego pokolenia na dobro, piękno i prawdę . Jak konkretnie będzie wyglądać praca NIW, jeszcze nie wiadomo, bo w projekcie ustawy znalazły się bardzo enigmatyczne zapisy typu kształtowanie i umacnianie cnót obywatelskich, a zwłaszcza postaw patriotycznych, wyrastających z polskiej tradycji narodowej czy obserwowanie mediów adresowanych do młodzieży. Mam nadzieję, że z czasem, kiedy dojdziemy do uchwalenia ustawy, cele i zadania instytutu staną się bardziej jasne i zrozumiałe bagatelizował w lutym minister Seweryński. Powstanie instytutu krytykuje Sławomir Broniarz, wieloletni szef Związku Nauczycielstwa Polskiego. Według niego oraz zrzeszonych w ZNP pedagogów, większy pożytek przyniosłoby wspieranie już istniejących organizacji, które zajmują się problematyką wychowania. ZNP proponował też, by pieniądze przeznaczone na NIW zainwestować w kształcenie i doskonalenie nauczycieli. Nie podoba się też upolitycznienie instytutu. Wychowanie jest zbyt ważne i zbyt odpowiedzialne, by je powierzyć jednemu ugrupowaniu i by realizować je według jednej formuły. Nieporadności wychowawczej poszczególnych osób, grup, środowisk nie można zastępować dekretami alarmuje prof. Maria Czerepaniak-Walczak z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego. Rzeczniczka ZNP, Lidia Jastrzębska, dodaje: Nauczycielom bardzo zależy na przywróceniu szkole jej dawnej autonomii. Z pewnością daliby sobie radę z problemami wychowawczymi, gdyby tylko dać im pewną swobodę działania. Tymczasem dla niektórych instytut jest sposobem na wyprowadzanie kolejnych kompetencji szkoły gdzieś daleko poza jej mury. Minister Zieliński zapewniał wprawdzie, że instytut miałby się stać idealnym miejscem do prowadzenia dialogu, miałby doradzać, tworzyć nić porozumienia. Ale to na razie mało realne obietnice. Zamieszanie wokół Narodowego Instytutu Wychowania to nic innego niż próba stworzenia nowego przyczółka, nowej instytucji z niezłymi miejscami pracy dla konkretnej gromadki ludzi rozwiewa złudzenia Włodzimierz Paszyński. O tym, że NIW ma służyć tylko dorosłym, przekonani są także uczniowie. Aleksander Pawłowski z Inicjatywy Uczniowskiej i jednocześnie działacz Federacji Anarchistycznej zastanawia się: Czy można wychowywać w duchu patriotycznym poprzez rozpisanie konkursów plastycznych czy oglądanie wystawy w muzeum? Chyba nie tędy droga. Na razie mamy pierwszą jaskółkę patriotycznego wychowania akcję rozśpiewania polskich szkół, której patronuje Narodowe Centrum Kultury (12 mln zł budżetu). Marzeniem Marka Mutora, pomysłodawcy i współautora rządowego programu Patriotyzm jutra , jest usłyszenie młodzieży śpiewającej m.in. Gdy strumyk płynie z wolna i oczywiście kolęd.
|
| Wejdzie na stronę jakiegoś studia, agencji czy innej fabryki. Posiadanie w folio znanych marek to teraz żadna rewelacja, na co drugim sajcie migają dziarsko logotypy Sony, Palmolive, KFC, Philipsy, Skody, i wszystkie duże banki, a kto nie ma ten kiep. Przeglądnijcie też serwisy małych firemek, najczęsciej czuje się, że było to robione po znajomości, lub przez jakiegoś zdolnego nastolatka komputerowca z rodziny. To nie dokońca tak, że tylko u nas kroluje tandeta i bezguście (choć nawarstwienie tegoż jest spore) - ale jakieś ~80 stron na całym świecie - patrząc na obecną estetykę, technologie, ogólne zasady projektowania - to gnioty. Ktoś z Anglii pokazał mi strony, które są najczęściej wlaśnie tam zamawiane - proste, można by rzec lekko toporne i zdziwiłem się - bo sądzilem, ze Anglicy w zakresie grafiki www maja niezly gust i specyficzny smak - a jednak.
Stary, zobacz sobie co sie ogolnie projektuje w londynie :) Poszukaj w polsce szyldu "Fryzjer" z dobrze poskaldanymi literami. Nie chodzi tylko o robienie sajtow, ogolnie o grafike i design. [...]
tym mowilo i udowadnialo - jest jak jest gusta sie wyksztalcaja albo i nie, poki co podkladow kulturowych wbrew pozorom jest malutko.
Chetnie zobaczylbym troche wspolczesnego, dobrego pop artu. Ale jest tego tyle co kot naplakal. [...]
A inna prawda, ktora sie niestety sprawdza w naszym kraju to zasada, ze ten kto krzyczy najglosniej ten ma racje i to sie przenosi na wszystkie inne plaszczyzny.
Popatrz, pan prezes duzej i dobrze prosperujacej firmy kupil sobie aparat cyfrowy: http://www.futuro.pl/_img/_man.gif . A tutaj z okazji otrzymania nagrody teraz polska: http://www.futuro.pl/images/tp_man.gif ... Kumasz o co mi chodzi? :) [...]
pokazal te dwie tablice komus z pracownikow - kazda przez 5 sekund i
oczywiste. Co zrobil klient - i tak zostawil ta swoja tablice, bo konkurencja ma podobna... koniec mozna walic glowa w mur, a mur bedzie stac - beton rządzi w tym kraju.
Wlasnie rownanie do sredniej to IMO jeden z wiekszych problemow tego rynku.Ludzie sie boja wlasnego cienia. [...]
pomyslem, czy nawet przekonywac o podstawach projektowania dla zwyklego wytworcy bułek? Po co... zrobic mu site, zalatwic hosting, wystawic fakture - koniec.
chodzi wlasnie o to, ze producenci bulek coraz zadziej moga sobie tu pozwolic na sajty. [...]
Ja nie widze winy tylko po jednej stronie (klienta, agencji) to jest zlozony i zakręcony mechanizm i działa samoistnie - kręci się to w dziwny sposób i racjonalnie patrząc na to nie wiadomo dlaczego, ale
jednak. Ja juz wiem dlaczego... brak kasy + wychowanie na opakowaniach zastepczych.
[...]
zdrowie Krawiec
|
Serdecznie wszystkich pozdrawiam ! Chcialbym wszystkich zaprosic do odwiedzenia witryny listy dyskusyjnej LEKARZE. Na liste zapisanych jest blisko 90 lekarzy polskich i polonijnych. Od momentu uruchomienia witryny, mniej wiecej dwa miesiace temu, odwiedzilo ja ponad 2500 gosci.
Znajduje sie ona pod adresem URL http://polscy-lekarze.com
Strona zostala ostatnio znacznie rozbudowana.
Doszedl obszerny wykaz linkow do informacji przeznaczonych wylacznie dla pacjentow i ich rodzin. Informacje dostepne w ten sposob sa w pelni "autoryzowane" i przedstawiaja najnowsze postepy wiedzy medycznej.
Zainicjowano dzial "ciekawe przypadki" , w ktorym mieszcza sie fragmenty dyskusji na tematy "fachowe", zwiazane z konkretnymi przypadkami, z jakimi lekarze polscy i polonijni stykaja sie na codzien. Mimo "fachowosci", uwazamy, ze kazdy moze sie wlaczyc w nia. W otwierajacym dzial "przypadku" dyskutujemy na temat krwawienia srodczaszkowego (nierozpoznanego) i problemow, jakie wynikaja z jego analizy, dla organizacji pomocy medycznej. Jak juz wspomnialem odwiedzajacy witryne maja mozliwosc wypowiedziec sie na ten temat.
Dla fachowcow polecamy nowy dzial w naszej kolekcji linkow zatytulowany "evidence based medicine". Wiele procedur medycznych, okazuje sie, kosztuje sporo, ale wnosi niewiele dla stanu zdrowia pacjenta, a takze i dla populacji. Problem wiec, jak wydac posiadane fundusze, aby miec z nich jak najwiecej, staje sie kluczowym dla managerow ochorny zdrowia na calym swiecie. Material dostepny w tym dziale polecamy wszystkim, ktorzy "zawodowo" lub prywatnie zastanawiaja sie nad decyzjami w tym zakresie.
Kolejny dzial linkow poswiecony jest "medycynie alternatywnej". W dziale tym dostepna jest rowniez informacja na temat tego jak wspolczesna "zachodnia" medycyna ocenia obecnie "medycyne alternatywna" ( w tym rowniez medycyne wschodu).
Kolejny, rozbudowywany szybko dzial, nawiazuje do ostatniego protestu polskich lekarzy. Koledzy zapisani na liste zastanawiaja sie, jak wygladaja wynagrodzenia lekarzy za granica. Jakie sa granice "poswiecenia", ktorego mozna oczekiwac od lekarza.
Przy okazji okazuje sie, ze tak czesto powolywana przysiega Hipokratesa, tak naprawde nie jest skladana przez mlodych absolwentow wydzialow lekarskich. Jest to juz obecnie historia, bo od ponad 40 lat lekarze w Polsce, jak i na swiecie wcale jej nie skladaja. W rzeczywistosci lekarze skladaja podpisy pod "Deklaracja genewska" , uchwalona przez Swiatowa Organizacje Zdrowia.
Z gory przepraszamy odwiedzajacych, ze strona nie jest "super" jezeli chodzi o grafike. Celem strony jest przekazanie informacji dla pacjentow/rodzin , a nie zadziwianie HTML . Jak na ponad 2 MB materialow, to mysle, ze choc w czesci nam sie to udalo.
Pozdrawiam i zapraszam
Adam Poradzisz
http://polscy-lekarze.com
|
Użytkownik LdV Do Wojtkaf: Dzięki za wiersz. LdV
Czesc Marcin :) (nie bede go analizowal technicznie ) i nalezy do wybitniejszych wierszy Kaczmarskiego Ma takze w sobie kilka "konstrukcji czy srodkow stylistycznych" , ktore St. Barańczak nazywa z angielska "wit". Jest to rodzaj kontrastu i jednoczesnie pointy oraz gry slow np " jedno mnie martwi chociaz ciesze sie ze zyje komu za taką radość podziękować mam" - (tez z Kaczmarskiego, lecz z innego wiersza ) Tego typu urocze zabawy gęsto stosowal np. John Donne , a J.K . uzywa tego srodka w sposob naturalny i to swiadczy o jego klasie . W "Rublowie" tez jest kilka takich miejsc np. "i stałem przed ściana co byla tak biała jak tego co stawial ją twarz oślepiona od łez nim sie stała czerwona" Herbert takze kilkakrotnie stworzyl podobne konstrukcje logiczne i jak zwykle zaklął je w nienagannym rytmie.
Ale zastanowilem sie dlaczego chodzil od wczoraj za mna ten wiersz, w ktorym jest przeciez tak magicznie opisana tragiczna rosyjska dusza i historia , bo sa elemetny bajki jak w "Koniku Garbusku" i okrutny cień rosyjskiej tradycji samodierżstwa :
"w tej ziemi co ludziom nie skąpi pogardy najlepsza jest glina do formy na dzwony w ich brzmieniu z tej gliny ucieram dzis farby do mojej ikony... "
Ktos , nie pamietam juz kto, powiedzial kiedys o Rosji ze "Bog stworzyl ją tylko po to by dac przykład innym narodom jak nie nalezy żyć" to smutna prawda, i to ciagle dostojewiczowskie "branie cierpienia na siebie ".
Wiec bylo tak. Kiedy jechalem na urlop w Tatry , w CNN przeczytalem informacje ze uszkodzony "Kursk" lezy na 108 metrach , mają kontakt , jest tam 118 ludzi. Co to jest 108 metrow ? - myslalem , po prostu nic . Tylko 11 atmosfer , przy wspolczesnej technice żaden problem , sa ludzie, ktorzy na bezdechu schodzą 120 metrow pod wodę. Wiec uwazalem, nie miałem watpliwosci, ze ci ludzie beda uratowani, - tak to wygladało z komunikatow. I pojechalem sobie w gory - nie myslalem o tym wiecej ani razu, w ogole. Wracam i slysze ze nikt nie zyje . To byl dla mnie szok. Wiesz , czasami słyszy sie informację : rozbil sie Boeing 776 , zginelo 200 osob. I wtedy myslisz "tragedia ale stalo sie koniec , szlus." A z Kurskiem bylo inaczej , wedlug pierwszych komunikatow to byla niewinna awaria . I okazuje sie ze to wszystko od poczatku to byl kit , ze liczy sie kawalek złomu i ochrona jakiejś 'super waznej dla narodu techonologii' , ze wprost utrudniano dotarcie Norwegów do Kurska, ze nie bylo pospiechu - po prostu tak jak zwykle - ruski model , nawet brak pozorow - "na ciałach stu tysiecy chlopow wbic sto tysiecy pali" a miasto na bagnie i tak bedzie. Ta obrzydliwa lekkosc z jaka tradycja rosyjskiej wladzy szasta ludzkim życiem , klamstwo , manipulacja rodzinami i jakiś rodzaj niewolniczej slepoty i bezradego, pogodzonego z losem rozszczepienia miedzy czlowiekiem-obywatelem a samodierzcą , ktory nigdy nie jest winien i nie odopwiada przed nikim .
to sie zdarzylo w PRLu : budowano statek i wybuchl pozar, mozna bylo gasic , lecz byloby to zbyt drogie , po prostu zdławiono ogien zaspawujac kadlub statku - odcinajac powietrze. Bo oczywiscie nalezalo zrealizowac plan kosztow. Pozar zdlawiono z ludzmi , stukali przez kilka godzin od srodka mlotami , bylo ich slychac . Chyba dlatego wczoraj chodzil za mna wiersz Rublow Kaczmarskiego .
Wojtek
|
Hej Witam wszystkich. Zastanawiam się od pewnego czasu jaka jest różnica pomiędzy działami gwintowanymi i gładkolufowymi. Podejrzewam że jest to związane z prędkością początkową pocisku, zasięgiem itp. Czy jestem na dobrym tropie? Będę wdzięczny za pomoc.
Problem dotyczy w pierwszym rzedzie armat czołgowych. To sa potężne dziala o bardzo wysokim cisnieniu max. i bardzo wysokiej prredkosci poczatkowej pocisku i zazwyczaj konstruuje sie je jako gladkolufowe - gwint za szybko by sie scierał. Poza tym podstawowa stosowana wspolczesnie amunicja ppanc. to pociski podkalibrowe o bardzo dluzym wydłuzeniu, ostatnio nawet 20-30:1. Tak dlugi pocisk nie moze byc stabilizowany obrotowo, tylko lotkami (brzechwami), ruch wirowy wrecz w tym przeszkadza. Uzywa sie tez pociskow kumulacyjnych - ruch wirowy obniza ich skutecznosc, rozpraszając strumien kumulacyjny, wiec to jest kolejny argument za gladką lufą. Pociski o stabilizacji brzechwowej sa nieco mniej celne od tych wirujących, bardziej podatne na boczny wiatr. Jednakze czolgi walcza na takich odleglosciach na ktorych czas lotu pocisku jest na tyle krótki ze nie ma to duzego znaczenia. "Nadrabiają" też zaawansowanymi systemami kierowania ogniem pozwalającymi np. automatycznie okreslic sile owego wiatru i wprowadzic na to poprawkę. Oczywiscie nie ma rzeczy nie do przeskoczenia dla wspolczesnej technologii. Pociski podkalibrowe i kumulacyjne mozna skonstruowac jako bezwirowe i z powodzeniem wystrzeliwac z dzial gwintowanych z niewiele gorszym efektem. Stosując drogie i zaawansowane technologie obrobki luf mozna zapobiec w pewnym stopniu temu szybkiemu zuzywaniu. Brytyjczycy tradycyjnie uzbrajają swoje czolgi w gwintowane działa. Jedna z najpopularniejszych do niedawna armat czolgowych a i dzisiaj bardzo czesto spotykana w lekkich wozach bojowych, brytyjska armata L7 kal. 105 mm (i jej rozliczne klony i wersje rozwojowe, produkowane na calym swiecie) jest wlasnie dzialem gwintowanym. Zywotnosc jej lufy (dokladniej jej amertkanskiej odmiany, M68) we wczesnych wersjach wynosila zaledwie 100 strzalow pociskiem podkalibrowym i 125 - kumulacyjnym (czy moze burzacym-plastyczym). Po zastosowaniu lufy wykonanej w technologii samowzmocnienia i nowoczesnych gatunkow prochu przedluzono te zywotnosc do odp. 400 i 1000 strz. Jednak wiekszosc armii uwaza ze nie ma sensu az tak sie wysilac i robi dziala gladkolufowe po prostu. W tej chwili wiekszosc czolgow na Zachodzie uzbrojona jest w 120 mm armaty gladkolufowe - klony niemieckiej armaty Rheinmetall z czolgu Leopard 2. Wlasne armaty 120 mm gladkolufowe, zgodne jednak z tym samym standardem zbudowali Francuzi.Tylko Brytyjczycy uzywają gwintowanych 120-tek. Rosja i kraje dawnego bloku komunistycznego wykorzystuja glownie czolgi z rodziny T-72 z gladkolufową armata 125 mm.
|
Dnia 12-12-2003 10:43, Pan/Pani Karolina Matuszewska nawrotal: I tutaj musze Ci niestety powiedziec, ze nie piszesz jak jest, a jak mogloby byc.
Po prostu patrzysz oczami lewackiego polityka (bez urazy), a ja beznamietnie konstatuje fakty.
Obawiam sie, ze w swoich rozwazaniach pominales spora czesc wspolczesnego swiata - Azje Srodkowa, Afryke i Ameryke Poludniowa, gdzie glod jest zjawiskiem masowym i permanentnym.
- wiekszosc ludzi. Wiekszosc, znaczy wiekszosc. Podaje sie, ze problem glodu dotyczy miliarda ludzi. Czyli 1/6 populacji. To jest mniejszosc. Z punktu widzenia jak to okreslilem "lewackiego polityka", albo nawet - po prostu - ludzkiego, miliard ludzi to duzo. Ale jest to naprawde malo w porownaniu z sytuacja innych populacji w ktorych WIEKSZOSC osobnikow jest przynajmniej okresowo zagrozona glodem.
szczegolnosci nie dotyczy panstw cywilizowanych. Bo w tych krajach frakcja ludzi niedozywionych jest wrecz znikoma, a gdyby nie liczyc modelek i tancerek to bylaby jeszcze mniejsza. Nie mowie przeciez w kategoriach absolutnych, ze glodu NIE MA. Chodzi o to, ze PRAWIE NIEMA.
Wiecej - do szpitali w Polsce (to uchodzi za kraj cywilizowany?) nieustannie trafiaja dzieci skrajnie wycienczone z podowu braku wyzywienia i z powaznymi wadami rozwojowymi na skutek niskiej jakosci pozywienia, jakie do nich trafia.
Zgadza sie. Tylko ile ich jest? Zawsze mozna znalezc jakis ogon rozkladu. Kilku ludzi niedozywionych, w generalnie przekarmionym spoleczenstwie w ktorym wiekszym problemem jest otylosc niz glod...
Z punktu widzenia rozwazan o sobowtorach: szanse, ze w cywilizowanym kraju, rozdzieleniu blizniak jednojajowy trafi do miejsca, rodziny, w ktorej realnie bedzie mu grozilo niedozywienie - sa bardzo niskie.
I drugi list:
Powiem tak - mam wrazenie, ze tak jak kiedys ludzie w ogole nie wiedzieli o istnieniu genow, tak teraz wszystko chca nimi tlumaczyc. IMHO - nie da sie.
A ja mam wrazenie, ze kontrowersje zazwyczaj wynikaja z przyczyn pozamerytorycznych. Jasne jest, ze organizm ksztaltuja rozne czynniki zewnetrzne. Piszesz o tym, ze w kwestii sobowtorow liczy sie wyglad, sylwetka itd. I owszem. Rzecz w tym, ze to wszystko moze zalezec w DUZO WIEKSZYM stopniu od genow, niz Ci sie wydaje. Chcialem pokazac co sie stanie jesli z rozwazan wyeliminujemy sytuacje ekstremalne w cywilizowanym swiecie, takie jak np. niedozywienie, czy wypadek. Wtedy zarowno sylwetka, wyglad jak i nawet tusza, ktora jest zmienna w ciagu zycia - moga byc pod bardzo duza kontrola genow. Posrednio i bezposrednio.
Wezmy inna - hipotetyczna - historie - dwoch blizniakow, w wieku lat 20 nie do odroznienia. Jeden zamieszkal na Gornym Slasku, palil 20 papierosow dziennie, naduzywal alkoholu, prowadzil siedzacy tryb zycia, zyl w pospiechu i duzym stresie. Drugi zamieszkal w Bieszczadach, prowadzil aktywny tryb zycia na swiezym powietrzu, wolny od nalogow itp.
Widzisz, wlasnie o to chodzi. Znowu Tworzysz fikcyjny przyklad i do glowy Ci nie chce przyjsc, ze to, czy czlowiek prowadzi siedzacy czy aktywny tryb zycia moze zalezec rowniez od genow! Podatnosc na nalogi rowniez. Dlatego po przyjeciu BLEDNEGO zalozenia, ze osoby identyczne genetycznie zachowuja sie w tak rozny sposob, otrzymujesz BLEDNY wniosek.
W okolicach 40 nie beda juz identyczni, prawda? Obstawialabym, ze pierwszy bedzie wygladal oczywiscie podobnie, ale na znacznie starszego, tak? A mowa tu o wplywie srodowiska na doroslych, uksztaltowanych ludzi. A gdyby tak rozdzielic rodzenstwo w wieku lat 15, 10, 5 i 1 roku?
Obserwacje blizniat rozdzielonych w dziecinstwie prowadzono w ramach bodaj "projektu 2000". Wystarczy zajrzec do wynikow. Tyle, ze o ile wiem - wiekszosc mierzonych parametrow u tych rozdzielonych blizniat miala bardzo wysoka korelacje. DUZO wyzsza niz u niespokrewnionych dzieci wychowywanych w identycznych warunkach (w jednej rodzinie).
I to jest dalej generalnie caly czas ten sam blad logiczny ktory w poprzednim liscie okreslilem jako "mowienie o tym co mogloby byc a nie jest": faktem jest, ze osoby identyczne genetycznie mozna by poprzez naciski srodowiskowe uksztaltowac zupelnie inaczej. Moglyby miec inny wyglad i wiele roznych cech. Jednak bez intencjonalnej ingerencji eksperymentatora taki obrot spraw we wspolczesnym spoleczenstwie jest malo prawdopodobny. Oczywiscie nie dotyczy to metod wychowania i roznych tego typu czynnikow mogacych wplywac glownie na psychike blizniat... tyle ze o ile wiem, wyniki wspomnianych powyzej badan pokazuja, ze te czynniki maja dosc maly wplyw na czlowieka, w dodatku - malejacy wraz z wiekiem (to znaczy, ze osoby identyczne genetycznie, wychowane oddzielnie, roznia sie od siebie bardziej w wieku lat 15 niz 30).
pozdrawiam Pawel Poreba
|
"Pawel Jaloszynski"
Czesc, Konrad ma racje, popelniasz blad porownujac do siebie dwa przypadki nalezace do jednego z modeli, ktore wymieniles.
Popełniłem najwyraźniej błąd używając terminów raczej jednoznacznie kojarzących się ze skrajnościami, podczas gdy mi chodziło o raczej subtelne różnice, a konkretnie - o zmiany idące jednocześnie w przeciwstawnych i wzajemnie wykluczających się kierunkach. Po zwerbalizowaniu problemudostrzegam też i inne błędy: 1. założenie, że szympansy maja niski potencjał rozrodczy. Środowiska, które zamieszkują w naturze, raczej nie obfitują w składniki pokarmowe, a w warunkach sztucznych nie pozwala im się na nieograniczone rozmnażanie. Nie sposób powiedzieć, czy szympansica nie byłaby w stanie urodzić kilkunastu szympansiątek w ciągu całego życia, gdyby ją na to było stać. 2. założenie, że przodkowie homo sapiens przed milionami lat byli wyposażenie we wszystkie atrybuty, łącznie z rozrodczością. Bzdura, tempo dojrzewania nie zmieniało się przez miliony lat. Jeszcze neandertalskie dzieci dojrzewały w tym samym tempie, co australopiteki i małpy. 3. założenie, że to praludzie wyszli na sawannę. A może to pragoryle i praszympansy weszły do lasu? Gatunek Ardipithecus ramidus, który podejrzewa się o danie początku linii prowadzącej do współczesnych szympansów, choć żył w lesie, był bardziej podobny do współczesnego człowieka niż do szympansa. To by oznaczało, że praszympansy same się wpakowały w środowisko może bezpieczniejsze, ale znacznie ograniczające rozrodczość z racji tego, że o wiele większy procent biomasy stanowi w lesie niestrawna celuloza. Ale tu już wkraczam na zbyt niepewny grunt. 4. założenie, że zmiany w rozbieżnych kierunkach postępowały symultanicznie. Wcale tak nie musiało być, jeżeli gatunek zdobywał nową nisze, co dawało mu nowe możliwości rozwoju, przy zachowaniu starych. Może też tempo wydawania kolejnych dzieci, nawet to potencjalne, nie zmieniło się, a to, że ludzie potrafią mieć dzieci więcej niż inne człekokształtne, wynika po prostu z tego, że wydłużył się czas życia. A to ostatnie stało się możliwe po usprawnieniu eksploatacji środowiska i przyjęciu trybu życia, który nie prowokował nagłej śmierci. (neandertalskie szkielety, na przykład, charakteryzowały podobne złamania, co szkielety współczesnych zawodników na rodeo).
Po przemyśleniu - faktycznie może to być ta sama strategia - a różnice początek maja w zasiedlonym aktualnie środowisku.
Coś jeszcze przyszło mi do głowy. Czy ma sens hipoteza, że spowolnienie tempa rozwoju osobniczego, jakie obecnie charakteryzuje Homo sapiens, mogło mieć przyczynę w konieczności zniechęcenia młodocianych osobników do zakładania własnych rodzin i większego łożenia w wychowanie rodzeństwa? tzn., wyobrażam sobie, że hordy, w których żyły wolniej dojrzewające dziecin nie musiały mieć mniejszego potencjału obronnego w porównaniu z hordami, w których dzieci dojrzewały szybciej, bo mniej w nich było walk pomiędzy dorosłymi mężczyznami o dominację i rzadziej dochodziło do rozpadu hordy. Nie mówiąc już o tym, że mniejszy osobnik mniej je, a przy tym może nie jest silny, ale precyzyjniejszy (przydaje się to przy wyrobie narzędzi).
Mefisto
|
Etyka zawodowa informatyka. Dopisek.
----
- rewolucja przemysłowa nastapiła w 19 wieku i skończyła się w 20, w 20 wieku zaczęła się rewolucja informacyjna ludzie związani z komputerami są współczesną awangardą - wyznaczają przyszłe oblicze świata dlatego są na nich wywierane tak silne naciski ze strony zła - ono chce ich zawłaszczyć, podobnie jak zawłaszczało przemysł byc informatykiem to wielka nadzieja i wielka odpowiedzialność nasze wachanie kim zostać...
- tacy zwykli macherzy nie maja nic do powiedzenia polityka i biznes sie liczy a nie technologia
- zatem nie można być tylko macherem konspekt wykładu polityka dla informatyków: budować cywilizację, nabierać znaczenia, obserwować jeśli coś zacznie się psuć - zabrać głos
- jaka my tam cywilizacje budujemy? w polsce? w polsce sie o chleb walczy i jestesmy 100 lat za murzynami swiat to teraz USA i Chiny dalej sa japonia,czesc azji, europa zach.
- psucie się: obligatoryjny identyfikator elektroniczny w ręce bądź identyfikator plus interfejs mózg-maszyna jeśli pojawią się sygnały tego, to wtedy informatycy mogą mieć dużo do powiedzenia polska jest jedym z wielu krajów bynajmniej nie najważniejszym w zestawieniu z tą sprawą, jaką są losy całego świata - expendable póki nic się nie psuje, można spokojnie się uczyć, programować, pracować, zakładać rodziny, działać społecznie, itd mam nadzieję, że jeszcze tak długo będzize to jest najważniejsza kwestia w etyce informatyka jest jakby strażnikiem - póki na świecie jest normalnie, nie ma innych zadań poza pracą jeśli coś się zacznie psuć - wtedy okaże się kim jest naprawdę oby żaden z nas, co teraż żyjemy, nie musiał byc poddany takiej próbie - to jest rzeczywistość ta, której się boimy, i wobec której jesteśmy niezdecydowani to jest to, co podświadomie czujemy i co nas wstrzymuje, żeby się w pełni poświęcić nie wyjaśnione sprawy, o których mówi Ci tylko niezrozumiały głos sumienia ja tylko ten głos czynię teraz bardziej zrozumiałym wybór jest twój nie przesadzam, ale mam nadzieję, że będzie dobrze bo jak nie będzie, to... lepiej się modlić, żeby było dobrze tak sądzę i tak chcę
- jeden informatyk niewiele moze
(natchnienie od Boga, żałosna patetyczność ode mnie) (bo takie natchnienie można wyrazić bardziej strawnie - ale niestety nie jestem literatem) to te myśli to wynik roku przeglądania internetu (1999) oraz wielu wcześniejszych przemyśleń i moich ciężkich rozterek) (chciałbym, aby jak najwięcej informatyków potafiło tak na to spojrzeć jak ja) (- bez udawania, że problemu nie ma, ale też bez lęku, i zdecydowanie) ( i łagodnie ) krótko mówiąc asertywnie (stanowczo, łagodnie, bez lęku - czytałem taką książkę o asertywności kiedyś) bo najbardziej typowa reakcja to zaprzeczanie poza tym, wiesz, jak cenny może być taki pracownik, to potrafi skomentować mądrze antyglobalistyczne obawy ?
- ja niewidze misji przed informatykami
- tak, bo teraz misji nie ma teraz jest tylko obserwacja, warta jakby bycie strażnikiem mam nadzieję, że jeszcze wiele setek lat misją informatyków będzie tylko bycie strażnikiem ale wierzę też, że kiedyś nastąpi taki czas, że informatyk będzie musiał być partyzantem na straconej placówce wierzę w to, bo jestem chrześcijaninem
- aa, w takiej perspektywie - setek lat - to nabiera sensu
- no bo po to jest taka rola - żeby to setki lat jeszcze trwało, a nie kilkadziesiąt
----
Pozdrawiam Tomasz Kwiecień http://tomasz.kwiecien.prv.pl
|
Cześć !!! Ikar". Chciałem się was zapytać co o nim sądzicie oraz czy widzicie jakieś błędy? Z góry thx i pozdrawiam oczywiście :P Cechy, które najbardziej cenię u ludzi to odwaga i pasja. Tymi cechami odznaczał się mitologiczny Ikar, taki był też Waldemar Milewicz. Obaj byli pasjonatami, którzy dla spełnienia marzeń poświęcili wartość najwyższą - życie. I dlatego właśnie uważam Waldemara Milewicza za mojego współczesnego Ikara.
Waldemara Milewicza podziwiano za odwagę. Bośnia, Kosowo, Czeczenia - pojawiał się wszędzie tam, gdzie wybuchały wojny i konflikty. Z wykształcenia psycholog, korespondent wojenny z powołania, podczas swojej pracy niemal codziennie spotykał się ze śmiercią i cierpieniem. Ryzykował życie, aby pokazać nam jak dziwny jest ten świat. Niejednokrotnie zdarzało mu się docierać w miejsca, gdzie inni dziennikarze bali się zapuszczać. Twierdził, że nigdy nie myśli o zagrożeniu, bo jak mawiał "zginąć można nawet w Warszawie, na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej".
Waldemar Milewicz gdy pytano się go, czemu wciąż ryzykuje odpowiadał - "coś za coś". Uprawiał jeden z najciekawszych gatunków dziennikarstwa, więc musiał zapłacić za to jakąś cenę. Ponad ryzyko przekładał jednak pracę, swoją życiową pasję. Po 13 latach korespondowania, mógłby już przejść na dziennikarską emeryturę, jednak on nie potrafił usiedzieć w miejscu. Redakcyjne zebrania zwyczajnie go nudziły i dopiero gdy stawał przed kamerą, gdzieś na linii frontu, czuł się sobą. Nikt tak jak on nie potrafił nam pokazać okrucieństwa wojen i tragedii zwykłych ludzi, z dala od wielkiej polityki. I choć żartowano, że z przemarszu wiewiórek potrafi zrobić III wojnę światową, to właśnie za to kochaliśmy jego relacje. Za to, że zawsze pod skórzaną kurtką czuć było serce zwykłego człowieka. To sprawiało, że jego korespondencje były wyjątkowe, bo jak mawiał - "Każdy, kto chce coś dobrze robić, musi angażować w to serce".
Waldemar Milewicz miał problemy z kręgosłupem, groził mu zawał serca. Mściły się na nim lata niewygód, godziny spędzone w samolotach i podróże jakimiś gruchotami po najgorszych wertepach. On jednak bagatelizował dolegliwości, nie dopuszczał do siebie myśli o emeryturze. To ciągłe narażanie się, było powodem rozpadu jego rodziny. Mój współczesny Ikar poświęcił zdrowie, małżeństwo, a w końcu i życie swej największej pasji - dziennikarstwu.
Waldemar Milewicz poświęcił wszystko, aby zrealizować swoje marzenia. Jego największą pasję była praca i dla niej właśnie ryzykował. Pozwalała nam lepiej zrozumieć los ludzi uwikłanych w konflikty. I sam stał się ofiarą jednego z konfliktów. Konfliktu, którego Ikar nie mógł wygrać.
Bartek B********
|
Cześć !!! współczesny Ikar". Chciałem się was zapytać co o nim sądzicie oraz czy widzicie jakieś błędy? Z góry thx i pozdrawiam oczywiście :P Cechy, które najbardziej cenię u ludzi to odwaga i pasja. Tymi cechami odznaczał się mitologiczny Ikar, taki był też Waldemar Milewicz. Obaj byli pasjonatami, którzy dla spełnienia marzeń poświęcili wartość najwyższą - życie. I dlatego właśnie uważam Waldemara Milewicza za mojego współczesnego Ikara.
Waldemara Milewicza podziwiano za odwagę. Bośnia, Kosowo, Czeczenia - pojawiał się wszędzie tam, gdzie wybuchały wojny i konflikty. Z wykształcenia psycholog, korespondent wojenny z powołania, podczas swojej pracy niemal codziennie spotykał się ze śmiercią i cierpieniem. Ryzykował życie, aby pokazać nam jak dziwny jest ten świat. Niejednokrotnie zdarzało mu się docierać w miejsca, gdzie inni dziennikarze bali się zapuszczać. Twierdził, że nigdy nie myśli o zagrożeniu, bo jak mawiał "zginąć można nawet w Warszawie, na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej".
Waldemar Milewicz gdy pytano się go, czemu wciąż ryzykuje odpowiadał - "coś za coś". Uprawiał jeden z najciekawszych gatunków dziennikarstwa, więc musiał zapłacić za to jakąś cenę. Ponad ryzyko przekładał jednak pracę, swoją życiową pasję. Po 13 latach korespondowania, mógłby już przejść na dziennikarską emeryturę, jednak on nie potrafił usiedzieć w miejscu. Redakcyjne zebrania zwyczajnie go nudziły i dopiero gdy stawał przed kamerą, gdzieś na linii frontu, czuł się sobą. Nikt tak jak on nie potrafił nam pokazać okrucieństwa wojen i tragedii zwykłych ludzi, z dala od wielkiej polityki. I choć żartowano, że z przemarszu wiewiórek potrafi zrobić III wojnę światową, to właśnie za to kochaliśmy jego relacje. Za to, że zawsze pod skórzaną kurtką czuć było serce zwykłego człowieka. To sprawiało, że jego korespondencje były wyjątkowe, bo jak mawiał - "Każdy, kto chce coś dobrze robić, musi angażować w to serce".
Waldemar Milewicz miał problemy z kręgosłupem, groził mu zawał serca. Mściły się na nim lata niewygód, godziny spędzone w samolotach i podróże jakimiś gruchotami po najgorszych wertepach. On jednak bagatelizował dolegliwości, nie dopuszczał do siebie myśli o emeryturze. To ciągłe narażanie się, było powodem rozpadu jego rodziny. Mój współczesny Ikar poświęcił zdrowie, małżeństwo, a w końcu i życie swej największej pasji - dziennikarstwu.
Waldemar Milewicz poświęcił wszystko, aby zrealizować swoje marzenia. Jego największą pasję była praca i dla niej właśnie ryzykował. Pozwalała nam lepiej zrozumieć los ludzi uwikłanych w konflikty. I sam stał się ofiarą jednego z konfliktów. Konfliktu, którego Ikar nie mógł wygrać.
Bartek B********
To smutne, że w XXI wieku są konflikty zbrojne w których giną ludzie. Smutne, że na czyjejś śmierci ktoś zarabia. Smutne, że dorabia się do czyjejś tragedii otoczkę niezdrowej sensacjii... niech umarli odpoczywają w pokoju... Edward Robak
|
Cześć !!! współczesnyIkar". Chciałem się was zapytać co o nim sądzicie oraz czy widzicie jakieś błędy? Z góry thx i pozdrawiam oczywiście :P Cechy, które najbardziej cenię u ludzi to odwaga i pasja. Tymi cechami odznaczał się mitologiczny Ikar, taki był też Waldemar Milewicz. Obaj byli pasjonatami, którzy dla spełnienia marzeń poświęcili wartość najwyższą - życie. I dlatego właśnie uważam Waldemara Milewicza za mojego współczesnego Ikara.
Waldemara Milewicza podziwiano za odwagę. Bośnia, Kosowo, Czeczenia - pojawiał się wszędzie tam, gdzie wybuchały wojny i konflikty. Z wykształcenia psycholog, korespondent wojenny z powołania, podczas swojej pracy niemal codziennie spotykał się ze śmiercią i cierpieniem. Ryzykował życie, aby pokazać nam jak dziwny jest ten świat. Niejednokrotnie zdarzało mu się docierać w miejsca, gdzie inni dziennikarze bali się zapuszczać. Twierdził, że nigdy nie myśli o zagrożeniu, bo jak mawiał "zginąć można nawet w Warszawie, na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej".
Waldemar Milewicz gdy pytano się go, czemu wciąż ryzykuje odpowiadał -
"coś Tu masz błęda interpunkcyjnego, przed "gdy" powinien być przecineki i przed "odpowiadał" też.
za coś". Uprawiał jeden z najciekawszych gatunków dziennikarstwa, więc musiał zapłacić za to jakąś cenę. Ponad ryzyko przekładał jednak pracę, swoją życiową pasję. Po 13 latach korespondowania, mógłby już przejść na dziennikarską emeryturę, jednak on nie potrafił usiedzieć w miejscu. Redakcyjne zebrania zwyczajnie go nudziły i dopiero gdy stawał przed
kamerą, Przed "gdy " powinien być przecinek
gdzieś na linii frontu, czuł się sobą. Nikt tak jak on nie potrafił nam pokazać okrucieństwa wojen i tragedii zwykłych ludzi, z dala od wielkiej polityki. I choć żartowano, że z przemarszu wiewiórek potrafi zrobić III wojnę światową, to właśnie za to kochaliśmy jego relacje. Za to, że zawsze pod skórzaną kurtką czuć było serce zwykłego człowieka. To sprawiało, że jego korespondencje były wyjątkowe, bo jak mawiał - "Każdy, kto chce coś dobrze robić, musi angażować w to serce". Waldemar Milewicz miał problemy z kręgosłupem, groził mu zawał serca. Mściły się na nim lata niewygód, godziny spędzone w samolotach i podróże jakimiś gruchotami po najgorszych wertepach. On jednak bagatelizował dolegliwości, nie dopuszczał do siebie myśli o emeryturze. To ciągłe narażanie się, było powodem rozpadu jego rodziny. Mój współczesny Ikar poświęcił zdrowie, małżeństwo, a w końcu i życie swej największej pasji - dziennikarstwu.
Waldemar Milewicz poświęcił wszystko, aby zrealizować swoje marzenia. Jego największą pasję była praca i dla niej właśnie ryzykował. Pozwalała nam lepiej zrozumieć los ludzi uwikłanych w konflikty. I sam stał się ofiarą jednego z konfliktów. Konfliktu, którego Ikar nie mógł wygrać.
Bartek B********
Podobało mi się. Zdrowia Kowdlar
|
Ciesze sie z Panskiej odpowiedzi, Panie Adams. Oczywiscie zgadzam sie z Panem - trzeba wspolczesnemu czlowiekowi wolnosci od zla tego swiata. Jednak trzeba sie zastanowic co jest tym zlem, z czym tak naprawde walczymy. Zauwazmy, ze nigdy nie chcemy robic sobie zle... Czlowiek jest przeciez istota, ktora ma gleboka potrzebe poczucia szczescia. Chce dobrze dla siebie. Ale niestety, w wielu przypadkach dzialania majace na celu polepszenie sobie zycia prowadza w slepa uliczke. Wynika to z krotkowzrocznosci. Z wiary w bledne schematy mowiace jak latwo i dobrze zyc. Ludzie wierza w to, bo chca w to wierzyc, bo sa leniwi, bo poswiecaja wiecej uwagi na gonieniu zycia... A zycie to jest jak cien, ktory mamy przed soba - jak szybko bysmy nie biegli, to cien i tak bedzie przed nami...
Jakiej moralnosci uczona jest mlodziez? Wychowawcy bardzo czesto kreuja zasady postepowania w miare popelniania jakichs bledow. Czynia to aby ukryc swa niedoskonalosc. Ale nie widza, ze sa autorytetem doputy, dopuki mlody czlowiek nie odkryje calej tej obludy... I wtedy dopiero dziecko staje przed problemem: co tak naprawde jest dobre, a co zle? Kto udziela odpowiedzi na to pytanie? W pierwszej kolejnosci srodowisko szkolne (podworkowe). A znamy prawa tam panujace (w wiekszosci przypadkow prawo dzungli). W drugiej kolejnosci srodki masowego przekazu (szczegolnie telewizja i radio - mniej prasa i internet). Tu juz jest mniej zla, ale tez jest!
Pyta Pan, Panie Adams gdzie lezy przyczyna takiego stanu rzeczy... No coz... Wychowanie w rodzinie! Taki jest moj wniosek. To nie jest glowna przyczyna, ale napewno jest to zarzewie wielu bolaczek wspolczesnych spoleczenstw. I napewno nie pomoze zaostrzanie restrykcji i ustawodawstwa karnego. Tutaj az sie prosi o dzialania profilaktyczne. Ksztaltowanie wartosci innych niz przynaleznosc do grupy (jaka by ona nie byla) itp. Mlodziez wymaga akceptacji i tolerancji - to nic nowego. Ale MUSI to byc MADRA akceptacja i tolerancja, a nie wpadanie w skrajnosci. Zasady moralne, porocz tego ze musza byc prawidlowe, powinny byc takze przyswojone przez czlowieka, on ma czuc, ze tojego wlasny Dekalog, a nie narzucony przez prawo, rodzicow, czy tez srodowisko.
Tak wiec dazmy do wolnosci - tak jak mowi Pan Adams. Do wyzwolenia od fauszywych "prawd" jakimi karmi nas swiat. Chocby takich, jaka podal Pan Kruczynski (o sposobach uwodzenia mezczyzn, "SUBJECT: re: Potrzebna pomoc!" ). Rzeczywiscie liczba rozwodow stale sie zwieksza...
I jeszcze jedno: ta chrzescijanska prawda mowi cos wiecej: "miluj blizniego swego jak siebie samego", ale rzeczywiscie - wzajemny szacunek to bardzo dobry poczatek...
Czekam na uwagi. Z powazaniem.
Jakub Lengiewicz (KubaL).
Dzien Dobry panie Jakubie ! Mam wrazenie jak by pan czytal moje mysli, to mile ze jest wiecej ludzi ktorzy maja ciekawe poglady na temat wspolczesnego zycia, przy czym nie obstaja uparcie przy swoim. Ja w pelni popieram i obydwoma rekami podpisuje sie pod tym co Pan
Temat ktory ostatnio mnie zainteresowal to spotkanie mezczyzn w Waszyngtonie, i kobiet, nie pamietam w jakim miescie, w USA. Osobiscie uwazam ze jest to jakies dazenie ludzi jednak do samodoskonalenia sie, i wyrazenia checi bycia lepszym. Ciekawy jestem Pana opini na ten temat. Korzystajac z uprzejmosci pozwole równiez zasiegnac Pana opini na temat taki: osobiscie uwazam ze we wspolczesnym swiecie, w krajach rozwinietych, nastapuje zwrot ludzi ku religii chrzescijanskiej, stosowania w zyciu ich wartosci, natomiast w Polsce nastepuje kompletny odwrot od tego. Co Pan o tym sadzi ? z uszanowaniem Adams
P.S. przepraszam ze nie wyrazilem opinii na temat Panskiego listu, ale mam wyjatkowo pracowity dzien, odpisze wkrótce.
|
leotar napisa
| Moze tak wlasnie Egipcjanie zbudowali piramidy...? | Jest to prawdopodobne, aczkolwiek nierozwiazany zostaje problem obrobki | owych, gigantycznych glazow.
A slyszales o tym, ze szklanki moga sie rozlatywac w drobny mak pod wplywem ludzkiego glosu?
Pewnie, ze slyszlem. Dawno temu widzialem w TV film, gdzie jakis spiewak to zademonstrowal. Wtedy byl to szok; teraz mysle, ze jest to normalna zdolnosc dostepna dla kazdego. Tyle tylko, ze czlowiek wydajacy takie dzwieki musi sie
znajdowac w dosc szczegolnym stanie psychicznym,
Trudno mi powiedziec, gdyz nie probowalem. Mysle tez, ze poza stanem psychicznym potrzebne jest doswiadczenie, wprawa A moze Ty to robiles? | W Tybecie znane sa przypadki transportowania towarow na duze wysokosci przy | uzyciu piesni. Jak wyzej. A wiec cos z Ducha..? A moze to tylko ten "odmienny stan
Dlaczego w cudzyslowie ? Czy Swiadomosc moze miec jakies odmienne stany ? mozliwosci, wlasnego Ja. od ktorego uciekaja wspolczesni NIEWOLNICY materii i... seksu?
Czy mozna uciekac od czegos, czego nie jest sie swiadomym ? samych siebie i wlasnej potegi...?
Oj tak, tak...;-)) | Czemu odmawiac takich umiejetnosci Egipcjanom, czy komukolwiek, kto piramidy | ulozyl. A dlaczegozby odmawiac mozliwosci posiadania tych umiejetnosci NAM samym?
NIe widze zadnych przeszkod, by przypisac wszystkie mozliwosci Czlowiekowi. Pytanie: kto jest Czlowiekiem ? Upadli dlatego, ze NIE byli swiadomi, ze
to wlasnie ZAKAZy wychowawcze ograniczaja nasz kontakt z samymi soba.
W moim pojeciu, kontakt czlowieka z samym soba, ze swiatem i z Bogiem ograniczaja przekonania. Nie wiem, czy to masz na mysli. Przekonania nabyte w dziecinstwie, wpojone w mlodego, poznajacego swiat czlowieka, wpojone przez rodzicow, nauczycieli itp. Niektore przekonania istnieja w rodzinachprzez pokolenia i sa przejmowane od dziada i pradziada. Moze zdarzyc sie, ze zauwazenie ich. Jedynym rozwiazanie jakie widze, to uswiadamianie sobie swoich przekonan, wybieranie tych, ktore hamuja i zamienianie na cos, co jest do przyjecia, co jest kreatywne, budujace. To moze byc ciezka praca, lecz z pewnoscia oplacalna, szczegolnie dla czlowieka chcacego cos wielkiego zrobic. LeoTar | --------------------------------------------------------------------- | http://members.aol.com/LeoTar | http://www.geocities.com/Athens/Forum/5921 | --------------------------------------------------------------------- | << Swiadomosc - niczym Feniks - rodzi sie ze zgliszcz i popiolow |
pozdrawiam Czeslaw
|
Witam ! | Witam, | Czy moze ktos z grupowiczow zna adres internetowy lub fax do pracowni ktora na | zlecenie odszukuje pochodzenie rodowe i ev. herb rodowy? | wiem ze nie jest to pytanie mieszczace sie w ramach tej grupy ale nie moge | znalezc innej bardziej zblizonej temastycznie do tego o co pytam.
| pozdrawiam, Andrzej
http://www.skrzydla.media.pl/IKT98/GENEALOGIA_I_HERALDYKA.html
http://priv4.onet.pl/war/slucki/
ta ostatnia reklamowana (w prasie! bo ja nie mam wyrobionego zdania) jako najlepsza polska strona o genealogii
poza tym jest na grupie Maciej Orzeszko, który kiedyś wspominał że interesuje się genealogią - może dałby Ci parę wskazówek
Czuje sie nieco wywolany do tablicy. Coz, powiedziec moge niewiele. Z firmami genealogicznymi za duzo do czynienia nie mialem, ale paru moich znajomych z Polski i nie tylko probowalo "szczescia" z tymi instytucjami. Co do firm zagranicznych, zwlaszcza amerykanskich i niemieckich, to szkoda zachodu. Ludzie w nich pracujacy z reguly nie maja zielonego pojecia o histiorii naszego regionu, co przy badaniu genealogii jest nieodzowne, totez wiedze o przynaleznosci narodowej klienta przewaznie czerpia ze wspolczesnych map politycznych. Co do firm polskich, to kwestia szczescia. Sa ponoc takie, ktore prowadzi jedna osoba ze zniszczonym herbarzem i ciocia w miejscowej bibliotece. Poza tym istnieja nieuczciwi heraldycy, ktorzy ostro oszukuja i sa w stanie "splodzic" klientowi fikcyjne drzewo genealogiczne w oparciu o dostarczone przez niego informacje - slyszalem i o takich przypadkach. Lepiej wiec uwazac. Niestety, nie potrafie podac tu zbyt wiele namiarow. W zeszla niedziele nabylem w "taniej ksiazce" mala ksiazeczke z 1992 p.t. "Poczet RodzinPolskich - Kowalscy", w ktorej reklamuje sie biuro heraldyczne "ARETE" (00-055 W-wa, Pl. Dabrowskiego 12/125, tel. 26-92-84), trudno mi powiedziec, czy jeszcze istnieje. Proponuje wynalazek starozytnych Grekow, czyli wyszukiwarke. Badaniem genealogii zajmuje sie tez Archiwum Glowne Akt Dawnych ( adres strony : http://www.agad.prv.pl/ , ul. Dluga 7, 00-263 W-wa, fax 831-16-08 ), ale dotyczy to tylko terenow zabuzanskich. Za rozpoczecie kwerendy zadaja 50 zl, 22 zl za kazda godzine poszukiwan, 20zl za 1 str. odpisu, 15 zl za 1-2 stronicowa odbitke xero, 4 zl za klatke mikrofilmu itd. AGAD w odroznieniu od firm heraldycznych dostarcza jedynie dokumentow. Osobiscie polecalbym szukac na wlasna reke. Nie jest to latwe, dostep do wielu archiwaliow jest utrudniony i czasem trzeba poswiecic sporo czasu i kasy, aby do czagos sie dokopac. Jesli sie zna swoj herb, mozna siegnac do herbarzy, jest sporo pozycji. Polecalbym : S.Uruski, A.Kosinski, A.Wlodarski, " Rodzina - Herbarz Szlachty Polskiej", W-wa 1916 ( ostatnio wyszedl reprint ) A. Boniecki "Poczet Rodow Wlk. Ksiestwa Litewskiego w XV i XVI w. " K.Niesiecki "Herbarz Polski" B.Paprocki "Herbarz Rycerstwa Polskiego" , itd. Poniewaz opisywane w tych pozycjach pokolenia trudno jest czesto powiazac ze wspolczesnoscia, najlepszym wyjsciem jest rozpoczac od swoich najblizszych krewnych i cofac sie do tylu w czasie. Szczegolnie dokladne i pomocne bywaja tu dokumenty koscielne, tu jednak pojaiwa sie problem ich dostepnosci. Jezeli jednak sie wie, gdzie szukac, to mozna ( oczywiscie nie za darmo ) dogadac sie z proboszczem ( lepiej nie probowac przez Kurie ). Tu w najlepszej sytuacji sa ci, ktorzy mieszkaja w zachodniej Polsce i stamtad pochodza. Trudno nie chwalic Prusakow/Krzyzakow/innych giermancow/ za to, ze w kazdej wsi na Pomorzu czy w Wielkopolsce pozostawili po sobie murowany kosciol z zachowanymi archiwami ( oczywiscie, to byl zart o tych giermancach, prawda jest jednak taka, ze tam zachowalo sie o wiele wiecej archiwow niz gdzie indziej ). W gorszej sytuacji sa ci, ktorych rodziny sie czesto przenosily ( czyli wiekszosc ), a zwlaszcza pochodzacy ze Wschodu. Trzeba jednak probowac, to jedyne wyjscie. Jesli cos sobie jeszcze przypomne, dam znac. Pozdrowienia
Maciej Stanislaw Orzeszko
|
|